Całkiem emigracyjnie

Życie w Manchesterze — Kiedy Polska to za mało

Tak napraw­dę cza­sem wyda­je mi się, że jest bli­żej niż jest w rze­czy­wi­sto­ści. Przy­kła­do­wo z lot­ni­ska w Gole­nio­wie wię­cej jest odlo­tów wła­śnie do Anglii niż do War­sza­wy. W każ­dej szko­le dzie­ci się uczą angiel­skie­go, w radio też angiel­sko­ję­zycz­ne utwo­ry kró­lu­ją. Być może to, poza cał­kiem wyso­kim kur­sem walut, spo­wo­do­wa­ło, że do UK wyje­cha­ło tak wie­lu Pola­ków. Wśród nich jest tak­że Anna Bart­nik, od nie­daw­na podwój­na mama, a do tego blo­ger­ka na www.simplyanna.pl, któ­ra obec­nie miesz­ka pomię­dzy Liver­po­olem a Man­che­ste­rem.

Kon­fa­bu­la: Od kie­dy moż­na nazwać Cię miesz­kan­ką Wiel­kiej Bry­ta­nii?
Anna Bart­nik: Tro­chę ponad rok. Pew­ne­go dnia zro­bi­li­śmy burzę mózgów i uzna­li­śmy, że czas coś zmie­nić i spró­bo­wać cze­goś nowe­go. W koń­cu miesz­ka­my rzut bere­tem od morza!

Kon­fa­bu­la: Nie moż­na dwa razy zro­bić pierw­sze­go wra­że­nia. Jak było z miej­sco­wo­ścią, w któ­rej miesz­kasz?
Anna Bart­ni­ka: Zdzi­wi­ło mnie mnó­stwo rze­czy. Przede wszyst­kim pozy­tyw­nie. Życz­li­wi i pomoc­ni urzęd­ni­cy, mie­szan­ka kul­tu­ro­wa, czy­ste samo­cho­dy (serio, od roku na pal­cach jed­nej ręki mogła­bym poli­czyć te, któ­re czy­sto­ścią nie grze­szy­ły), cudow­ny poród i opie­ka oko­ło­po­ro­do­wa, dostęp­ność żłob­ków i przed­szko­li. Nega­tyw­nie począt­ko­wo odczu­wa­łam ceny w skle­pach. Cięż­ko się do nich przy­zwy­cza­ić szcze­gól­nie na począt­ku, kie­dy czło­wiek cią­gle prze­li­cza.

https://www.instagram.com/p/6ALflXONGc/

Kon­fa­bu­la: Jak wyglą­da­ją ceny w UK?
Anna Bart­nik: Litr pali­wa to koszt 1,00–1,20 fun­tów. Boche­nek chleba…a co to jest chleb? Chleb orga­nicz­ny wypie­ka­ny praw­do­po­dob­nie z mro­żo­ne­go cia­sta kosz­tu­je 89p, ale to nasz ratu­nek jak skoń­czy się mąka, bo chleb pie­cze­my sami. Koszt wyna­ję­cia miesz­ka­nia jest bar­dzo róż­ny, zale­ży już nie tyl­ko od mia­sta, ale i dziel­ni­cy, oko­li­cy, sąsiedz­twa. Ceny zaczy­na­ją się od oko­ło 500 fun­tów a koń­czą róż­nie — nie­raz na trzy lub czte­ro­krot­nie wyż­szej kwo­cie. Do ceny czyn­szu trze­ba jesz­cze doli­czyć poda­tek za wywóz śmie­ci i tego typu spra­wy, któ­ry wyno­si 100–150 fun­tów.

https://www.instagram.com/p/BCQj3TiuNFi/

Kon­fa­bu­la: Co praw­dzi­wy Anglik powi­nien mieć w domu, żeby przy­go­to­wać tra­dy­cyj­ne angiel­skie jedze­nie?
Anna Bart­ni­ka: Fasol­ka z pusz­ki z jaj­kiem sadzo­nym i wie­przo­wą kieł­ba­ską plus chleb tosto­wy. Typo­wo angiel­skie śnia­da­nie. I mle­ko do her­ba­ty!

Kon­fa­bu­la: Jak Cie­bie, jako Polkę, postrze­ga­ją Angli­cy?
Anna Bart­nik: Nigdy nie spo­tka­ło mnie nic nie­mi­łe­go w związ­ku z tym, że jestem Polką. Zazwy­czaj roz­mów­ca pró­bu­je odgad­nąć skąd pocho­dzę, a potem sły­szę, że był w Krakowie/Warszawie/Wrocławiu i, że mówię dobrze po angiel­sku, co jest oczy­wi­ście czy­stą kur­tu­azją.

https://www.instagram.com/p/2d0yMqONCR/

Kon­fa­bu­la: Czy jako mat­ka dostrze­gasz róż­ni­ce mię­dzy wycho­wa­niem pol­skim a angiel­skim?
Anna Bart­nik: Cha­rak­te­ry­stycz­ny jest zim­ny chów i nie mam tu na myśli bra­ku uczuć tylko…ubranie. Przy wietrz­nej i desz­czo­wej pogo­dzie, na porząd­ku dzien­nym jest brak jed­nej skar­pet­ki i goła nóż­ka dyn­da­ją­ca ze skle­po­we­go wóz­ka albo dzie­cia­ki wra­ca­ją­ce ze szkół bez kur­tek (o czap­kach i sza­li­kach nawet nie wspo­mi­nam).

Kon­fa­bu­la: Co war­to zabrać ze sobą na Wyspy, by czuć się jak w domu?
Anna Bart­ni­ka: Rodzi­nę, nic wię­cej nie jest potrzeb­ne. W skle­pach jest w zasa­dzie wszyst­ko, a cze­go się nie znaj­dzie w angiel­skim, będzie w pol­skim. Nigdy wcze­śniej nie przy­pusz­cza­łam, że będę miesz­kać poza Pol­ską. Prze­pro­wadz­ka z małym dziec­kiem i zmia­na życia o 180 stop­ni to był odważ­ny krok, ale nie żału­ję. Jedy­nym minu­sem jest to, że cała rodzi­na miesz­ka dale­ko. Cza­sa­mi myślę, że to lepiej, bo bar­dziej ją doce­nia­my i sza­nu­je­my czas spę­dzo­ny razem. W Anglii uro­dzi­ło się nasze dru­gie dziec­ko i jestem bar­dzo cie­ka­wa, gdzie rzu­ci nas przy­szłość. Raz marzę o dom­ku na wsi, a raz o wiel­ko­miej­skim życiu.

Fot. 1 Mikey, CC BY 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.