Całkiem poradnikowo,  Całkiem wesoło

Jak przetrwać świąteczny najazd rodziny?

Jest rok 2047. Do uroczego domku na przedmieściach wielkiej metropolii Koshalin City przybywa samojezdny mini-bus z dwoma tetrykami na pokładzie. Powoli materializują się oni na podjeździe, na który z wrzaskiem wysypuje się z modernistycznego domku w stylu aluminium i szkło banda dzieciaków wrzeszcząca: Wesołych Świat babciu i dziadku! Tak, ta babcia to ja. Ale wróćmy do obecnej czasoprzestrzeni. Obecnie takie świąteczne przyjemności jak dotarcie na czas na wigilię choć drogowców zaskoczyła zima, zmasowany atak dzieci na pierniki choinkowe, kot zżerający karpia w galarecie czy też wyławianie synowi uszek z barszczu to mój co świąteczny problem. Jak przetrwać świąteczny najazd rodziny?

Krok 1: Posiadaj plan ewakuacji

Nie oszukujmy się – dziadkowie uwielbiają wnuki. Jeśli nie wtedy, kiedy się zjawią, to na bank wtedy, kiedy już sobie pojadą. Daj więc sobie trochę czasu wolnego i zaplanuj dzieciom i dziadkom uroczy wieczór przy kominku, ubieraniu choinki czy obżeraniu się mandarynkami. A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty, kochana mamo? Ano jesteś:

  1. na zakupach w centrum handlowym bo zapomniałaś kupić jednego prezentu
  2. a właściwie w korku do centrum
  3. … i krążownikiem po parkingu w okolicy centrum
  4. … i w kolejce do kasy

Nie dziękuj, właśnie zyskałaś kilka cennych godzin w samotności w te święta.

Krok 2: Zabawy w śniegu

Jakkolwiek narkotycznie może to brzmieć: śnieg jest dobry. Śnieg to przymus założenia kilku warstw ubrań, kurtki, kombinezonu, butów zimowych i… ściągnięcie tych warstw, bo właśnie zachciało się siku. Zaraz potem wszystkie dzieci chcą już do WC, a na końcu nawet Tobie się zachciało. Jeśli po jakiejś godzinie wszyscy spoceni znajdujecie się już na zewnątrz,więc najlepiej jakbyś wzięła sprawy, czyli sanki, w swoje ręce i zjechała z najwyższego szczytu w okolicy*. Wrzaski, jakie z siebie wydasz, będą swoistym katharsis i zaoszczędzą pieniędzy na terapię u psychoterapeuty oraz suplementów diety na dobry humor.

*Nie dotyczy mieszkańców wysokich gór!

Krok 3: Krocz ścieżką zagłady

Jako gość i jako gospodarz jednym z największych około świątecznych problemów jest dobór prezentów dla dzieci. Nie chodzi tu wcale o to, że są one niedopasowane do wieku czy Twojego gustu. Raczej terror w domu sieją wszelkie ciastoliny, piaskoliny, piankoliny, liny, także te żywe liny jeśli kąpią się z karpiem w wannie, piasek kinetyczny, magnetyczny, piasek w kuwecie, strzałki do strzelającej broni oraz, oczywiście, instrumenty muzyczne i zabawki grające. Wprawdzie dzięki temu będzie czym palić w kominku, no ale to dopiero jak dzieci pójdą spać. Uzbrój się w cierpliwość i przyzwyczaj do częstszego odkurzania i wkurzania, na to nie ma lekarstwa.

Krok 4: Znajdź słowo-wytrych

Kolacja wigilijna to nie tylko miłe dzielenie się opłatkiem, ale także narzekanie od pogody, które jeszcze każdemu przypada do gustu, po politykę. A tu już stąpamy po cienkim lodzie i tylko patrzeć jak dwa przeciwstawne obozy pójdą na ustawkę pod choinką. Jeśli widzisz, że rozmowa idzie w dobrze znanym kierunku, tym tuż nad przepaścią, ustal sobie jakieś słowo bądź wyrażenie, dzięki któremu szybko wskoczysz świątecznymi saniami na niewyboistą drogę. Może to być „komu jeszcze serniczka?” – przecież nikt nie odmówi jednego kawałka, nawet jeśli rybka ledwo weszła. Taki wytrych powinien być ustalony z partnerem i dziećmi, które rozumieją już powagę sytuacji. Czyli tak w okolicach podstawówki. Tak, dzieci też potrafią zaskoczyć, że miały niepedagogiczną nockę z grą komputerową. Ale przecież Minecraft uczy matematyki i mnożenia, prawda? Prawda mamo?

Krok 5: Jeśli wszystko zawiedzie

… jedz! To sezon na jedzenie bez poczucia grzechu. Przecież nie wyrzucisz! No nie może się zmarnować!!! Wejście na wagę i ewentualne konsekwencje będą na Nowy Rok. W końcu jakieś postanowienie noworoczne, tfu, coroczne musi być.

Fot.OakleyOriginals, CC BY 2.0