Całkiem poważnie

Cham czy chamskie zachowanie?

Nie jestem rodzi­cem dosko­na­łym. Napraw­dę wie­le dzie­li mnie od dosko­na­ło­ści, czym­kol­wiek ona jest. Rodzi­ciel­stwo bli­sko­ści, mimo iż zaczy­na być mi bli­skie, tak­że stoi jesz­cze bar­dzo dale­ko mnie. Jed­nak poczy­ni­łam pew­ne kro­ki i sta­ram się. Tak było tak­że tego wie­czo­ra.

Jak codzien­nie zago­ni­łam dziew­czyn­ki do kąpie­li, a Arti dokań­czał sprzą­ta­nie poko­ju po wspól­nej zaba­wie. Tym razem jed­nak zamiast sprzą­tać bawił się dalej samo­cho­da­mi. Zezło­ści­ło mnie to. Zaczę­łam swo­ją sta­rą śpiew­kę. Naj­pierw spo­koj­nie zwró­ci­łam uwa­gę, a potem zaczę­łam maru­dzić, że nic nie robi. Jego gło­wa odwró­co­na była ode mnie, nawet na mnie nie spoj­rzał. Zezło­ści­ło mnie to jesz­cze bar­dziej. Tego dnia posta­no­wi­łam jed­nak nie maru­dzić dalej ani nie krzy­czeć. A wierz­cie mi — jestem dość ner­wo­wą oso­bą! Kaza­łam odło­żyć zabaw­ki i spoj­rzeć na mnie. Skwa­pli­wie to zro­bił. Spy­ta­łam reto­rycz­nie:
— Kto to wszyst­ko posprzą­ta?
— Ty! — nie­re­to­rycz­nie odrzekł mój syn.
Nie­ste­ty nie wie jesz­cze, że na nie­któ­re pyta­nia lepiej nie odpo­wia­dać, nawet szcze­rze. Zago­to­wa­ło się we mnie. Jed­nak zamiast wybuch­nąć niczym wul­kan prze­cze­ka­łam falę gnie­wu. Ode­tchnę­łam. Zadzia­ła­łam ina­czej.

Zapy­ta­łam syna, czy wie, że wła­śnie ode­zwał się do mnie z bra­kiem sza­cun­ku, cham­sko, nie jak do mamy, a jak do kole­żan­ki, któ­rą ja nie jestem. Nie wie­dział co odpo­wie­dzieć. Spy­ta­łam, czy wie co to ozna­cza. Nie bar­dzo wie­dział. Posa­dzi­łam go więc przed kom­pu­te­rem i wyszu­ka­łam zna­cze­nia sło­wa „cham”. Zosta­wi­łam go same­go z tek­stem i poszłam na chwi­lę do łazien­ki umyć dziew­czyn­ki.

Gdy wró­ci­łam, tekst został już prze­czy­ta­ny. Po minie pozna­łam, że nie jest zado­wo­lo­ny z sie­bie. Przy­tu­lił mnie i wyszep­tał, że jest mu wstyd, że nie chce się cham­sko zacho­wy­wać.

Poka­za­niem dziec­ku złe­go zacho­wa­nia, bez nad­mier­ne­go uża­la­nia się nad sobą, bez krzy­ków i pre­ten­sji dało mi wię­cej niż nie­je­den godzin­ny wykład czy kar­ny jeżyk. Cza­sem war­to ogar­nąć wła­sne emo­cje i zacho­wa­nie, zanim zaj­mie się emo­cja­mi i zacho­wa­niem dzie­ci.

Czy nie­ak­cep­to­wa­ne prze­ze mnie zacho­wa­nie się już nie poja­wi­ło? Oczy­wi­ście, że tak! Bo jesz­cze dłu­ga dro­ga przed nami do wza­jem­ne­go sza­cun­ku.

Fot. Tay­maz Val­ley, CC BY 2.0