Całkiem emigracyjnie

Codzienne życie w Wietnamie – Kiedy Polska to za mało

Emigracja to ucieczka od tego, co nie pasuje nam w ojczyźnie. Dla niektórych jeszcze do niedawna był przymus poboru do wojska, dla innych przygoda życia, dla jeszcze innych możliwość szybkiego zarobienia sporych pieniędzy bez kwalifikacji czy czynów zabronionych. Dla Anety, dziś mieszkającej w Wietnamie i blogującej na www.zycieipodroze.pl priorytetem była służba zdrowia na odpowiednim poziomie.

Kofabula: Od kiedy mieszkasz za granicą i gdzie najpierw mieszkałaś, bo wiem, że Wietnam nie jest pierwszym miejscem, o którym możesz powiedzieć, że było Twoim domem?
Aneta: Mieszkam poza Polską już prawie 8 lat. Wyjechałam z rodziną, gdyż chcieliśmy żyć na normalnym poziomie, a w Polsce nie było to możliwe w naszej sytuacji. Nasz synek chorował, mąż stracił pracę, gdyż zamknęli jedyną firmę w jego branży, a moja pensja wystarczała na podstawowe potrzeby. Chcieliśmy zaoferować naszemu synkowi bezcenny dla nas wszystkich czas spędzony razem, lepszy dostęp do medycyny, umożliwienie międzynarodowych badań, a w czasie wolnym realizację pasji. Podjęliśmy decyzję o nim we troje. Mieszkaliśmy w Katarze, bo o nim mowa, 6 lat. 3 lata z naszym synkiem i 3 we dwoje, bez naszego Adasia w ziemskim wymiarze. Wiedzieliśmy, że to był mądry wybór. Nasz synek był szczęśliwy, miał dostęp do bardzo dobrych specjalistów i co ważne spełniał swoje marzenia. A czy może być coś ważniejszego dla rodzica? Zapewniam, że nie. Mamy poczucie, że ten czas był bardzo dobrym dla naszego synka. Wiemy, że pomimo choroby nasz synek był szczęśliwy.

Po odejściu Adasia do świata Aniołów mieszkaliśmy jeszcze w Katarze, ale podświadomie wiedzieliśmy, że pora na zmianę. Nadeszła ona dość niespodziewanie, choć nie mogę napisać, że nieoczekiwanie. Zdecydowaliśmy się o wyjeździe do Wietnamu. I teraz tutaj jest nasz dom, bo nasz dom jest tam gdzie my. Lubimy Wietnam z jego plusami i minusami. Dzięki dobrej pracy męża możemy realizować swoje pasje i spełniać marzenia, a ja mogę dbać o nas i robić to, co lubię. Gdzie te czasy, gdy musiałam pracować na dwa etaty na raz? Na szczęście minęły od czasu wyjazdu z Polski. Lubimy kraj, w którym obecnie żyjemy.

Konfabula: Co was dziś trzyma w tym miejscu?
Aneta: W Wietnamie trzyma nas praca, styl życia i możliwość realizacji planów oraz rozwoju naszych pasji. Mamy tutaj codzienne życie które lubimy, przyjaciół i znajomych. Czy byśmy go zamienili na inny kraj? Myślę że może tak, jeśli czulibyśmy, że będziemy tam bardziej szczęśliwi i będziemy mieć po zmianie jeszcze lepsze, spokojne życie. Na taką okazję jednak póki co nie czekamy, a jeżeli się zdarzy na pewno głęboko się nad nią pochylimy. Dla nas najważniejsze jest to, że jesteśmy razem na dobre i złe, a nasz dom jest tam, gdzie my, czyli obecnie w Wietnamie.

Konfabula: Co zaskoczyło Cię na miejscu?
Aneta:
Życie w Wietnamie toczy się innym rytmem niż w Polsce. Są stałe pory śniadania, lunchu i wieczornych posiłków, które się celebruje często spędzając ten czas z rodziną, znajomymi z pracy bądź przyjaciółmi. W porze lunchu i kolacji restauracje, knajpki i uliczne stragany są pełne ludzi w nich biesiadujących. Zaskoczyło mnie również to, że przeciętny Wietnamczyk posiada więcej oszczędności niż przeciętny Polak, gdyż wcześniej słyszałam o tym, że to biedny kraj. Owszem na prowincji dostrzega się biednie żyjących ludzi, ale czyż w Polsce w niektórych miejscach ich nie ma?

Pozytywnie zaskoczyło mnie piękno tego kraju. Gdy podróżujemy motorem z moim mężem, docieramy do wielu magicznych miejsc, poznajemy wspaniałych ludzi, tym bardziej niezwykłych im dalej oddalamy się od skupisk miejskich. Wietnamczycy bardzo rodzinni. Pamiętam z dzieciństwa, że i w polskich rodzinach tak było, ale wraz ze zmianami rozluźniło się wiele więzi. Tutaj nadal rodzina jest na pierwszym miejscu, a kult przodków jest bardzo znaczący.

Wietnamczycy są bardzo pracowici, zwłaszcza kobiety. Mężczyźni, choć nie mam zwyczaju uogólniać, mają dużo więcej czasu dla siebie. Negatywnie zaskoczyło mnie to, że podczas, gdy wiele kobiet pracuje, część mężczyzn przesiaduje w barach. Do tego, co negatywne zaliczyłabym również, a może przede wszystkim nieporządek i brak dbałości o czystość na ulicach, chodnikach, a nawet zielonych skwerkach. Zmorą hanoiskich ulic jest zatłoczenie. Pełno tutaj skuterów, motorów, samochodów, busów i autobusów, co wpływa na jakość powietrza, zgiełk i hałaśliwość oraz stwarza wrażenie braku poczucia komfortu, gdy przemieszczamy się z miejsca na miejsce i to niezależnie od tego, czy poruszamy się pieszo, czy też wykorzystując którykolwiek środek transportu. Jednakże pomimo negatywnych zaskoczeń stanowczo więcej jest tych pozytywnych.

Konfabula: Jak wygląda codzienne życie?
Aneta: Średnia pensja wynosi w Hanoi około 9.500.000 VND. Zakupy to zwykle wydatek:
Bochenek chleba – 11.000 VND
Bagietka – 5.000 VND
Masło – 70.000 VND
Mleko – 30.000 VND
Benzyna – 16.000 VND
Wynajem mieszkania dwupokojowego – 8.000.000 – 12.000.000 VND

Tradycyjnie na śniadanie spożywa się nie kanapki, a Pho. Tak jak i Pho bardzo typowe jest picie zielonej herbaty przed i po posiłkach. Kuchnia wietnamska jest bardzo zdrowa. Można się nią zachwycać godzinami. Trzeba tylko się przyzwyczaić, że robienie zakupów na ulicznych bazarkach, czy to warzyw, owoców, czy też mięsa powykładanego na drewnianych stołach jest normalnością. Tak, jak i kupowanie kwiatów i owoców, którymi dekoruje się ustawione w każdym domy, zakładzie fryzjerskim, czy kosmetycznym kąciku przeznaczonym ku czci Buddy i przodków. Nadal pomimo rozwoju sieci sklepów znakomicie sprawdzają się uliczne stragany, czy obwoźny handel uliczny.

Wietnamskie sklepy są inaczej zaopatrzone jak te w Polsce. I choć na co dzień dostępnych jest wiele świeżych produktów, zwłaszcza owoców, warzyw, mięsa, owoców morza i ryb czasami brakuje polskich smaków. Poza sklepami z importowaną żywnością często są problemy, aby zakupić mąkę żytnią, kaszę gryczaną, pęczak czy kaszę jęczmienną. Brakuje polskiego chrzanu i to zarówno świeżego, jak i pasteryzowanego, musztardy, czy majonezu oraz tradycyjnej maślanki, czy też białego sera oraz śledzi. My obecnie, po znalezieniu odpowiedniego mleka robimy samodzielnie kwaśne mleko i biały ser. A i śledzie przygotowaliśmy tez samodzielnie z dostępnych tutaj mrożonych. Ponadto warto wspomnieć o kosmetykach. Jest tutaj stosunkowo niewielki wybór w dobrych cenach. A produkty importowane takie jak perfumy, kremy, kosmetyki pielęgnacyjne i przeciw słoneczne są traktowane jak dobro luksusowe i płaci się za nie znacznie więcej niż w Polsce.

Sposób życia Wietnamczyków jest zupełnie inny niż ten preferowany w Polsce. Ma się wrażenie, że spędzają oni większość czasu, oczywiście poza pracą, na ulicy i to dosłownie. Siedzą na plastikowych krzesełkach popijając zieloną herbatę, spożywają posiłki na powietrzu, ćwiczą wspólnie w każdym możliwym miejscu. Na wsiach gromadzą się w jednym miejscu, a gdy już zobaczą podróżnika, który tam zajrzy tym bardziej tłumnie przybywają. Niejednokrotnie tego doświadczyliśmy.

Konfabula: Jak Wietnamczycy wychowują swoje dzieci?
Aneta: Wietnamczycy choć wychowywani w inny sposób niż to ma miejsce w Polsce mają z nami wiele wspólnego. Jednak zauważalnych jest też wiele różnic. Dzieci wychowywane są przez całe rodziny, czyli rodziców, dziadków, ciocie i nierzadko kuzynostwo. Często kilka pokoleń rodziny mieszka w jednym miejscu. Dzięki temu poznają tradycje wietnamskie od najmłodszych lat. I choć Wietnamczycy są powściągliwi w okazywaniu uczuć jeśli chodzi o dzieci, to są dla nich bardzo serdeczni. Do szkół i przedszkoli chodzą ubrane w podobne zestawy ubrań. Ma się wrażenie, że z jednej strony dzieci są dyscyplinowane do posłuszeństwa, a z drugiej już wiele rodzin otwiera się na to, co nowe, pozwalając swoim dzieciom dokonywać samodzielnych wyborów. Jednak wciąż kult „rodzica” jest bardzo silny.

Kobfaula: Jak postrzegani są Polacy?
Aneta: Polacy są postrzegani przez Wietnamczyków bardzo dobrze. Mamy ze sobą wiele wspólnego. Wielu Wietnamczyków studiowało w Polsce, a obecnie zajmuje wiele ważnych funkcji w państwie. My osobiście posiadamy kilku znajomych i przyjaciół, którzy studiowali, bądź spędzili dzieciństwo w naszym kraju. Nie spotkałam się przez okres prawie 2 lat ze złą oceną Polaków. Raczej Wietnamczycy uważają nas za miłych, wyedukowanych ludzi szanującymi tradycje i więzi. Lubią spędzać z nami czas nierzadko zabiegając o nasze towarzystwo jednakże nie w nachalny sposób.

Konfabula: Na swoim blogu często wspominasz ciekawe historie z życia w Wietnamie. Masz jakieś szczególne wspomnienie?
Aneta: Kiedy podróżowaliśmy motorem po górskiej krainie i zatrzymaliśmy się na wsi na tradycyjne Pho Bo zbiegła się niemalże cała wioska mówiąc do nas swoją gwarą. Nie rozumieliśmy z tego dosłownie nic, ale wszyscy łącznie z nami mieli uśmiechy na twarzach. Kobiety porównywały swoją skórę z moją, cieszyły się, gdy mąż zapalił Tuk Lao – tytoń w ogromnej fajce, po czym pokiwał głową, że bardzo mocny. Z kolei mężczyźni koniecznie chcieli napić się z nami wina ryżowego. Choć sami posiadali niewiele chcieli się tym dzielić. Tak ludzie na wsiach, żyjący według zasad przekazywanych z pokolenia na pokolenie, prowadzą życie codzienne, które w naszych oczach jest niezwykłe z jego prostotą, powtarzalnością i szacunkiem do pracy i drugiego człowieka, a przy tym są otwarci i gościnni.

Fot. Agnieszka Grenda


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.