Całkiem emigracyjnie

Matka w Tajlandii — Kiedy Polska to za mało

Czym dla Was jest raj na zie­mi? Czy to kra­ina, gdzie popi­ja­my drin­ka leżąc w hama­ku pod pal­mą, a dzie­cia­ki bło­go hasa­ją sobie w cie­płym oce­anie? A może to miej­sce, gdzie odda­je­my się medy­ta­cjom w jakiejś bud­dyj­skiej świą­ty­ni czy też zgłę­bia­my taj­ni­ki życia kan­czy­li malaj­skich w samym ser­cu dżun­gli? Takim rajem może wyda­wać się Taj­lan­dia. Czy oby na pew­no opo­wie Wam dziś Anna Maślan­ka, autor­ka czekolada-z-farszem.blogspot.com.

thailand93

Monio­wiec: Dużo podró­żu­jesz. Od kie­dy jesteś w Taj­lan­dii i co Cię tu spro­wa­dzi­ło?
Anna Maślan­ka: Pierw­szy raz wyje­cha­łam do Fin­lan­dii w 2013 roku. Nie byłam zado­wo­lo­na ze swo­jej pra­cy, chcia­łam cze­goś wię­cej, chcia­łam zoba­czyć jak naj­wię­cej się da i zna­leźć swo­je miej­sce na zie­mi. Potem była Szwaj­ca­ria i Niem­cy. W Taj­lan­dii miesz­kam od 2 mie­się­cy i spę­dzę tu tro­chę cza­su, ale na pew­no nie jest to mój ostat­ni przy­sta­nek.

Monio­wiec: Nie oszu­kuj­my się – o Taj­lan­dii wie­my tyle co nic. Cza­sem jakiś film typu „Most na rze­ce Kwai” czy „Nie­moż­li­we”, kil­ka zdjęć w fol­de­rze biu­ra tury­stycz­ne­go i tyle. Być tam na żywo to zupeł­nie co inne­go. Co Cię zdzi­wi­ło – pozy­tyw­nie i nega­tyw­nie?
Anna Maślan­ka: Kie­dy przy­je­cha­łam zdzi­wi­ło mnie dosłow­nie wszyst­ko. Mogła­bym wyli­czać godzi­na­mi.
Nega­tyw­nie zszo­ko­wał mnie ruch dro­go­wy — wszyst­ko jest tu sza­lo­ne, bez żad­nych zasad. Duży samo­chód ma pierw­szeń­stwo (na szczę­ście mam do dys­po­zy­cji van), nikt nie uży­wa kie­run­kow­ska­zów. Wyprze­dza­nie “na trze­cie­go”, czy jecha­nie środ­kiem dro­gi jest na porząd­ku dzien­nym. Sku­ter może wci­snąć się wszę­dzie i poja­wić zni­kąd, a czę­sto pro­wa­dzą je dzie­cia­ki (po 4–5 na jed­nym sku­te­rze), więc bywa nie­bez­piecz­nie.

thailand12

Kolej­na nega­tyw­na rzecz to robac­two. Jest wszę­dzie, od kara­lu­chów po róż­ne koma­ry, któ­re roz­no­szą cho­ro­by. Po mie­sią­cu tutaj zła­pa­łam den­gę. Wszę­dzie wcho­dzi się na boso. Do skle­pu, restau­ra­cji, czy nawet do leka­rza. Byłam bar­dzo zdzi­wio­na, gdy zoba­czy­łam, że w szpi­ta­lu wszy­scy, jak jeden mąż są bez butów.

thailand4

Pozy­ty­wów jed­nak było zde­cy­do­wa­nie wię­cej. Ota­cza­ją mnie wspa­nia­li ludzie, któ­rzy led­wie mnie zna­jąc zaczę­li zapra­szać mnie do domów i poma­gać w kło­po­tach. Jako, że przy­je­cha­łam tu zupeł­nie sama jest to dla mnie bar­dzo waż­ne. Nie­ocze­ki­wa­nie dobrze zno­szę też upał. Kie­dy w Pol­sce mie­li­śmy tem­pe­ra­tu­ry powy­żej 30 stop­ni zawsze czu­łam się źle. Tutaj jest to na porząd­ku dzien­nym, ale pada dużo, jest wil­got­no i cał­kiem nie­źle sobie z tym radzę.

thailand11

Monio­wiec: Jak kształ­tu­je się sto­su­nek zarob­ków do kosz­tów życia w tak egzo­tycz­nym kra­ju?
Anna Maślan­ka: Życie jest bar­dzo tanie. Mle­ko kosz­tu­je oko­ło 70 gr za litr, ben­zy­na 4,20 zł za pół­to­ra litra (sprze­da­wa­na w butel­kach po fan­cie lub coli w każ­dym skle­pie, jeśli chce się zatan­ko­wać sku­ter). Chleb raczej cięż­ko kupić w miej­scu, gdzie miesz­kam. Moż­na dostać jedy­nie tosto­wy w gra­ni­cach 2 zł. Duży i pysz­ny posi­łek w restau­ra­cji to koszt 3–10 zł. Cięż­ko wyna­jąć tu miesz­ka­nie, ale poko­je o bar­dzo polo­wych warun­kach zaczy­na­ją się od 300 zł za mie­siąc. Za lep­sze warun­ki (kli­ma­ty­za­cja, cie­pła woda, wła­sna kuch­nia) trze­ba zapła­cić mak­sy­mal­nie do 2700 zł. Śred­nie wyna­gro­dze­nie w Sang­kh­la­bu­ri, gdzie miesz­kam, to oko­ło 800zł, w Bang­ko­ku tro­chę wię­cej, ale ceny są tak­że wyż­sze.

thailand5

Monio­wiec: Jesteś miło­śni­kiem taj­skiej kuch­ni?
Anna Maślan­ka: Tajo­wie są mistrza­mi kuch­ni! Jedze­nie jest nie­sa­mo­wi­cie smacz­ne i bar­dzo tanie. Nie opła­ca się nic goto­wać w domu, taniej zjeść w restau­ra­cji, niż kupić skład­ni­ki i przy­rzą­dzić. Taj­ska kuch­nia to ryż, mnó­stwo chi­li, warzy­wa i mię­so. Do tego cudow­ne, świe­że owo­ce. Bar­dzo słod­kie i soczy­ste. Pita­ha­ja czy man­go na deser są bar­dzo orzeź­wia­ją­ce. Muszę jed­nak zawsze uwa­żać, co zama­wiam, jako że nie jadam ostrych potraw.

thailand1

Monio­wiec: Jacy są Tajo­wie?
Anna Maślan­ka: Przede wszyst­kim cechu­je ich spo­kój, uśmiech i otwar­tość. Tajów nie spo­sób wypro­wa­dzić z rów­no­wa­gi.

thailand6

Monio­wiec: Czym róż­ni się wycho­wa­nie małe­go Taja od małe­go Pola­ka?
Anna Maślan­ka: Z moich obser­wa­cji popu­lar­ne jest tutaj odda­wa­nie dzie­ci do domu dziec­ka, by wycho­wać je tam w lep­szych warun­kach. Szcze­gól­nie dzie­ci z Bir­my (miesz­kam dość bli­sko gra­ni­cy). Wbrew pozo­rom spra­wia­ją one wra­że­nie szczę­śli­wych. Po odwie­dze­niu pol­skie­go domu dziec­ka byłam smut­na przez kil­ka dni, tutaj jest to cał­kiem pozy­tyw­ne dozna­nie.

thailand8

Monio­wiec: Jak postrze­ga­ni w Taj­lan­dii są Pola­cy?
Anna Maślan­ka: Więk­szość ludzi nie wie nic o Pol­sce i Pola­kach. Wszy­scy obco­kra­jow­cy są postrze­ga­ni jako cie­ka­wost­ka, jeśli tyl­ko Taj umie mówić po angiel­sku i zoba­czy obco­kra­jow­ca — zawsze pod­cho­dzi poroz­ma­wiać o czym­kol­wiek. Nasta­wie­nie jest bar­dzo pozy­tyw­ne, choć obco­kra­jow­cy pła­cą wię­cej za wszyst­ko. Jako, że miesz­kam tu już jakiś czas zaczę­li trak­to­wać mnie jak “swo­ją”. Zda­rza­ły się nawet śmiesz­ne sytu­acje. Jestem leka­rzem wete­ry­na­rii, ale zda­rzy­ło się, że ludzie pro­si­li mnie o zba­da­nie… dzie­ci. Cóż, osłu­cha­łam i ode­sła­łam do szpi­ta­la. Byli nie­co roz­cza­ro­wa­ni.

thailand3

Monio­wiec: Co war­to zabrać ze sobą w tak odle­gły zaką­tek świa­ta, by poczuć się jak w domu?
Anna Maślan­ka: Życie jest zupeł­nie inne, nie ma wie­lu rze­czy, do któ­rych jeste­śmy przy­zwy­cza­je­ni w Euro­pie. Nie spo­sób zabrać wszyst­kie­go ze sobą, by stwo­rzyć namiast­kę “nasze­go” świa­ta. Jedy­ne, w co moż­na się wypo­sa­żyć, to pozy­tyw­ne nasta­wie­nie, otwar­tość i chęć do zmian. Wte­dy moż­na poczuć się tu, jak w domu.

thailand7

Dla wie­lu osób jestem nie­sa­mo­wi­cie odważ­na, że zde­cy­do­wa­łam się zosta­wić wszyst­ko, co znam i wyje­chać na dru­gi koniec świa­ta. To nie do koń­ca tak. Może decy­du­jąc się na Taj­lan­dię byłam już ciut spo­koj­niej­sza po wcze­śniej­szych doświad­cze­niach w Euro­pie, ale i tak się bałam. I do tej pory się oba­wiam wie­lu rze­czy, z któ­ry­mi muszę sobie tu radzić. Więc jeśli kto­kol­wiek chce spró­bo­wać inne­go życia — trze­ba po pro­stu się prze­ła­mać, wyjść ze swo­je­go gniazd­ka i ruszyć przed sie­bie. To, że jest nam gdzieś dobrze nie zna­czy, że nie może­my zaznać cze­goś lep­sze­go. A jeśli jest nam źle, nie może­my bać się zmian, trze­ba po pro­stu dzia­łać!

thailand2


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.