Całkiem poradnikowo

Warto budować codziennie więź z dziećmi

Mamy zabiegane czasy. Nie jest w takich czasach zbudować mocnej więzi z własnymi dziećmi. Ale tak naprawdę czy kiedykolwiek było lepiej? Zawsze znajdowało się coś, co odciągało rodziców od dzieci i więzi z wiekiem, szczególnie gdy latorośle wchodziły w wiek nastoletni, stawały się słabsze. Kiedy dzieci były małe my, rodzice, zwykle byliśmy zbyt zmęczeni na cokolwiek. Teraz, kiedy podrosły, zwykle też nie ma zbyt wiele czasu na przebywanie razem, bo a to szkoła, a to przedszkole, a to zajęcia dodatkowe. Jednak nawet w codziennej rutynie łatwo znaleźć te 30 minut, by przenieść relację z dziećmi na wyższy poziom.

Zasypianie

Jedna z nielicznych rzeczy w ciągu dnia, które są aż tak przewidywalne. Posiłki możemy jeść o dowolnych godzinach, w różnej ilości i jakości, ale zasypianie wieczorem raczej następuje o stałej porze i względnie z podobnymi rytuałami. Miłymi rytuałami. To czas, kiedy możemy choć przez chwilkę przystopować. Ja to wie i wiedzą to dzieci. To czas wyciszenia.

Jak to wygląda z 1 dzieckiem?

Biorę dziecko, usuwam z niego bród, napełniam jedzeniem, kładę do łóżka. I zaczyna się ta najfajniejsza część: pytam jak minął dzień, co ciekawego dziecko robiło, czy bawiło się z kimś, czy poznało coś nowego. Jeśli czuję, że temat się wyczerpuje, albo zwyczajnie czas już na sen, bo czasem monolog dziecka nie ma końca, całuję w czółko, zapalam lampkę nocną i wychodzę.

Jeśli masz więcej niż 1 dziecko…

Zbierz gromadkę do kupy i poinformuj, że zbliża się pora snu. Pora snu oznacza koniec gonienia z pokoju do pokoju. Powiedz im, że chcesz z każdym z nich oddzielnie porozmawiać o minionym dniu. Być może sprawa się rypnie, bo któreś z dzieci będzie spało wcześniej niż pozostałe, być może czekając nie doczekają się wszystkie tych 5 minut tylko dla siebie. Zdarza się. Jutro zacznę więc rozmowy wieczorne od małego śpiocha, by sytuacja się nie powtórzyła. Logistyka wykąpania, wyszorowania zębów i położenia do łóżek więcej niż jednego dziecka często wymaga, by pozostałe dzieci coś robiły w tym czasie, kiedy rodzeństwo jest np. kąpane czy ubierane. Może to być czytanie książeczek (samodzielnie lub przez drugiego rodzica), zabawa pluszakami czy choćby oglądanie bajki. U mnie dobrze działa przeglądanie książeczek, bo tylko Arti potrafi czytać. Czekanie na swoją kolej też jest wartościowe i nie trzeba rezygnować z niego w imię równości. Bo dzieci też nie są sobie równe – każde jest inne.

Sam na sam z dzieckiem

Nie tylko te pięć minut dziennie możemy spędzić w skupieniu nad potrzebami dziecka. Czasem warto zrobić coś wyłącznie we dwoje. Ot, coś jak randka, tyle że bez całowania.

Jak to wygląda z 1 dzieckiem?

Może to być jakikolwiek wypad razem: na frytki, do sali zabaw, do sklepu papierniczego czy biblioteki, do parku na karmienie kaczek, na rower. Oczywiście wcześniej wyjście jest zaplanowane i obydwoje tego chcecie. Zwykle jeden taki dzień w tygodniu dla wszystkich jest wystarczający.

Jeśli masz więcej niż 1 dziecko…

Tu już trudniej, bo czas na wspólne randkowanie jest także ograniczony. A im więcej dzieci, tym mniej czasu na takie eskapady. Dlatego przy większej ilości dzieci trudno, by co tydzień każde miało wspólne z mamą czy tatą wyjście. Można ustalić listę – w tym tygodniu jedno dziecko, kolejne w następnym. Najważniejsze, by każde doczekało swojej pory na wspólne spędzenie dnia. Dobrze jest też, aby ojciec brał udział w takich spotkaniach – ale także oddzielnych.

Pisanie liścików

Jest to metoda, która działała na mnie. Czasem nie potrafiłam wyrazić słowami co siedzi w moim sercu czy umyśle. Łatwiej było mi napisać coś niż powiedzieć. Dlatego bardzo często pisałam liściki do mojej mamy i kładłam je na jej nocnym stoliku. Czasem było to, gdy trapił mnie jakiś problem albo nie mogłam poradzić sobie z własnymi uczuciami. Czasem – gdy coś przeskrobałam, a nie potrafiłam dostatecznie się wytłumaczyć. Papier wszystko przyjął, a dzięki niemu miałyśmy możliwość przegadania sprawy czasem jeszcze raz, ale tym razem patrząc na nią z innej perspektywy. Wprawdzie metoda ta jeszcze u mnie, wśród moich dzieci, jest w powijakach, bo większość nie potrafi pisać lub czytać, jednak chciałabym kiedyś ją wprowadzić. Chociaż już teraz czasem Arti wymyśli jakiś wierszyk dla mnie, co strasznie mnie cieszy, a ja jemu wrzucę jakąś karteczkę do drugiego śniadania z serduszkiem. Kto wie, może przyjdzie czas dłuższych listów?

A wy jak wzmacniacie indywidualnie więzi ze swoimi dziećmi?