Całkiem emigracyjnie

Baba ze wsi — jak mieszka się na prowincji?

Mia­łam romans. Trwał ponad sie­dem lat. Nie było­by w tym nic dziw­ne­go, gdy­by nie fakt, że mąż od pierw­sze­go dnia o wszyst­kim wie­dział i nie wal­czył z tym nawet. Sied­mio­let­ni zwią­zek to nie byle co – cza­sem taki dłu­gi czas koń­czy się hucz­nym wese­lem i wszy­scy żyją dłu­go i szczę­śli­wie. Mój romans jed­nak skoń­czył się hucz­nym roz­sta­niem. Oto po sied­miu latach cał­kiem siel­skie­go życia spa­ko­wa­łam waliz­ki, wrzu­ci­łam je do bagaż­ni­ka, zapa­ko­wa­łam dzie­ci i poma­cha­łam na poże­gna­nie.

Żegnaj mia­sto! Wybra­łam wieś.

Cze­mu wieś? Z powo­du bra­ku odde­chu. Miesz­ka­nie dwu­po­ko­jo­we i dział­ka rodzin­na to było dla mnie za mało. Chcia­łam, by dzie­ci mia­ły wła­sne podwór­ko, na któ­rym mogą całe waka­cje hasać, a ja ogró­dek z zio­ła­mi tuż pod oknem. Chcia­łam wie­czo­ra­mi słu­chać cyka­nia świersz­czy, leżeć na hama­ku i patrzeć w gwiaz­dy zamiast słu­chać gwa­ru samo­cho­dów na uli­cy i wdy­cha­niu dymu z pie­ców wszyst­kich dom­ków woko­ło. Mam to co chcia­łam. Nie powiem – nie jest łatwo. Ale nikt mi tego nie obie­cał.

Zapy­ta­łam inne blo­ger­ki jak to jest miesz­kać na wsi. Poczy­taj­cie co one mają do powie­dze­nia.

Są między nimi mieszczuchy, które pokochały wieś…

Może zacznę od tego, że uro­dzi­łam się i wycho­wa­łam w mie­ście. Całe życie spę­dzi­łam w blo­ko­wi­skach w zasa­dzie było faj­nie. Kie­dy pozna­łam swo­je­go męża, od razu wie­dzie­li­śmy, że obo­je chce­my “uciec na wieś” z mia­sta. Mieć swój dom, z ogro­dem. I to nie na wsi, ale na total­nym odlu­dziu, gdzie nikt nam zza pło­ta nie zaglą­da. I tak też się sta­ło. Od dwóch lat miesz­kam u sie­bie na odlu­dziu. Nie powiem, począt­ki były trud­ne. Prze­sta­wie­nie się, prze­or­ga­ni­zo­wa­nie życia chwi­lę mi zaję­ło. Ale dzi­siaj jestem mistrzy­nią robie­nia zapa­sów. Zawsze w domu mam skład­ni­ki, żeby upiec chleb, kie­dy zabrak­nie pie­czy­wa. Moja spi­żar­ka, zamra­żal­ka są peł­ne pro­duk­tów na każ­dą oka­zję. A kie­dy zepsu­je się samo­chód, albo leży­my cho­rzy w łóż­ku, zama­wiam zaku­py z dosta­wą do domu. Jeże­li zapy­ta­cie mnie mia­sto czy wieś — bez zająk­nię­cia odpo­wiem, że wła­sny dom to zawsze jest luk­sus i będę to pole­ca­ła. To już nie są cza­sy, kie­dy fak­tycz­nie wszę­dzie było dale­ko i zała­twie­niem cze­go­kol­wiek były nie lada pro­ble­my. Dzi­siaj więk­szość urzę­do­wych spraw zała­twi­my onli­ne, zaku­py dowo­żą nam do domu, więc nie widzę żad­nych ogra­ni­czeń.”

Sza­lo­no­oka

I wieśniaczki od urodzenia…

Na wsi miesz­kam od uro­dze­nia. Jak się miesz­ka? Na pew­no spo­koj­niej niż w mie­ście. Kie­dy chcę mogę zro­bić gril­la, iść na spa­cer, poło­wić ryby czy jesie­nią iść na grzy­by. Pod tym wzglę­dem jest super. Do mia­sta na zaku­py też bli­sko. Przy­ro­da, pta­ki i dzi­kie zwie­rzę­ta też. Nie brak­nie rów­nież minu­sów. Ogrom pra­cy sezo­no­wej — żni­wa, orka, siew. Wszyst­ko zależ­ne od pogo­dy. Nigdy też nie wia­do­mo ile pie­nię­dzy będzie­my mieć. Tu nie ma sta­łej pen­sji. Ale tu nie odczu­wam “wyści­gu szczu­rów”, mamy faj­ną szko­łę, bli­sko wszyst­ko to co potrzeb­ne nam do życia. Dla mnie to ide­al­ne miej­sce. Mam tu wszyst­ko to co kocham.”

Kre­atyw­nym Okiem

Pocho­dzę ze wsi i jak więk­szość mło­dych, któ­rzy na wsi się wycho­wy­wa­li zarze­ka­łam się i ja, że na wsi nie wylą­du­ję. Idąc na stu­dia nie przy­pusz­cza­łam nawet, że moje losy skrzy­żu­ją się z rol­ni­kiem. Bro­ni­łam się, ale oka­za­ło się, że kocham wieś , prze­strzeń i cenię sobie bar­dzo swo­ją pry­wat­ność. To są głów­ne plu­sy miesz­ka­nia z dala od miej­skie­go zgieł­ku. Miesz­kam z teścia­mi, a bli­skość dziad­ków powo­du­je, że mamy też dużo mał­żeń­skiej i oso­bi­stej swo­bo­dy, bo gdy Żuk nie jest w przed­szko­lu zawsze jest z kim ją zosta­wić, a gdy nie ma się cza­su na goto­wa­nie obia­du u bab­ci coś się znaj­dzie. Są jed­nak i minu­sy tej sie­lan­ki. Mamy szu­tro­wą dro­gę, któ­ra wyma­ga wiecz­ne­go remon­tu, a przez to nasze samo­cho­dy tak­że go wyma­ga­ją. Zaku­py robię w ilo­ściach hur­to­wych, bo do skle­pu dale­ko. Do przed­szko­la też. Zaję­cia dodat­ko­we, lekarz, zaku­py, kosme­tycz­ka, fry­zjer — wszyst­ko to jest dłu­gą wypra­wą — wszę­dzie mamy dale­ko. Dopó­ki opła­ca nam się robić to co robi­my nie prze­pro­wa­dzę się — gdyż dzię­ki temu, że miesz­kam tu gdzie miesz­kam nie tra­cę cza­su na sta­nie w kor­kach by doje­chać do pra­cy, jeśli los nas zmu­si do zmia­ny pra­cy — zapew­ne prze­pro­wa­dzi­my się bli­żej niej gdyż ceni­my sobie swój czas, któ­ry woli­my spę­dzać wspól­nie niż na dojaz­dach.”

Pani Rol­nik

Są dziewczyny marzące o wsi od zawsze…

Moja mama pocho­dzi z nie­wiel­kiej wsi, gdzie wycho­wy­wa­ła się do 18 roku życia by potem prze­nieść się do mia­sta. Mając korze­nie na wsi, już jako dziec­ko każ­dą wol­na chwi­lę spę­dza­łam u dziad­ków i nigdzie nie czu­łam się tak dobrze jak tam. Kie­dy nie było już bab­ci, przy­jaz­dy na wieś sta­ły się coraz rzad­sze i do dziś, choć miesz­kam kil­ka kilo­me­trów dalej i też na wsi, tęsk­nie za tym domem i kli­ma­tem. Zawsze jed­nak wie­dzia­łam, że moim miej­scem na zie­mi będzie wieś. Wie­lu rze­czy musia­łam się nauczyć, wie­lu wciąż się uczę. Kie­dy na zewnątrz jest — 15 st.C nie mogę odkrę­cić gał­ki w kalo­ry­fe­rze by po 5 minu­tach mieć nagrza­ny dom. Kie­dy lato jest tak upal­ne jak ostat­nie, a w Mało­pol­sce jest bar­dzo sucho muszę liczyć się z tym, że nie mogę zro­bić pra­nia przez tydzień tyl­ko muszę wozić je do mamy do mia­sta ze skru­szo­ną min­ką, że mi się zachcia­ło. Wsze­la­kie nie­do­god­no­ści jed­nak są tyl­ko w odda­li maja­czą­cym tłem, gdy na pierw­szy plan wycho­dzi wio­sna. Dla dziew­czy­ny z mia­sta, któ­ra całe życie marzy­ła o powro­cie do korze­ni nie ma nic pięk­niej­sze­go od zje­dze­nia śnia­da­nia na sło­necz­nym tara­sie lub obia­du w zacie­nio­nym ogro­dzie pod brzo­za­mi. Odkąd zamiesz­ka­łam na wsi, mimo zwięk­szo­nej ilo­ści obo­wiąz­ków, mam nie­od­par­te wra­że­nie, że to miej­sce pozwa­la mi się roz­wi­jać. Moja mydla­na pasja, któ­rą wła­śnie pró­bu­je prze­kształ­cić w legal­ne przed­się­wzię­cie nie mia­ła­by szans zaist­nieć w innym miej­scu. To tu na łąkach i polach mogę zbie­rać zio­ła potrzeb­ne mi do przy­go­to­wy­wa­nia mace­ra­tów lub susze­nia i doda­wa­nia do natu­ral­ne­go mydła. Nie wyobra­żam sobie żebym mogła miesz­kać gdzieś indziej, dla­te­go tu budu­ję swo­je miej­sce pra­cy zachę­ca­jąc innych do pozna­nia Beski­du Niskie­go.”

Pio­łun Blog

I te, które nigdy na wieś sprowadzić się dobrowolnie nie chciały…

Zamiesz­ka­nie na wsi to nie był mój wybór tak do koń­ca, wola­łam War­sza­wę, ale mój mąż tu miesz­kał od uro­dze­nia i nie lubi mia­sta. Posta­no­wi­li­śmy więc zamiesz­kać tu z jego rodzi­ca­mi. Pla­nu­ję wró­cić do War­sza­wy, po roz­wo­dzie, tam mam miesz­ka­nie. Plu­sem jest wycho­wa­nie tu dzie­ci, cisza, spo­kój, nikt się nie spie­szy, tań­sze opła­ty, wszyst­ko mamy pod ręką, skle­py, urzę­dy etc. Edu­ka­cja jest łatwo dostęp­na i tań­sza, nie ma pro­ble­mu z miej­sca­mi w przed­szko­lu czy szko­le. Minu­sem jest brak życia kul­tu­ral­ne­go, świe­tlic, kin, teatrów, brak muze­ów. Nie mam za bar­dzo dokąd iść z dzieć­mi na spa­cer, aku­rat nie jestem maniacz­ką pól i lasów — raz na jakiś czas owszem,ale na co dzień odpa­da. Szyb­ko się nudzę i nie odpo­czy­wam tutaj wca­le.”

Mat­ka Polka w kaszę dmu­cha

Są pasjonatki ciszy i spokojnego wychowu dzieci z wolnego wybiegu…

Na wsi cenię sobie głów­nie spo­kój i brak tak zwa­ne­go “miej­skie­go” ner­wu, że trze­ba tu być, tam zoba­czyć. W efek­cie nic się nie widzi i nigdzie się nie bywa. Może to tyl­ko z moje­go doświad­cze­nia, ale bar­dziej korzy­stam z mia­sta, kie­dy jestem w nim spo­ra­dycz­nie i wiem, że mam mało cza­su na zała­twie­nie wszyst­kie­go. Na dzień dzi­siej­szy myślę, że nie zmie­ni­ła­bym nic — może tyl­ko powięk­szy­ła­bym dom, bo jest malut­ki, ale do mia­sta? Nigdy. Musia­ła­bym się prze­bie­rać z piża­my, żeby wyjść na dwór.”

Mat­ka tyl­ko jed­na

Miesz­kam na wsi, z wybo­ru. Na wsi to mało powie­dzia­ne, bo miesz­kam na pro­win­cjo­nal­nej wsi. Na praw­dę dale­ko stąd jest do więk­sze­go mia­sta, w urzę­dach panu­je nepo­tyzm, do kina trze­ba jechać 40 km, do Ikei 150 km. I wie­cie co? To jest super! No, oprócz tego nepo­ty­zmu w urzę­dach. Cie­szę się, że miesz­kam w domu, że mam ogród i wła­sną pie­trusz­kę. Nie wyobra­żam sobie jak tacham wózek na 4 pię­tro, bez win­dy, w blo­ku w któ­rym miesz­kał taki prze­krój spo­łe­czeń­stwa, że strach się bać. Wszyst­ko to co ofe­ru­je mia­sto, a cze­go nie ma na wsi, moż­na z powo­dze­niem same­mu sobie zor­ga­ni­zo­wać. Tak samo, miesz­ka­jąc w mie­ście, moż­na sobie rekom­pen­so­wać kon­takt z natu­rą, wypa­da­mi za mia­sto w week­en­dy. To wszyst­ko zale­ży tyl­ko od nas samych. Co woli­my mieć na co dzień, a co od świę­ta. Cza­sem tęsk­nie za mia­stem. A kon­kret­nie za więk­szą ilo­ścią wol­ne­go cza­su, spo­wo­do­wa­ną metra­żem powierzch­ni użyt­ko­wej miesz­ka­nia i bra­kiem obo­wiąz­ków zwią­za­nych z jego utrzy­ma­niem, oprócz sprzą­ta­nia. W domu jed­no­ro­dzin­nym, z ogro­dem, zawsze jest co robić. Jak nie zapa­lisz w pie­cu to się nie wyka­piesz w cie­plej wodzie, itd… Ale moja pro­win­cja to moje miej­sce na zie­mi!”

Mat­ka na pro­win­cji

Wycho­wy­wa­łam się na wsi, dalej mam rodzi­ców na wsi. Miesz­ka­łam też w mie­ście jakiś czas, więc mam porów­na­nie — mia­sto a wieś. I oczy­wi­ście ogrom­nym plu­sem mia­sta jest fakt, że do wszyst­kie­go jest bli­sko — czy to do apte­ki, czy do skle­pu, czy do kina, no wszę­dzie! Tak się skła­da, że obec­nie miesz­kam z rodzin­ką moją w takiej malut­kiej wio­sce, że tu ani skle­pu nie ma, ani szko­ły, ani kościo­ła, no nic, poza kil­ku­na­sto­ma inny­mi doma­mi — prze­waż­nie gospo­dar­stwa­mi. Ale mamy do szko­ły, kościół­ka i naj­bliż­sze­go skle­pu tyl­ko 1 km. Dodat­ko­wo auto­bus szkol­ny zatrzy­mu­je się pod moim domem, więc dzie­ci prak­tycz­nie do szko­ły i ze szko­ły są wożo­ne. Mając do wybo­ru mia­sto a wieś — wybie­ram wieś! Tu jest spo­koj­niej, tu nie ma takie­go hała­su , nie ma tu tylu skle­pów — więc nie ma też ludzi żebrzą­cych o parę gro­szy. Cza­sem ludzie mówią, że na wsi, to nic się nie dzie­je, a psy dupa­mi szcze­ka­ją! To też zale­ży od danej wsi. W mojej rodzin­nej wsi są czę­sto orga­ni­zo­wa­ne festy­ny, jakieś spo­tka­nia na Orli­ku, mecze pił­kar­skie. Tu, gdzie miesz­kam, nie.Za to tu u sie­bie mamy ciszę, spo­kój, peł­no jezior dooko­ła, lasów i pagór­ków do zjeż­dża­nia w zimie na san­kach! Kaszu­by są pięk­ne!”

Żyć nie umie­rać

Ucie­ka­łam bar­dzo szyb­ko, aż się kurzy­ło. Ucie­ka­łam do domu z sypią­cy­mi się ścia­na­mi, bez cie­płej wody, prak­tycz­nie bez ogrze­wa­nia, z walą­cym się komi­nem, bra­ku­ją­cy­mi dachów­ka­mi i łazien­ką, w któ­rej zimą woda zama­rza­ła w klo­pie. W domu dzia­ła­ły tyl­ko dwa gniazd­ka, a w ogro­dzie była dżun­gla z chasz­cza­mi taki­mi, że pierw­szy raz uda­ło się wje­chać kosiar­ką po czte­rech latach pra­cy. Dla jasno­ści, te dra­ma­tycz­ne warun­ki już za nami. Taka była moja uciecz­ka z mia­sta na wieś sie­dem lat temu. Cza­sem bra­ku­je mi mia­sta, tam wie­le rze­czy jest łatwiej­szych, jak na przy­kład krót­ko­trwa­łe pro­mo­cje, na któ­re nie mam szans doje­chać. Dla­cze­go tu nadal jestem? Dla cho­dze­nia boso mię­dzy krzacz­ka­mi pomi­dor­ków, gorą­cej kawy wypi­ja­nej w ogro­dzie, roz­gwież­dżo­ne­go nie­ba czy bawią­cych na przy­do­mo­wym pla­cu zabaw dzie­ci. Dom z wła­snym podwór­kiem, ogro­dem, spra­wia że jestem lep­szą mamą, bo łatwiej jest wypu­ścić dzie­ci nawet na 10 minut, kie­dy to tyl­ko pięć schod­ków, nie trze­ba zno­sić wóz­ka, zaba­wek, rower­ka, kie­dy moż­na w tym samym cza­sie goto­wać obiad i pil­no­wać dzie­ci na podwór­ku. Waka­cje od rana do nocy na świe­żym, mazur­skim powie­trzu, w ruchu, w bie­gu, z uśmie­chem, wła­śnie takie dzie­ciń­stwo chcie­li­śmy dać cór­kom. W pierw­szym roku mówi­łam, że swo­ich pięk­nych paznok­ci w zie­mi dewa­sto­wać nie będę, a o kwia­tach wie­dzia­łam tyl­ko tyle, że są ład­ne i cza­sem pach­ną. Dzi­siaj moje raba­ty, nasa­dze­nia krze­wów oraz drzew ozdob­nych robią wra­że­nie na wszyst­kich. Nato­miast moje paznok­cie już nie robią takie­go wra­że­nia. W mie­ście jest mniej zmar­twień i pra­cy, a na wsi nie ma cza­su na nudę, zawsze jest coś do zro­bie­nia. Dla mnie wybór jest pro­sty, bo poko­cha­łam pro­ste życie, zwol­ni­łam tem­po, wylu­zo­wa­łam. Jed­nak to trze­ba lubić a wręcz kochać, żeby czuć się speł­nio­nym miesz­ka­jąc na wsi.”

Mat­ka Agraf­ka

Czasem wsiami nazywamy małe, prowincjonalne miasteczka. Niby wszystko w nich jest, ale jednak do centrum kulturalnego zawsze im daleko.

Miesz­ka­my w malut­kim mia­stecz­ku, z któ­re­go ludzie raczej ucie­ka­ją niż do nie­go migru­ją z innych miej­sco­wo­ści. Z mojej kla­sy z gim­na­zjum czy ogól­nia­ka nie został tu prak­tycz­nie nikt poza mną. Zna­leź­li swo­je mniej lub bar­dziej szczę­śli­we miej­sce na zie­mi w wiel­kich mia­stach lub za gra­ni­cą. Przy­znam, że i ja z mężem swo­je­go cza­su roz­wa­ża­łam prze­pro­wadz­ką za gra­ni­cę. Zosta­li­śmy jed­nak tu, w nie­speł­na 25 tys. mia­stecz­ku, na pięk­nych Mazu­rach, wśród bli­skich i rodzi­ny. Czy z per­spek­ty­wy cza­sy tego żału­ję? Nie! Zde­cy­do­wa­nie nie. Owszem nie mamy tu kina, teatru czy wiel­kich cen­trów han­dlo­wych. Jed­nak wystar­czy godzi­na jaz­dy autem i od świę­ta może­my sko­rzy­stać z dobro­dziejstw duże­go mia­sta. Za to na co dzień mamy wszę­dzie bli­sko, szpi­tal, dwo­rzec, przed­szko­le i szko­ła znaj­du­ją się na sąsied­nich uli­cach. Dosłow­nie na wycią­gnię­cie ręki mamy łąki, lasy i jezio­ra. Po naszej uli­cy samo­chód prze­jeż­dża od świę­ta, więc na hałas z pew­no­ścią nie musi­my narze­kać, a Oli może cho­dzić nie tyl­ko po kra­węż­ni­kach, ale i środ­kiem uli­cy. Nie zamie­ni­ła­bym tego miej­sca na żad­ne inne, tu czu­ję się naj­le­piej i tu jestem szczę­śli­wa. Oczy­wi­ście lubię podró­żo­wać, ale na co dzień naj­le­piej mi na moich Mazu­rach, w małym mia­stecz­ku, gdzie każ­dy każ­de­go zna i wszy­scy o wszyst­kim wie­dzą.”

Kie­dy mama nie śpi

Pocho­dzę ze wsi od kil­ku lat miesz­kam w mie­ście powia­to­wym, chy­ba ze 4. Na szczę­ście miesz­kam w domu z ogro­dem, na przed­mie­ściach, więc pra­wie wio­cha. Dom ode mnie jakaś bab­cia ma kury, więc takie to mia­sto. Wieś jest cudow­na, wsta­jesz rano i masz przed oczy­ma rze­kę, ogród, sad, zają­ce w sadzie. Kie­dy mia­łam naście lat tro­chę mnie dener­wo­wa­ło, że na impre­zę kawa­łek dro­gi, ale nie jakoś strasz­nie. Im byłam star­sza tym bar­dziej lubi­łam moje zadu­pie. Jako dziec­ko uwiel­bia­łam moje miej­sce zamiesz­ka­nia. Gra­ło się w pił­kę na łąkach, zimą na łąkach zama­rza­ła woda i było lodo­wi­sko. Całe sta­do dzie­cia­ków zimą tłu­kło się po gór­kach- nar­ty, san­ki, wor­ki wypcha­ne sia­nem. Cudow­ne wspo­mnie­nia. Zawsze pod­kre­ślam, że jestem wiej­skim czło­wie­kiem na smal­cu i swoj­skim jaj­ku wycho­wa­na. Nigdy nie spo­tka­ły mnie z tego tytu­łu nie­przy­jem­no­ści.”

Nie­wy­pa­rzo­na Puder­ni­ca

A ja?

Jestem czło­wie­kiem nie­zwy­kle dum­nym. Dum­nym z tego, że miesz­kam na wsi. Dum­nym z tego, że ze wsi się wywo­dzę. Więk­szość moje­go życia spę­dzi­łam w miej­sco­wo­ściach, w któ­rych licz­ba miesz­kań­ców tysią­ca nie prze­kro­czy­ła nawet w cza­sach wiel­kie­go wyżu. Ani pierw­sze­go, powo­jen­ne­go, ani dru­gie­go, moje­go. Nie są strasz­ne mi ani bra­ki prą­du z powo­du sil­ne­go wia­tru, ani spo­ra odle­głość od dys­kon­tów, ani wyklu­cze­nie z życia kul­tu­ral­ne­go. W cza­sie black outu spę­dza­łam wie­czo­ry przy świe­cach, czy­ta­jąc książ­ki, na któ­re przy świe­tle lamp­ki cza­su nie mia­łam, na zaku­py jeż­dżę samo­cho­dem kie­dy chcę, ale i tak w pod­sta­wo­we rze­czy zaopa­tru­ję się w pobli­skim wiej­skim skle­pi­ku. Z życia kul­tu­ral­ne­go już daw­no się wyklu­czy­łam, gdyż nie da się bez pomo­cy wycho­wy­wać dzie­ci i cho­dzić na sean­se do kina czy teatru. I choć cza­sem mi sło­ma z butów wysta­je nie przej­mu­ję się tym. Bo wie­śniac­two to nie to samo co wiej­skość. A ja.. wiej­ska bab­ka jestem.

Fot. Furya , CC BY-SA 2.0

16 komentarzy

  • Żaneta Bomba

    Powiem Ci, że gdy­bym mia­ła moż­li­wość zamiesz­ka­nia w małym, drew­nia­nym dom­ku, z ogrom­nym podwór­kiem, na wsi, gdzie mogła­bym mieć kur­ki i konie — rzu­ci­ła­bym wszyst­ko i pole­cia­ła. Lubię takie kli­ma­ty i nie tęsk­ni­ła­bym za mia­stem.

    • Monika Kilijańska

      Bo w sumie mało jest rze­czy, za któ­ry­mi się wte­dy tęsk­ni. Chy­ba, że ktoś lubi wygo­dę albo nie ma czym doje­chać do mia­sta (cza­sem trze­ba np. do apte­ki, szpi­ta­la) — wte­dy miesz­ka­nie na wsi może być mniej cie­ka­we.

  • Mój Miły Czas

    Też marzę o wiej­skim życiu, bo mia­sto mnie już przy­tła­cza, no i nie ma gdzie zbie­rać zió­łek 😉

    Pozdra­wiam wszyst­kie faj­ne Babecz­ki ze wsi, mam nadzie­ję, że wkrót­ce do Was dołą­czę, ponie­waż marze­nia są po to — by je speł­niać 😉

    • Monika Kilijańska

      Ma to też swo­je minu­sy — wieś sta­je się sypial­nią, a o spra­wach sypial­nie zwy­kle się nawet nie myśli. Są to ludzie, któ­rzy się nie inte­gru­ją, bo i szko­ła, i pra­ca zupeł­nie gdzie indziej. Co kogo obcho­dzi życie tubyl­ców. Ew zro­bi­my dro­gę wspól­nie do naszych pose­sji i tyle.

        • Monika Kilijańska

          A to dale­ko, rze­czy­wi­ście ogór­ki tyl­ko zosta­ją 😉 Gorzej mają pod­miej­skie wsie, nawet moja, bo ludzie tutej­si są jak zamknię­ta spo­łecz­ność, a nowym z mia­sta, któ­rzy i tak wię­cej w mie­ście prze­by­wa­ją, nawet nie chce się o spra­wach wsi myśleć.

  • Ewa | Day with Coffee

    Obec­nie jestem na stu­diach w Kra­ko­wie, ale wieś kocham całym ser­cem. Mia­łam przej­ścio­wą fazę, że Kra­ków po stu­diach, że super, że wszyst­ko pod nosem ale… po 4 latach doj­rza­łam i choć Kra­ków kocham rów­nie bar­dzo, codzien­ne swo­je doro­słe już życie z przy­szłym mężem jakoś bar­dziej widzę w rodzin­nej wsi, bo tam zosta­wi­łam wła­śnie spo­kój i wol­niej­sze, jakieś lep­sze życie. A do Kra­ko­wa nie­da­le­ko, to będzie­my jeź­dzić się ukul­tu­ral­niać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *