Całkiem wesoło

Jak bronię się przed efektem jo-jo?

Staram się pilnować wagi. Jem sałatki, zmniejszyłam kaloryczność posiłków. Jednak nad jednym nie mam jak zapanować – nad samą sobą. Tak więc jak dopada mnie wilczy apetyt to jem, obiecując, że dietę zaczynam od poniedziałku. Dzięki temu zawsze czuję się zaskoczona kiedy wchodzę na wagę. Tyle, że nie zawsze pozytywnie. Jak bronię się przed efektem jo-jo?

Wyparcie i zaprzeczenie

Czuję, że przytyłam. Ulubione jeansy cisną mnie w uda, ale uparcie unikam stanięcia na wagę. To przecież oznaczałoby, że NAPRAWDĘ przytyłam. Jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc póki nie ma twardych dowodów, uznaję, że nie przytyłam. No przecież nie wiem ile ważę, prawda? Więc efektu jo-jo też nie ma!

Prokrastynacja

Dziś muszę zjeść jeszcze ten kawałek tortu z wczorajszych urodzin córki. Szkoda by było, żeby zmarnowało się tak dobre jedzenie, a do tego mój czas w wytworzenie tego cuda sztuki cukierniczej. Przecież nie wyrzucę! No a wieczorem, kiedy już dzieci zasną, najlepiej oglądać ulubiony serial z miską popcornu. Takie prawie kino. Jutro pobiegam, żadnego efektu jo-jo nie będzie. No chyba, że będzie padało, wiało, za mocno świeciło słońce, a ja będę zmęczona. Wtedy to pojutrze. Chyba że…

Fantazjowanie

Otwieram szafę. W niej wiszą sukienki jeszcze z czasów, kiedy tłuszcz z cycków nie spłynął do oponki na brzuchu i wyglądałam ponętnie. Teraz, hmmm, raczej litościwie. No ale może jakbym zaprzyjaźniła się z Chodakowską, Mel B i pobliską siłownią zamiast działem ze słodyczami w spożywczym to kto wie – może jeszcze się wcisnę w tą małą czarną czy sexi czerwoną kieckę. Tak, wtedy znowu poszłabym na dyskotekę (nadal są, prawda?) i poszalała do północy na parkiecie jak za starych dobrych czasów. Ale tak tylko do północy, bo potem wory mi się pod oczami robią. No i dzieci wstaną wcześnie. Życie sprzed efektu jo-jo – piękne studenckie czasy! Ach, idę zrobić sobie kawę i pooglądać stare zdjęcia. O, a w lodówce chyba został jeszcze ten sernik z wczoraj… W sam raz do kawki!

Maskowanie

W tej mojej szafie poza kieckami, w których wyglądam litościwie, mam jeszcze takie które mogę nosić. Tylko wymagają małego zabiegu: wysokie ściągające gacie aż po cycki, modelujące uda rajstopy, brzuch wciągnięty i najlepiej planowanie imprezy z dala od „tych” dni w miesiącu, bo strasznie nabieram wody. Jeśli wszystko ubrane, odpowiedni czas na imprezę wybrany to można spokojnie paradować w najbardziej obcisłej kiecce bez martwienia się o efekt jo-jo. A jeśli pojawi się jakiś problem, to wystarczy kupić lepsze majtki modelujące!

Projekcja i racjonalizacja

W TV wszystkie kobiety są piękne, uśmiechnięte, umalowane i szczupłe. A na ulicach? Niekoniecznie. Więc jeśli nie chcę się wyróżniać, może warto zaprzyjaźnić się z większym rozmiarem ciuchów i być grubą, ale szczęśliwą?

Identyfikacja

Na koniec nie przychodzi nic innego, jak pokochać nową siebie. Bo przecież dodatkowe kilogramy nie zmieniły mnie jako osoby, a zaledwie moje kształty. Czy cukierek w innym papierku będzie gorszy? Czy czekolada o większym gabarycie nie będzie równie pyszna? Nie, bo są słodkie. Ale gorzka pigułka zawsze łatwiejsza jest do połknięcia, jak jest mniejsza i węższa. Jeśli więc lekarz lub sumienie nie podpowiada inaczej – bądźmy słodkie jak ciastka, kochajmy się takimi jakie jesteśmy, jo*? Jo!

Fot. Quinn Dombrowski, CC BY-SA 2.0

*jo – w gwarze kociewskiej i kaszubskiej oznacza „tak”