Całkiem poważnie

Chcę ryzykownego świata. Dla dobra dzieci.

Kinia stawia pierwsze kroki w jeździe na rowerze. Jako rodzic wiem co to oznacza: apteczka pełna plastrów i pozdzierane kolana, niechęć do kasku rowerowego i ochraniaczy, płacz. Sama tak miałam, to całkiem normalne. Nadal nie żyjemy w świecie niczym z Jetsonów, gdzie sprayem można było zbudować warstwę ochronną na skórze dziecka. Ale potrzebujemy świata pełnego ryzyka dla naszych dzieci, a nasze dzieci potrzebują pozwolenia na podejmowanie ryzyka.

Dlaczego ryzyko jest ważne?

W ciągu ostatnich 60 lat w naszej kulturze byliśmy świadkami ciągłego, stopniowego, ale ostatecznie dramatycznego spadku możliwości dzieci do swobodnej zabawy, bez kontroli dorosłych. Szczególnie zaś możliwości grania np. w piłkę nożną w ryzykowny sposób. Przez te same 60 lat byliśmy również świadkami ciągłego, stopniowego, ale ostatecznie dramatycznego wzrostu wszelkiego rodzaju dziecięcych zaburzeń psychicznych, zwłaszcza zaburzeń emocjonalnych. Czy to nie przypadek? A może przypadkowa korelacja?

Okazuje się, że ryzykowna zabawa ma kluczowe znaczenie dla rozwoju naszych dzieci. Wolność podczas zabawy uczy nawiązywać przyjaźnie, przezwyciężyć lęki, rozwiązywać własne problemy i na ogół przejmować kontrolę nad własnym życiem. Jest to również podstawowy sposób, w jaki dzieci ćwiczą i zdobywają umiejętności fizyczne i intelektualne, które są niezbędne do osiągnięcia sukcesu w kulturze, w której się rozwijają. Nic, co robimy, żadna ilość zabawek, które kupujemy, żaden spędzony jakościowo z dzieckiem czas lub specjalne szkolenia i zajęcia pozalekcyjne, które dajemy naszym dzieciom, nie może zrekompensować wolności, którą im zabieramy. Tego, czego dzieci uczą się poprzez własne inicjatywy, w wolnej zabawie, nie mogą uczyć się na inne sposoby.

A coraz bardziej ograniczamy dziecięcą wolność. Kiedyś można było bezkarnie, no może do pierwszej dziury w sporniach, chodzić po drzewach, jeździć na rowerze, wchodzić na zamarznięty staw czy jeść jagody prosto z krzaka. Wiedzieliśmy jak to robić, by nic się nie stało i w większości przypadków to starczyło, by przeżyć. Dziś może mniej jest przypadków tasiemca bombowca, ale czy mniej jest utopień, złamań i potrąceń? Jeśli zabierzemy całą wolność naszym dzieciom to tak naprawdę krzywdzimy je. Może nie widzisz fizycznych blizn, ale niszczymy je i ograniczamy do rozwijania się w tą osobę, którą będą w przyszłości. Wolałabym złamaną kość niż złamanego ducha.

To róbta co chceta?

Nie do końca, bo stawianie granic jest ważne. Zrozumienie, że ryzykowna gra jest ważna, oznacza również zrozumienie, że ktoś może zostać zraniony. Tak, można spaść z tego drzewa. Tak, można wpaść do wody. To ryzyko sprawia, że zabawa jest ekscytująca. W ten sposób uczą się zarządzać strachem i przezwyciężać wyzwania. Mogą się nauczyć tego albo ryzykując w grze w świecie realnym, albo wirtualnym. Ale na ten drugi też najczęściej mu nie pozwalamy.

Czasem po drodze pojawią się siniaki i zadrapania, a czasem zdarzy się coś poważniejszego. To normalne. Niestety, wydaje się, że żyjemy w świecie, w którym jeśli coś pójdzie nie tak, zostaniesz okrzyknięty okropnym rodzicem. Dlaczego ich nie pilnowałaś? Dlaczego pozwoliłeś im to zrobić? Dlaczego nie masz oczu z tyłu głowy? Gdzie byli rodzice?! Jak to gdzie – obok. Oni pozwolili na ryzyko, choć martwili się gdzieś wewnątrz siebie/ Ile to razy nie powiedziałaś do drugiego dorosłego „ono zaraz się połamie!”, a ile razy od razu wkraczałaś do akcji, by się nie połamało jak w Twoich czarnowidzących wizjach?

Pozwól im podjąć ryzyko! Odkryjesz, że im częściej to zrobisz, tym bardziej będziesz mógł im zaufać i zobaczyć, do czego naprawdę są zdolni. Niech wspinają się na to wielkie drzewo bez słuchania, że z niego spadną. Pozwól im biegać tak szybko, jak tylko mogą, bez ostrzeżenia, że wywrócą się na nierównym chodniku. Pozwól im pomóc w kuchni i użyj prawdziwego ostrego noża. Pozwól im grać i uczyć się od prawdziwego życia, tak jak są do tego zaprojektowane!

Wypadki się zdarzają

Nie chcę, aby moje dzieci dorastały w świecie, w który wszyscy zyją w strachu przed jego doświadczaniem. Nie przyłączę się do całkiem sporej grupy ludzi potępiających rodziców za to, że nie owijają swoich dzieci w folię bąbelkową. Za każdym razem, gdy słyszymy o przypadkowym zranieniu dziecka, widzimy tysiące ludzi ustawionych w kolejce do osądzenia rodziców. Nie chciałabym być na miejscu tego rodzica. Ty też nie. To dlatego trzymamy nasze dzieci trochę bliżej, ograniczamy je trochę bardziej, pozwalamy na nieco mniejsze ryzyko. I to jest niezwykle smutne.

Nie chcę świata, w którym dzieci nie mogą być dziećmi. Nie chcę świata, w którym oczekiwalibyśmy monitorowania każdego ich ruchu i nie pozwalamy na niezależność. Chcę taki, w którym dzieci mogą rozwijać się tak, jak powinny. Gdzie rodzice mogą ufać swoim dzieciom bez obawy przed sądem. Kiedy zdarza się wypadek, współczujemy i wspieramy zaangażowane osoby, zamiast je potępiać.

Myślę, że dla dobra naszych dzieci ważne jest, abyśmy wszyscy czuli się bardziej komfortowo z ryzykiem i trochę lepiej rozumieli, że nie wszystko da się przewidzieć choćby nie wiem co. Potrzebujemy świata, w którym ryzyko jest w porządku.

Zgadzasz się?

Fot. Tom Edgington, CC BY 2.0