Całkiem emigracyjnie

Polka i codzienne życie w Bangkoku – Kiedy Polska to za mało

Kupiłam ostatnio zupkę chińską. Jakąś z tych bardziej chińskich, a właściwie tajskich, a nie produkowanej w Polsce. Pewnie nie stało to nawet obok bulionu warzonego przez babcię-Tajkę, ale oszukuję się, że przecież i tak nie mam porównania. Pewnie Zuza z jestemzuza.pl inaczej by spojrzała na moją miseczkę z zupą, bo wie co się w Bangkoku je. Dlaczego? Bo żyje w Bangkoku!

View this post on Instagram

Jak pięknie ♡

A post shared by jestemZuza (@zuzaledwo) on

Konfabula: Co, kiedy i dlaczego spowodowało, że zamieszkałaś w Tajlandii?
Zuza: Mieszkam w Bangkoku od dwóch lat. Wyjechałam do Tajlandii w pogoni za słońcem, razem z moim partnerem Emilem. Ponadto strasznie chciałam przeżyć jakąś przygodę, ponieważ w Polsce zdecydowałam sobie zrobić przerwę od studiowania.

 

Konfabula: Czym zaskoczyła Cię najbardziej Tajlandia?
Zuza: Ogólnie cała Azja to świat do góry nogami. Dla mnie, dziewczyny, która pierwszy raz tam pojechała i pierwszy raz tak daleko od domu, to było zderzenie dwóch światów. W Tajlandii bardzo zaskoczyło mnie to, że część moich stereotypów w głowie totalnie nie przystaje do rzeczywistości. W głowie miałam dżunglę, malarię, syf i piękne plaże. Okazało się, że myliłam się! Co do plaż można się spierać, ale zarażenie malarią jest wręcz niemożliwe,o czym wspominają nawet lekarze uniwersytetu chorób tropikalnych w Bangkoku – szerzej piszę o tym w poście o szczepieniach).

Ponadto, w Tajlandii opieka medyczna jest na bardzo wysokim poziomie. Komunikacja publiczna na początku jest trudna do zrozumienia, ale działa bardzo sprawnie. Internet jest dostępny wszędzie. Pamiętam, jak pojechałam na wakacje do Laosu i Kambodży i wracając do Tajlandii czułam się, jakbym wracała do domu.

Co jeszcze mnie zaskoczyło? Tajlandia słynie z życzliwości nazywa się ją Kariną Uśmiechu. Bardzo zdziwiło mnie to, że Tajowie pod tym uśmiechem chowają wiele emocji, bardzo często te negatywne – złość, wstręt czy niewiedzę. Uśmiech Tajów jest wielowymiarowy i należy poznać ich kulturę trochę bliżej, by zrozumieć w jakich sytuacjach go używają, w jakim celu i co on może oznaczać.

https://www.instagram.com/p/Bbttsz7AFsL/?taken-by=zuzaledwo

Konfabula: Jak wyglądają codzienne zakupy w Bangkoku?
Zuza: W Tajlandii chleba nie jedzą. Sztuczny chleb tostowy jedynie, taki bochenek kosztuje koło 3zł. Ale miska ryżu w knajpie koło 50gr do 1 zł. Litr mleka 5 zł. Litr benzyny 2.50zł. Piwo aż 6 zł. Mieszkanie to bardzo zależy… Po pierwsze najczęściej wynajmuje się mieszkania jednopokojowe, bez kuchni (tanie jedzenie na ulicy), jedynie z łazienką. To taki standard. I taki pokój to koło 400-800 złotych, w zależności od lokalizacji (Bangkok jest droższy) i od wyposażenia. Mieszkanie dwupokojowe, w Bangkoku to koszt 1200-2000 zł średnio. Ale można znaleźć 100-metrowe chaty w wieżowcach w centrum i po 7 tysięcy złotych. Bardziej szczegółowo pisze na swoim blogu w poście o kosztach życia. Ogólnie w Tajlandii można dostać wszystko w sklepach i na straganach. Jedynie porządnego chleba nie ma, czy sera, ale bez tego obejść się można. Polecam jednak zabrać z Polski dobre kremy z filtrem na słońce. W Tajlandii oczywiście też są dostępne, ale bardzo drogie!

https://www.instagram.com/p/BCSrK5nmd2e/?taken-by=zuzaledwo

Konfabula: Moja zupka tajska była piekielnie ostra! Czy taka rzeczywiście jest kuchnia tajska, czy to wina glutaminianu sodu w mojej potrawie?
Zuza: Tajskie jedzenie rzeczywiście jest charakterystyczne. Ostre, intensywne, zróżnicowane. Króluje ryż i smażone mięso. Moim zdaniem tajskie jedzenie na prowincji wcale nie jest zdrowe. Tajowie jedzą mało warzyw. Co nie zmienia faktu, że to jedzenie jest pyszne! Napisałam posta z moimi ulubionymi daniami, które polecam do spróbowania (wcale nie pad thai – Tajowie go praktycznie nie jedzą).

https://www.instagram.com/p/Ba1oUdDgpLH/?taken-by=zuzaledwo

Konfabula: Jak widziani są Polacy w Tajlandii?
Zuza: Moim zdaniem Polacy, szczególnie pracujący jako nauczyciele angielskiego tak jak ja, są postrzegani jako pracowici, zorganizowani, skromni. Szanujemy pracę i tajską kulturę, staramy się dopasowywać i grać według ich zasad gry. Coraz więcej Polaków przyjeżdża tu do pracy nauczyciela i uważam, że to super przygoda. Dobre pieniądze, możliwość podróżowania i prawdziwe wyzwanie dla własnej osobowości.

https://www.instagram.com/p/BLDsKOOgMGd/?taken-by=zuzaledwo

Konfabula: Najbardziej zabawna sytuacja podczas Twojego pobytu w Tajlandii to…?
Zuza: Najzabawniejsza sytuacja? Mówię się po tajsku, nadal się uczę. Tajski przyswajałam z codzienności, wychwytując słowa i zdania z kontekstu. I tak kiedyś jeden z tajskich nauczycieli wychodząc z pokoju nauczycielskiego powiedział „paj la”. Byłam przekonana, że oznacza to „do widzenia” czy bardziej nieformalne „pa pa”. Chodziłam więc do tajskich knajpek, rozmawiałam z zaprzyjaźnionymi kucharkami, a wychodząc machałam powtarzając „paj la”. Patrzyli dziwnie, ale uśmiechali się. Co się okazało? „paj la” oznacza „wychodzę!”. Więc musiałam przezabawnie brzmieć, gdy tak machałam z uśmiechem krzycząc: „wychodzęęęę, wyyychooodzęęęę!”.

https://www.instagram.com/p/BWhZT9Jgoax/?taken-by=zuzaledwo

Konfabula: Przez jakiś czas byłaś w Polsce, ale wróciłaś do Bangkoku. Dlaczego?
Zuza: Za pierwszym razem kupiłam spontanicznie bilet w jedną stronę, bez planu, bez dużych oszczędności oczekiwań. I tak spędziłam w Bangkoku dwa lata. Piękna sprawa. Szczególnie polecam pracę nauczyciela. Zarobki naprawdę są dobre w stosunku do kosztów życia, do pracy wystarczy jakikolwiek dyplom licencjacki i dobry angielski. Super szansa, by pomieszkać w Azji i pojeździć po okolicznych krajach. Polecam!

Jeśli marzy Wam się przygoda życia, nie krępujcie się skorzystać z rad jak zostać nauczycielem w Tajlandii, które udzielam na swoim blogu oraz skonsultować się z innymi nauczycielami np. z grupy na Facebooku dla nauczycieli w Tajlandii, którą prowadzę razem z Emilem. Zapraszam!

https://www.instagram.com/p/BS21Q5nAGXD/?taken-by=zuzaledwo


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.