Całkiem emigracyjnie

Codzienność w Bahrajnie — Kiedy Polska to za mało

Nie zno­sisz naszej pol­skiej zimy? A może kusi Cię dostat­nie życie w kra­ju gazem i ropą pły­ną­cym? Zasta­nów się dwa razy, prze­czy­taj co Iza­be­la Hasan z www.isiasworld.pl zauwa­ża na co dzień. W koń­cu nie zawsze ma się infor­ma­cje z pierw­szej ręki.

Kon­fa­bu­la: Dłu­go miesz­kasz w Bah­raj­nie na sta­łe?
Iza­be­la Hasan: Miesz­kam w Bah­raj­nie od ponad 3 lat. Od zawsze chcia­łam miesz­kać za gra­ni­cą, w żad­nym kon­kret­nym miej­scu, po pro­stu lubię pozna­wać inne kra­je, kul­tu­ry i reli­gie. Od zawsze też cią­gnę­ło mnie do cie­płych kra­jów z bar­dzo prak­tycz­ne­go powo­du: po pro­stu nie zno­szę zim­na. Jestem też miło­śnicz­ką zmian, mogła­bym zmie­niać pra­cę i miej­sce zamiesz­ka­nia co naj­mniej raz w roku.

Kon­fa­bu­la: Wybra­łaś kraj napraw­dę odmien­ny od Pol­ski. Co nadal Cię dzi­wi?
Iza­be­la Hasan: Jako, że wyje­cha­łam do dość odda­lo­ne­go kra­ju, gdzie wszyst­ko jest inne, to zdzi­wi­ło mnie mnó­stwo rze­czy, zarów­no pozy­tyw­nie jak i nega­tyw­nie. Wymie­nię kil­ka choć to aku­rat temat na oddziel­ny arty­kuł. Po pierw­sze dużym zasko­cze­niem było to, że nie­mal każ­da rodzi­na w Bah­raj­nie posia­da służ­bę, sprzą­tacz­kę, słu­żą­cą, gospo­się i/lub kuchar­kę. Cza­sem jest to jed­na oso­ba, a cza­sem kil­ka, zale­ży od rodzi­ny, ale jest to stan­dard, któ­ry nie świad­czy o sta­tu­sie spo­łecz­nym.


Jest kil­ka rze­czy, któ­re bar­dzo zasko­czy­ły mnie nie­ste­ty na minus. Wią­żą się one z bra­kiem świa­do­mo­ści i edu­ka­cji miesz­kań­ców w trzech głów­nych zakre­sach: eko­lo­gii, finan­sach i zdro­wia.
Po kolei, śmie­ci są dosłow­nie wszech­obec­ne, powszech­ne jest nie­ste­ty ich wyrzu­ca­nie na uli­ce np. z jadą­ce­go samo­cho­du, nad czym bar­dzo ubo­le­wam. Oczy­wi­ście segre­ga­cja odpa­dów nie ist­nie­je. Tor­by jed­no­ra­zo­we są wci­ska­ne w super­mar­ke­tach wedle zasa­dy: im wię­cej, tym lepiej. Do tego stop­nia, że jeśli kupi się kil­ka pro­duk­tów, czę­sto pako­wa­cze wrzu­ca­ją je w kil­ka osob­nych sia­tek, oczy­wi­ście dar­mo­wych.
Kolej­na rzecz to finan­se, cał­ko­wi­ty brak edu­ka­cji w tym zakre­sie, tutej­si miesz­kań­cy zupeł­nie nie potra­fią gospo­da­ro­wać pie­niędz­mi. Nikt tu nie myśli o oszczę­dza­niu, nagmin­ne bie­rze się kre­dy­ty, któ­rych czę­sto potem nie spła­ca. Popu­lar­ne jest posia­da­nie dro­gie­go samo­cho­du, oczy­wi­ście na kre­dyt i życie ponad stan.
Ostat­nia rzecz to zdro­wie, czy raczej jego brak. Miesz­kań­cy Bah­raj­nu bory­ka­ją się z mnó­stwem cho­rób, przede wszyst­kim jest to oty­łość, cukrzy­ca, nad­ci­śnie­nie i wie­le innych dole­gli­wo­ści zwią­za­nych z nie­zdro­wym sty­lem życia. Są też cho­ro­by gene­tycz­ne i kolej­na spra­wa, któ­ra nie prze­sta­je mnie dzi­wić. Cho­dzi o mał­żeń­stwa rodzin­ne, dość popu­lar­ne jesz­cze są ślu­by aran­żo­wa­ne, szcze­gól­nie wewnątrz rodzin. Doty­czy to głów­nie boga­tych ludzi, któ­rym zale­ży na utrzy­ma­niu mająt­ku w rodzi­nie. Jak wia­do­mo im bar­dziej podob­ne geny rodzi­ców, tym gorzej dla dzie­ci. Dla­te­go spo­ro z nich cho­ru­je na cho­ro­by gene­tycz­ne, o nie­któ­rych nawet nie usły­szy­my w Euro­pie.
Czymś co od razu rzu­ca się w oczy po wylą­do­wa­niu na wyspie, jest luk­sus, któ­ry obec­ny jest w wie­lu miej­scach. Od dro­gich samo­cho­dów na uli­cach, poprzez luk­su­so­we skle­py, dro­gie restau­ra­cje czy hote­le.

Kon­fa­bu­la: Sko­ro tu tak luk­su­so­wo to jak wyglą­da­ją ceny?
Iza­be­la Hasan: Jeśli cho­dzi o ceny, walu­tą w Bah­raj­nie jest Dinar, któ­ry kosz­tu­je oko­ło 10 zł.
Chleb nie jest dro­gi z tym, że tutaj nie ma dobre­go chle­ba, taki napom­po­wa­ny tosto­wy kosz­tu­je oko­ło 300 fil­sów (3 zł). Jeśli chce­my kupić lep­szy, razo­wy czy orga­nicz­ny jest to już wyda­tek w oko­li­cach 1BD (10 zł). Litr mle­ka to ok. 0.5 BD (5 zł). W kra­jach Zato­ki Per­skiej ben­zy­na zazwy­czaj nie jest dro­ga, w Bah­raj­nie MUMTAZ(lepsza) kosz­tu­je 160 fil­sów (1,6 zł), a JAYYID (zwy­kła) 120 fil­sów (1,2 zł).
Wyna­jem miesz­ka­nia oczy­wi­ście zale­ży od stan­dar­du i oko­li­cy, ceny waha­ją się mię­dzy 350, a nawet 800 BD za dwa poko­je.

Kon­fa­bu­la: Wspo­mnia­łaś już o tym, że miesz­kań­cy Bah­raj­nu pro­wa­dzą nie­zdro­wy tryb życia. Co więc cechu­je ich kuch­nię? Napraw­dę jest taka nie­zdro­wa?
Iza­be­la Hasan: Jedze­nie to taki bah­rajń­ski “sport” naro­do­wy. Jedze­nie w restau­ra­cjach jest nie­zwy­kle popu­lar­ne i do tego jest przy­zwy­cza­jo­ny każ­dy. A naj­częst­szym miej­scem spę­dza­nia wol­ne­go cza­su są cen­tra han­dlo­we. Gdy­bym mia­ła okre­ślić jed­nym sło­wem spo­sób życia było by to „leni­wy”. Ale też nie­zor­ga­ni­zo­wa­ny i spóź­nial­ski.
Jedze­nie jest tu albo typo­wo arab­skie, albo nie mniej popu­lar­ne indyj­skie. Nie­mal wszyst­kie dania zawie­ra­ją ryż. Spo­ro jest owo­ców morza i ryb. Jeśli cho­dzi o mię­so to spo­ży­wa się głów­nie bara­ni­nę i drób. Poza tym jest to nie­zbyt zdro­wa kuch­nia, dużo sma­żo­nych i tłu­stych potraw. Naj­częst­sze przy­pra­wy to: cur­ry, kumin, kur­ku­ma, suszo­na cytry­na i sza­fran.

Kon­fa­bu­la: Jak Bah­rajń­czy­cy pod­cho­dzą do wycho­wa­nia dzie­ci?
Iza­be­la Hasan: Wycho­wa­nie nie­ste­ty zno­wu nie jest niczym pozy­tyw­nym w moich oczach. Dzie­ci zazwy­czaj robią co chcą i w więk­szym stop­niu są wycho­wy­wa­ne przez nia­nie niż rodzi­ców. Coś co nie­zwy­kle mnie zaska­ku­je za każ­dym razem to to, że dzie­ci cho­dzą bar­dzo póź­no spać, wie­lo­krot­nie moż­na spo­tkać rodzi­ców z dzieć­mi w róż­nym wie­ku po godzi­nie 22, a cza­sem nawet po pół­no­cy. Szcze­gól­nie w Rama­da­nie, ale nie tyl­ko.
Jeśli cho­dzi o pozy­tyw­ną stro­nę wycho­wa­nia to na pew­no są oni ucze­ni bycia miły­mi, cza­sem nawet prze­sad­nie i bez wzglę­du na to co myślą o danej oso­bie. Np. ostat­nio ktoś chciał być miły i na do widze­nia powie­dział do mnie “zdra­stwuj­tie”, co wywo­ła­ło mój śmiech.

Kon­fa­bu­la: Dużo jest Pola­ków w Bah­raj­nie?
Iza­be­la Hasan: Emi­gra­cja Pola­ków do Zato­ki Per­skiej jest dość spe­cy­ficz­na i bar­dzo roż­ni się od tej np. na Wyspach Bry­tyj­skich. Żeby wyje­chać, do któ­re­goś z kra­jów Zato­ki Per­skiej nale­ży bar­dzo dobrze mówić po angiel­sku, posia­dać dobre wykształ­ce­nie w jed­nym z pożą­da­nych na ryn­ku zawo­dów. Więc Pola­cy tutaj to naj­czę­ściej dobrze wykształ­ce­ni spe­cja­li­ści np. archi­tek­ci, leka­rze, mena­dże­ro­wie itd. W związ­ku z tym są zazwy­czaj postrze­ga­ni jako mądrzy i wykształ­ce­ni ludzie, tak samo jak inni euro­pej­czy­cy.

Kon­fa­bu­la: Jest coś co chcia­ła­byś zabrać z Pol­ski, by czuć się w Bah­raj­nie jak w domu?
Iza­be­la Hasan: Moja lista tego co powin­no się zabrać do Bah­raj­nu żeby czuć się jak w domu, nie ma koń­ca. Ale z naj­waż­niej­szych rze­czy to: jedze­nie, oczy­wi­ście nie wszyst­ko moż­na zabrać, ale bar­dzo bra­ku­je tu dobrych serów (bia­łe­go w ogó­le nie ma), dobre­go pol­skie­go chle­ba, ogór­ków kiszo­nych. No i oczy­wi­ście ksią­żek. Poza tym dobrej jako­ści kosme­ty­ków i innych rze­czy. Bah­rajń­czy­cy nie przy­wią­zu­ją dużej wagi do jako­ści, w związ­ku z czym cięż­ko zna­leźć dobre pro­duk­ty, a jeśli już są to kosz­tu­ją kro­cie.

Jeśli kogoś inte­re­su­ję życie w Bah­raj­nie to zapra­szam zarów­no na swój kanał na YouTu­bie, któ­ry pro­wa­dzę i sta­ram się poka­zy­wać codzien­nie życie na wyspie palm.

Fot. Harold Hein­dell Teja­da, CC BY-ND 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.