Całkiem wesoło

Drugie dziecko jest łatwiejsze w obsłudze niż pierwsze

Prawie dekadę temu zostałam mamą po raz pierwszy i nie powiem – tego dnia rzeczywiście życie wywrócił mi się do góry nogami. Wprawdzie otumaniona byłam przez jakiś czas oksytocyną, jednak przytłaczał ten nawał obowiązków, jaki nagle spadł na jedną osobę. Byłam wyczerpana, niedospana, na całodobowej huśtawce hormonalnej. Przed pierwszą samotną wizytą w dyskoncie pod blokiem pół godziny stałam w drzwiach mieszkania zadając sobie pytania „a może jeszcze nakarmię?”, „czy obudzi się jak mnie nie będzie?”, „czy nie mam żadnej plamy od mleka na bluzce?”, „co mogę jeść jak karmię?”. Widząc osoby z większą ilością dzieci zastanawiałam się jak oni to robią, że ogarniają. Dziś, mając trójkę dzieci, wiem, że wcale nie jest tak trudno. Jak sobie radzę? Powiem Wam w sekrecie, że posiadanie drugiego dziecka, czy nawet kolejnych, jest łatwiejsze niż jedynaka. Oto dlaczego!

Wiesz jak to jest być rodzicem

Doświadczenie przychodzi z ilością przepracowanych godzin. Jako matka jedynaka masz tylko możliwość raz coś spróbować. Raz karmisz piersią i tylko raz możesz za pierwszym przystawieniem zrobić nieodwracalny błąd, powodujący ciekawe krwawienie sutków. Raz zapomnisz w nocy przewinąć malca i masz brązowe bodziaki z rana. Raz doświadczasz pierwszej uwagi w dzienniczku czy jedynki ze sprawdzianu. Przy kolejnym razie jesteś już spokojniejsza, więc sama widzisz, że przy kolejnych dzieciach jest analogicznie.

Wiesz lepiej kogo i jak prosić o pomoc

Przy jednym dziecku jakoś jest mniejsze przyzwolenie społeczne na pomoc. No, może w pierwszych dniach, żeby się wdrożyć, ale już w kilka tygodni po porodzie ze świecą szukać osób, które same z siebie powiedzą „daj, zajmę się na godzinę Twoim dzieckiem, a Ty sobie pośpij!”. Ja czułam się nieswojo prosząc o pomoc. Bo przecież jak to, JA sobie nie poradzę? Z jednym dzieckiem?! Phi, z palcem w nosie! Przecież matki tak robią od zawsze, ja nie podołam?! Ale prawdą jest, że bycie matką jednego, dwóch, trzech i ile tam może jeszcze być dzieci jest tak samo męczące jeśli ma się malucha. Chylę czoła tylko do mam wieloraczków, bo to kumulacja jednak. Za to mając kolejne dziecko otoczenie włącza się w tryb „ona ma teraz X razy więcej pracy!”, gdzie X oznacza ilość dzieci. Skoro dzieci się mnożą, a matki się nie klonują, to może trzeba pomóc? I tu bingo! Bo tak rzeczywiście jest! Dlatego nie czuję dyskomfortu prosząc znajomych o pomoc w przypilnowaniu dzieci kiedy mam wywiadówkę w szkole czy kiedy nie zdążę na czas odebrać dzieci z przystanku.

Rezygnujesz ze snu

Jako rodzic jednego dziecka przez pierwsze czasem kilka lat cierpisz na chroniczne niedobory snu. Przyzwyczajeni do całonocnego, przerywanego tylko wyjściem na siku do WC, snu, nawet nie wyobrażamy sobie jak to jest budzić się co 2-3 godziny. Po tygodniu takiego maratonu mamy dosyć, a przecież to dopiero początek. Możliwość zorganizowania sobie drzemki jest na miarę złota i chłoniemy wszystkie rady dotyczące treningu samodzielnego usypiania czy skłonienia dziecka do zjedzenia większej kolacji, by się z głodu w nocy nie budziło. Mając kolejne dziecko już wiesz, że albo masz szczęście i dziecko, które pięknie przesypia noce, albo nie. Tyle. Żadne zabobony, modlitwy ani prośby nie sprawią, że dziecko przyzwyczai się do Twojego trybu dobowego. Do tego w sumie już przywykłaś do mniejszej ilości snu i błogosławisz każdą przespaną noc, więc co za różnica. Podobno można umrzeć z niewyspania dopiero po 100-200 godzinach ciągłej aktywności. Dzieci wiedzą, że bez rodziców byłoby im trudno, więc zawsze dają pospać choć na godzinkę.

Nie musisz się bawić z dziećmi

Może to być odrobinę bezduszne, ale ja naprawdę nie lubię bawić się w piaskownicy z moimi dziećmi. Na placu zabaw pozwalam im szaleć, wchodzić na zjeżdżalnię dowolną stroną, kiedy sama czytam książkę, scrolluję Facebooka czy plotkuję z koleżanką. Zasady bezpieczeństwa spełnione, więc hulaj duszo, piekła nie ma. Poza tym dzieci w grupie nie potrzebują za bardzo dorosłego do zabawy. Moim dzieciom nawet czasami przeszkadza moja obecność! Jednak kiedy był sam Arti to już bywało, że przychodził a to z książeczką, a to z klockami, a to z puzzlami. Nie miał się z kim bawić, więc uważał, że ja jestem dobrym kompanem. Jak ma wspólników w podobnym wieku to już mama ma czas wolny.

Masz darmową siłę roboczą

Niekoniecznie mam tu na myśli pranie w rzece, oprzątanie krów czy rąbanie drewna przez dwulatka, ale raczej drobne przysługi. Dziecko z chęcią poda pilot, czasem zamiecie podłogę czy odkurzy szafkę, zmyje naczynia. Dla niego to niezła zabawa, dla nas, jeśli nic nie stłucze, odrobina pomocy. A posiadając więcej niż jedno dziecko może też pomóc w opiece nad młodszym rodzeństwem: podać grzechotkę, chusteczkę nawilżaną, pieluszkę. Mając jednego malca po wszystko musiałam zawsze iść sama.

Wiesz, że nic nie trwa wiecznie

Chyba największą różnicą pomiędzy posiadaniem jednego dziecka a kilkorga jest to, że widać naocznie różnicę w ich rozwoju. Po przyjściu do domu z Kinią Arti wydawał mi się taki dorosły, a przecież był tym samym trzylatkiem, którego zostawiłam w domu z tatą kilka dnie wcześniej! Kinia jest teraz w wieku Artiego, kiedy ten szedł do szkoły. Wydawał mi się wtedy taaaaki duży, a przecież też miał sześć lat. Kiedy Arti był maluchem nie mogłam się doczekać kiedy usiądzie, zacznie raczkować, wstanie, powie pierwsze słowo. Przy kolejnych dzieciach nawet się nie obejrzałam, a potrafią mnie już i prześcignąć i zagadać na śmierć. Przy jedynaku uważałam też, że okres kolek trwa wiecznie i tylko przeistacza się w kolejny płaczliwy czas ząbkowania. Przy dziewczynkach, z których Natka miała sporo powodów do płaczu, wiedziałam, że to minie i muszę przeczekać. Bo nic nie trwa wiecznie.

 

Rodzice jedynaków, nie musicie już uważać, że posiadacze więcej niż jednego fotelika dziecięcego w samochodzie to jakaś odmiana herosa skoligacona z superbohaterem. Być może bywa ciężej, ale z biegiem czasu jest właśnie łatwiej. Jeśli więc twierdzisz, że to niemożliwe być rodzicem gromadki, to wiedz, że wcale nie jest to takie wyczerpujące jak myślisz. Ale wiesz… ja mogę żartować 😉

Fot. Rachel Kramer, CC BY 2.0