Całkiem poważnie

Ulewanie u niemowląt. Historia prawdziwa.

Dziś Nati jest zdro­wym dwu­lat­kiem. Hmm… Może jed­nak ina­czej – dziś Nati jest naj­czę­ściej zdro­wym dwu­lat­kiem. Jej pro­ble­mem wca­le nie są kata­ry, kaszel czy nawet zapa­le­nie ucha. Z tym radzi sobie bar­dzo dobrze. Pro­ble­mem jest aler­gia.

Ulewanie u noworodków

Nie wszyst­kie dzie­ci są bez­pro­ble­mo­we. Już w pierw­szej dobie swo­je­go życia Nati spo­ro ule­wa­ła. Począt­ko­wo położ­ne nie zwra­ca­ły na to uwa­gi – dzie­ci, szcze­gól­nie te prze­no­szo­ne, mogą ule­wać w pierw­szych godzi­nach tre­ścią żołąd­ko­wą, w któ­rej znaj­du­je się jesz­cze płyn owo­dnio­wy. Ale po pew­nym cza­sie przy każ­dej wizy­cie neo­na­to­log zwra­ca­ła uwa­gę na brud­ną pie­lusz­kę, na któ­rej leża­ła Nati.
— Jak mogła Pani jej nie wymie­niać cały dzień! — grzmia­ła.
— Jest nowa, mała tak ule­wa.
— Nie­moż­li­we! — odpar­ła, wzię­ła małą do waże­nia, po czym dziec­ko poka­za­ło, że moż­li­we.
— Przed chwi­lą jadła? — zapy­ta­ła.
— Nie, dwie godzi­ny temu.

Tak rosła Nati, a wraz z nią pro­blem, pro­blem ule­wa­nia u nie­mow­lę­cia.

Ulewanie u niemowląt

Dziec­ko mimo wszyst­ko w mia­rę przy­bie­ra­ło na wadze. Ule­wa­nia nie usta­ły ani w pierw­szym mie­sią­cu, ani w trze­cim. Nie poma­ga­ło nosze­nie do odbi­cia, zmia­ny pozy­cji kar­mie­nia. Nie pomo­gła zmia­na mojej die­ty na bez­mlecz­ną (poprzed­nio moim dzie­ciom zni­ka­ła aler­gia skór­na po eli­mi­na­cji mle­ka). Docho­dzi­ło do tego, że idąc z nią, prze­wie­szo­ną do odbi­cia przez ramię, zosta­wia­łam za sobą bia­łe klek­sy. Ule­wa­nie u nie­mow­ląt w naszej wer­sji było hard­co­ro­we.

Zaczę­ły się scho­dy. Prze­sta­ła przy­bie­rać. W mie­siąc – 200 g. Malut­ko. Do tego stan skó­ry wołał o pomstę do nie­ba. AZS był tak nasi­lo­ny, mimo emo­lien­tów, że wyglą­da­ła ona na popa­rzo­ną.

Nie wzbraniaj się przed lekarzem

Mam wspa­nia­ła pedia­trę, któ­ra nie bawi­ła się i wypi­sa­ła nam skie­ro­wa­nie do szpi­ta­la. Naj­bliż­szy oddział aler­gicz­ny dla dzie­ci był w odda­lo­nym od nas Szcze­ci­nie. Cóż, to były jak dotąd naj­droż­sze waka­cje z dzieć­mi jakie mie­li­śmy. Za to stan skó­ry się popra­wił.

 

Jed­no było takie same – ule­wa­nie. Nadal dużo. Wła­ści­wie po każ­dym posił­ku, czę­sto przed każ­dym też. Pró­ba picia z butel­ki skoń­czy­ła się po czte­rech godzi­nach wycia z gło­du i zło­ści, przy asy­ście pie­lę­gnia­rek, spraw­dza­ją­cych co chwi­lę, czy przy­pad­kiem wyrod­na mat­ka nie zosta­wi­ła sama dziec­ka i np. nie poszła do skle­pu czy na faj­kę. Nie, nie poszła. W ramach wal­ki z ule­wa­niem nie­mow­lę­cia pró­bo­wa­ła dać mle­ko z butel­ki.

Happy end?

Wró­ci­li­śmy do domu. Skó­rę dało się opa­no­wać, do dziś bie­rze­my leki. Na szczę­ście już nie ste­ry­dy. Mała jest na die­cie eli­mi­nu­ją­cej mle­ko i jaj­ko (taką aler­gię wyka­za­ły testy z krwi). Nie, nie nauczy­ła się pić mle­ka z butel­ki. Zosta­ło nam poda­wa­nie pokar­mów łyżecz­ką, w tym prze­pi­sa­ne­go zagęst­ni­ka. Nie mogli­śmy nawet spró­bo­wać opcji zmia­ny mle­ka moje­go na inne. Trze­ba było pocze­kać, aż będzie jadła jak doro­śli, dla­te­go ule­wa­nie nie­mow­lę­ce skoń­czy­ło się z momen­tem przej­ścia nie­mow­la­ka do star­sza­ka – z pierw­szy­mi uro­dzi­na­mi.

 

Dla­te­go jeśli masz, mło­da mamo, jakieś wąt­pli­wo­ści – powiedz o nich pedia­trze! To Ty jesteś pierw­szym i naj­lep­szym obser­wa­to­rem swo­je­go dziec­ka!

Fot. Robert Sco­ble, CC BY 2.0