Całkiem kulturalnie

Głos – mają go kobiety, a nie zawsze używają

Zastanawialiście się jakie mamy prawa? My jako kobiety? W sumie niby takie same jak mężczyźni (a niestety większe od dzieci; niestety, bo i one powinny mieć ich więcej → patrz recenzja książki „Dzieciństwo w cieniu rózgi”), ale nie do końca są tak samo respektowane. Dzieje się różnie w różnych zakątkach świata. Jednak choć posiadamy np. prawo do głosu, to nie każdy z nas go używa, co widać po ostatnich wyborach do parlamentu. Jaki jest „Głos” Cecelii Ahern?

Kobieta ma prawo być

Niby to normalne – jesteśmy, żyjemy. Ale czy tak naprawdę jesteśmy? Ileż kobiet jest w polityce? Policzyłam, poprzedni rząd miał ich ledwo 94 na 460 posłów! Choć nie jestem za sztucznym unormowaniem parytetów, to jednak jak mamy walczyć o prawa kobiet, skoro tam, gdzie są uchwalane, ich prawie nie ma. Ciekawie przedstawia problem opowiadanie Kobieta, która mówiła po kobiecemu, gdzie wśród rządzących nie było nikogo, kto by był kobietą. Ba, nawet nikt nie rozumiał co kobiety mówią, kiedy przyszło do wysłuchania ich przedstawicielki. Jakby kobiety mówiły po kobiecemu i potrzebowały tłumacza w kontaktach z mężczyznami.

Samo bycie i oddychanie to za mało. Kobieta chce mieć odpowiednią jakość swojego jestestwa. Nie chce być zepchnięta na brzeg, być pomijana, zapomniana, nawet przez samą siebie (jak w opowiadaniu Kobieta, która powoli znikała czy Kobieta, która się pruła). Nazywanie jej przez pół życia matką, żoną, ew. „starą” też raczej nie poprawia jej sytuacji: w końcu każda z nas jest inna (Kobieta, która została zaszufladkowana) i ma imię (Kobieta, która zapomniała jak się nazywa).

Kobieta ma prawo do swojego ciała

Niby tyle się mówi o nietykalności fizycznej, a tak mało o tym, że czasem kobieta chce jakiejś ingerencji w obrębie swojego ciała, a skutecznie się jej tego odmawia. Najczęściej chodzi o zabiegi medyczne związane z prokreacją. Bo przecież kobieta ma rodzić dzieci, to jej zegar czasem tyka (Kobieta, która miała tykający zegarek). W dość ciekawy sposób temat przedstawiono w opowiadaniu Kobieta, która stała na straży gonad, odwracając sytuację i stawiając pytanie jak czuliby się mężczyźni, gdyby im zakazano wazektomii. To też ingerencja w ciało, też związana z płodnością… a jednak możliwa!

Kobiece ciało nie jest wiecznie młode jak Lenin. Starzeje się, zmienia. Zmienia się jej wygląd na tyle, że czasem może sama siebie nie poznać. Nie zawsze jest to zgodne z kanonami mody. Bo kobiety bywają pulchne, mają wystające kości obojczykowe jak ja, piegi na nosie, puszące się, a nie proste włosy, trądzik. Czy to znaczy, że są mniej kobiece? Albo że nie powinny pokazywać się publicznie, bo nie są standardowo piękne? A może nie powinny patrzeć w lustro? Nic z tych rzeczy – kobiety mają prawo się starzeć się z godnością, bez strachu, że komuś to może przeszkadzać, bo starzy ludzie nie są tak piękni, a starzenie jest niesmaczne (Kobieta, która myślała, że jej lustro jest zniszczone).

Kobieta ma prawo stanowić o sobie

I do tego nie powinna się czuć winna. Nie ma co przepraszać za wszystko: za to, że ktoś w szpitalu się nami zajął („przepraszam, że traciłaś dla mnie czas…” mówi bohaterka opowiadania Kobieta, która znalazła ślady ugryzień na skórze), że dziecko chodzi do żłobka, że nie zdążyła odebrać dzieci ze szkoły na czas, że w domu jest bałagan i w końcu że zapomniała nawet zadzwonić do rodziców, bo zabrakło jej doby na wszystko. Jak chce może mieć swoje życie, niezależne od innych (Kobieta, która była trzymana na półce).

Kobieta ma prawo być sobą i czuć co chce

Jak chce, może przecież nosić męskie spodnie, a nie tylko różowe sukienki (Kobieta, która nosiła się na różowo). Może zapragnąć życia jak mężczyzna (choćby po to, by go zrozumieć – Kobieta, która chodziła w butach męża). Nie musi patrzeć na innych, może zwyczajnie być sobą: w kapeluszu, czapce z daszkiem, opasce z uszami kota pożyczonej od córki czy hidżabie (Kobieta, której wyrosły skrzydła). Do tego ma prawo do błędów tak jak każdy (Kobieta, która zapadła się pod ziemię i spotkała tam mnóstwo innych kobiet) i prawo do bycia choć przez chwilę naprawdę sobą (Kobieta, która wrzeszczała).

Poza prawami kobiety mają też całkiem nieoczywiste obowiązki

Albo raczej powinna mieć, a nie zawsze ma. Choćby obowiązek obywatelski, jakim jest branie udziału w wyborach parlamentarnych. Jako kandydatki w poprzedniej kadencji mieliśmy ich 42% (przy czym jest obecnie nakaz, by przynajmniej 35% danej płci było reprezentowanej na listach wyborczych). Tzw. „miejsca biorące”, czyli te, które powodowały wręcz automatyczne wejście do parlamentu, „jedynki”, na listach zdominowane były przez mężczyzn w 60-70%. Zaś jeśli nie wymaga się, by kobiety stanowiły konkretny % kandydatów, zwykle są one marginalizowane jak w wyborach do Senatu (w 2015 roku ledwo 14%!). A przecież skoro kobiety stanowią 52% w ogólnej liczbie ponad 38 mln ludności Polski, powinny mieć swoich kandydatów, którzy będą mówili ich głosem. Świetny przykład znajdziemy w opowiadaniu Kobieta, która mówiła po kobiecemu, gdzie odwrócono politykę, którą znamy z ponadczasowej komedii Seksmisja.

Według late exit poll opublikowanego przez IPSOS w wyborach do Parlamentu Europejskiego w maju 2019 wzięło udział więcej kobiet (43,2 %) niż mężczyzn (42,7 %). Ale, jak pokazują uliczne sondaże, większość wyborców, w tym też kobiety, patrzą tylko na swoją… hmm… kość ogonową i okolice jeśli chodzi o jakiekolwiek polityczne wybory. Co tu dużo mówić: ważne referenda, jak choćby to z 205 roku, które traktowało o zmianach w interpretacji prawa podatkowego tak, by w razie wątpliwości były na korzyść podatnika, zaledwie 7,8% uprawnionych do głosowania wzięło w nim udział.

Do tego „Kobiety nie powinny angażować się w politykę, to nie ich rola” – mówiło w 2018 roku aż 33 proc. badanych przez Kantar na zlecenie Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. 36 proc. zgodziło się ze stwierdzeniem „kobiety obawiają się, że poprzez udział w polityce staną się mniej kobiece”. I ta tendencja niestety rośnie. Bo to nie tak, że dla kobiet polityka jest trudna i zawiła, a ich jedynym zajęciem jest malowanie się (jak w opowiadaniu Kobieta która odleciała). A przecież skoro od 1918 roku mamy prawa wyborcze, to czemu z nich nie korzystamy?

Ciekawe artykuły: Rządzący i rządzone? Postawy kobiet wobec polityki
Kobiety, pozwolicie, żeby faceci wybrali Wam parlament? Macie głos – nie zawahajcie się go użyć
Kobiety rządzą polską wsią? Władza lokalna i płeć

Zobacz też: Czas to skończyć

Podsumowanie – „Głos” Cecelii Ahern

Dlaczego warto czytać „Głos” Cecelii Ahern? Bo w każdej bohaterce (i bohaterze) można znaleźć cząstkę siebie. Opowiadania prezentują dylematy, przed którymi stają kobiety, ich marzenia, pragnienia czy problemy, które czasem nie są uznawane za problemy. Wszystko to w połączeniu z realizmem magicznym, bo przecież nie mamy policji genderowej (Kobieta, która nosiła się na różowo), nie ma specjalnych woreczków na noszenie serca poza ustrojem (Kobieta, która nosiła serce na rękawie) czy nie wymienia się męża jak źle skrojonego płaszcza (Kobieta, która oddała i wymieniła męża). Wszystkie, no może poza jedną z bohaterek opowiadania Kobieta, która wskoczyła na wóz dla orkiestry, łączy poczucie niespełnienia i frustracji codziennością, każda dąży na własny sposób do zmiany samej siebie, ale nie zawsze jest to możliwe choćby ze względu na… przepisy. Głos powinna tak naprawdę przeczytać każda kobieta, bo jest o kobietach, i mężczyznach, bo potrafi pokazać, że nasz świat jest inny, ale taki sam zarazem.

Tu znajdziecie tą i inne książki kobiece.

Materiał wydawcy

Trzydzieści kobiet i ich trzydzieści jakże trafnych historii. Historie metaforyczne, często fantastyczne i przedstawiające poszczególne przywary naszego współczesnego świata. Nasze słabości, lęki, zmory. Pozycja ta skłania do refleksji, głębszego przeanalizowania swoich problemów, a wniosek jest taki, że wszystko, co nas spotyka, co nam się przydarza, ma podłoże w naszym nastawieniu do życia oraz „wszystko zaczyna się w naszej (kobiecej) głowie”. Ważna lekcja po przeczytaniu lektury i wniosek, którym powinno żyć społeczeństwo to odejście od stereotypów oraz dopuszczenie do głosu kobiet, którym często zabrania się mówić. A czym byłby świat bez kobiet, matek, partnerek?

W tekście znajduje się link reklamowy.