Książki dla rodziców,  Kulturalnie

Jak dostosować teraźniejszość do 1633 roku. Recenzja książki „1633”

Wyobraźcie sobie, że nagle musicie przenieść się nie z miasta do miasta, z kraju do kraju, a z roku 2020 do 1633. Miejmy nadzieję, że nie będzie w naszych czasach żadnego kataklizmy takiego jak Ognisty Krąg znany z książek Erica Flinta! Ale jakby tak było, to co tak naprawdę byłoby inaczej? Jak musielibyśmy dostosować się z naszymi przyzwyczajeniami do przeszłości? Na te pytania odpowiem powołując się na doświadczenia bohaterów książki „1633”.

Język

Myślicie, że jakbyśmy cofnęli się pozostając we własnym kraju, zrozumielibyśmy pradawnego Polaka? Wątpię. To dlatego bohaterowie książki „1633” choć władają często tym samym językiem (angielskim czy niemieckim) mają naprawdę wielki problem. I występuje on w obydwie strony. A co jeśli trafilibyśmy nie tyko na zmianę czasu, ale i państwa, do którego rzuciła nas podróż w czasoprzestrzeni?

Wiedza

Każda książka popularnonaukowa byłaby na wagę złota. Serio, każda! No może poza takimi jak „Naprawa malucha”, ale… nie, jednak i ona byłaby czymś wartym kradzieży czy politycznego spisku nawet. Wiedza byłaby tym, co chciałby poznać każdy władca.

Elektryczność

Problemem przeszłości byłoby jednak najbardziej to, że nie było w niej elektryczności. A w sumie wszystko, na czym opiera się nasze społeczeństwo, go potrzebuje. Często nie można nawet herbaty zrobić czy spuścić wody w WC (którego akurat w 1633 roku i tak nie ma!) bez podłączenia do prądu. Bo światło, media, pompa wody, piece – to wszystko wymaga często prądu. Jedynym ratunkiem jest posiadanie własnego źródła prądu…

Paliwo

… ale tu też pojawia się problem, bo często i paliwa wykorzystywane do produkcji prądu są niedostępne w 1633 roku. Owszem, wszelkie elektrownie węglowe dałoby radę zaopatrzyć, ale już te oparte na innych kopalnych paliwach jak gaz czy ropa naftowa byłyby raczej nie do uruchomienia. O elektrowni atomowej, kiedy chłodzenie by wyłączono, nawet lepiej nie myśleć. Dobrym rozwiązaniem mogłyby być elektrownie wiatrowe czy wodne, ale…

Silniki i części zamienne

… pojawia się problem jak znaleźć do nich części zamienne lub odpowiednie silniki. Można jak w książkowym mieście Grantville rozmontowywać samochody i racjonować dostawy części zamiennych. Wreszcie można spróbować je wyprodukować samemu, ale pojawia się problem technologii.

Przemysł

Wiele technik dostępnych dziś jest nie do odtworzenia w warunkach z 1633 roku. Może i mieszkańcy Grantville potrafili stawiać radiostacje i budować statki pancerne czy niektóre rodzaje broni palnej, jednak był problem z takimi zasobami jak stal. W warunkach 1633 roku nie było możliwe wyprodukowanie stali nierdzewnej, a i stal byłaby rarytasem. A przecież obecnie jest wykorzystywana właściwie w każdej branży przemysłu.

Komunikacja

Narzekamy na dziury w drogach, jednak w 1633 roku dróg z prawdziwego zdarzenia, którymi można by było jechać względnie szybko, było jak na lekarstwo. Dobrym rozwiązaniem było płynięcie rzeką, ale brak paliwa, silników, a często także nieuregulowane koryto rzek czy wreszcie niewystarczający system kanałów rzecznych powodowały, że dotarcie trasy z gór nad morze trwałoby tygodnie, a nie niecałej doby. O samolotach to już nawet lepiej nie mówić!

Prawa

Pomiędzy rokiem 2020 a 1633 jest też spora różnica w systemie sądowniczym i prawach. Kary cielesne czy śmierci nie stanowiły niczego nienormalnego, ale już nawet podejście samych pokrzywdzonych do dochodzenia swoich praw było inne. Przykładowo jedną z pierwszych spraw w Grantville było rozpatrzenie żądania pewnej Niemki zgwałconej przez sąsiada, by ten płacił na dziecko. Problemem nie był gwałt, a zapewnienie kobiecie i dziecku środków do życia. Inne prawa też obejmowały choćby kobiety czy mniejszości religijne.

Religia

Skoro przy religii już jesteśmy: w 1633 roku niczym dziwnym nie były wojny religijne. Wojny, które szarego człowieka nie obchodziły zupełnie, ale które dotykały go ekonomicznie. To czas, kiedy Gustaw Adolf zbrojnie wadził się z popierającego I Rzeszę Richelieu nie tylko o władzę nad terenami, ale i duszami. To wojna pomiędzy protestantyzmem a katolicyzmem.

Co nieco o książce „1633”

„1633” to druga i nie ostatnia część cyklu fantastyki historycznej Ring of Fire wydawanego w Polsce przez Wydawnictwo Zysk i S-ka. To też drugi rok, kiedy to pewna część Wirginii Zachodniej zostaje przerzucona w czasie i przestrzeni do Niemiec roku 1633. Amerykanie zadomowili się już dobrze w Europie, tworząc odrębne państwo – Stany Zjednoczone. Dzięki pomocy króla Szwecji Gustawa Adolfa są też zalążkiem sojuszu, który może zmienić znaną nam historię świata – Konfederacji Księstw Europejskich.

Jednak demokracja jest nowym tworem, różnie rozumianym przez dotychczasowych mieszkańców, a naukowe zdobycze Amerykanów kuszą szpiegów każdej monarchii w Europie. W końcu 1633 rok to środek wojny trzydziestoletniej. Skoro w książkach historycznych amerykańskiego miasta Grantville można znaleźć informacje zanim się one zdarzą, wielu władców i dowódców robi wszystko, by zmienić niekorzystne dla siebie wyniki bitew i wyborów. To samo robią też Amerykanie, wysyłając do Francji, Holandii i Wielkiej Brytanii swoje poselstwa. Choć w tej książce nie dowiemy się jeszcze jak skończy się cała wojna, to będziemy mogli przyglądać się przygotowaniom do wielkiej bitwy o Wismar. Bitwy morskiej i lotniczej!

Pełniejsza recenzja książki „1633” na secretum.pl.

Zainteresowani? Jeśli tak to warto zacząć od tomu 1 cyklu Ring of Fire: „1632” (recenzja).