Całkiem poradnikowo

Kąpiel bez krzyków jest możliwa

Jeszcze jakiś czas temu miałam problem z wyłowieniem Nati w wannie. Dziecko uwielbiało się pluskać, a ja stałam jak słup soli z ręcznikiem w ręce i na milion sposobów próbowałam nakłonić ją do wyjścia. Jak przez minutę nie udawało mi się, to zwykle podnosiłam głos o oktawę. Tak długo, aż było słychać już tylko mój krzyk. Krzyk, który oczywiście równie kiepsko działał. Czy kąpiel bez krzyków jest  w ogóle możliwa?

Bezsilność

Pewnego dnia, jak nie miałam już nawet siły na kłótnię, stałam z ręcznikiem nad wanną i patrzyłam, jak moja mała rybka się pluska. Ręcznik trzymałam rozłożony, tak jak codziennie, gdy kończymy kąpiel. Nati patrzyła na mnie roześmianymi oczyma i pluskała się leżąc na brzuchu w ciepłej wodzie. Nagle wstała i ustawiła się tak, bym owinęła ją ręcznikiem i wyciągnęła. Była to pierwsza kąpiel bez krzyków, bez łez, bez marudzenia.

Olśnienie

Wtedy mnie olśniło. Może nie trzeba popędzać, bo dziecko te 2 minuty później spokojnie zrobi to, o co prosiłam. To tylko ja niepotrzebnie wprowadzałam pośpiech. Co mi to dawało? Może postawiłam na swoim, ale kosztem dwukrotnie dłuższego łagodzenia sytuacji. Przecież ja też nie lubię jak mnie ktoś pogania.

Od tego czasu żyje mi się wolniej, ale spokojniej. Nie mówię tu, że od dzieci już nic nie wymagam. Owszem, nadal powinny mnie słuchać, ale także ja słucham ich. Bo czyż wzajemny szacunek nie jest ważniejszy niż wygrywanie kolejnych potyczek o władzę?

Fot. Caden Crawdford, CC BY-ND 2.0