Całkiem poradnikowo

Ile zdjęć dziecka postawić na biurku, czyli mama wraca do pracy

Tak więc wracasz do pracy po macierzyńskim? A może nawet po urlopie (ale śmieszne!) wychowawczym? Dotychczas byłaś Zostań-Ze-Mną-Jeszcze-I-Pobaw-Się mamą, ale od kiedy maluch sam potrafi otworzyć lodówkę, a stan konta ewidentnie wskazuje, że dziecko można wpisać po stronie kosztów, a nie przychodów, coraz mocniej kiełkowała w Tobie myśl „a może czas już wrócić do pracy?”. Wrócić do szpilek, mundurka i korpo albo sneakersów, bluzy z kapturem i tableta graficznego? Gdziekolwiek byś nie pracowała, jedno jest niezmienne: delikatne lub mniej delikatne wyrzuty sumienia. Jak więc przeżyć psychicznie to, że Ty, mama wracasz do pracy? Jak to zrobić, by dziecko nie czuło się zepchnięte na drugi plan?

Teraz więcej osób kocha Twoje dziecko

Kiedy Arti był mały urlop macierzyński trwał 5 miesięcy, po których wróciłam do pracy. Wybrałam dla niego żłobek, wprawdzie prywatny, by nie było miejsc w miejskim, w którym spędzał 9 godzin. Musiałam przecież jakoś dojechać do i z pracy. Przez pierwsze kilka dni biłam się z myślami czy to dobre rozwiązanie. Przecież moim wyczekanym dzieckiem zajmują się kompletnie nieznane mi osoby! I zajmuje im to więcej czasu niż mnie, matce pracującej. Jednak w przekonaniu, że wszystko jest ok, utwierdziła mnie jedna z pań ze żłobka, z którą nadal mamy dobry kontakt: „Teraz Twoje dziecko ma kilka osób więcej, które je kocha i dba o niego.” To zdanie powtarzałam sobie także w pierwszych dniach przedszkola czy szkoły moich dzieci. Działa.

Zmień rytm dnia

Jeśli masz taki grafik w pracy, że widzisz dziecko wcześnie rano i późno wieczorem, pewnie brakuje Ci tych chwil, które jeszcze niedawno spędzaliście razem. Może warto zmienić porę zasypiania malucha? Sama wiesz czy lepiej byłby budzić malca (i siebie!) odrobinę szybciej lub kłaść godzinę później, by razem spędzić chwilę na zabawie. Wprawdzie mądre książki dotyczące wychowania dziecka wskazują, że sen przedszkolaka powinien trwać 10-13, a ucznia 9-12 godzin, jednak w to wliczamy także drzemki w przedszkolu, a jeszcze inne, że wystarczy 30 minut skoncentrowania się na dziecku dziennie, by było szczęśliwe, ale jakoś nie w każdą informację wierzę bez mrugnięcia okiem. Ja tam wolę dłużej się przytulać.

Zaakceptuj duże zmiany

Duże zmiany w życiu, zarówno Twoim jak i dziecka, są trudne, ale jak się raz je wprowadzi, to można się do nich przyzwyczaić. Jeśli jednak nie możesz sobie poradzić z pytaniami w głowie takimi jak „ To kto w końcu wychowuje moje dziecko: ja czy niania? Czy podrzucając malucha na 9 godzin do przedszkola/żłobka nadal mogę nazywać siebie matką?” może warto pomyśleć o bardziej elastycznej pracy w domu na zasadzie pracy zdalnej dla pracodawcy lub na własny rachunek jako freelancer?

Nie myśl za dużo o dziecku

Tak naprawę w dobie telefonów komórkowych nie ma problemu z kontaktem z rodzicem, dlatego nie warto zaprzątać sobie głowy tym co takiego może się dziać w przedszkolu czy żłobku. Szczególnie wtedy, kiedy jest monitoring i można sprawdzić jak np. maluch zasypia w porze drzemki. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że nie warto robić tego za często. Po pierwsze: bo przestajemy się koncentrować na pracy, a przecież nie po to do niej chodzimy, by podglądać dziecko. Po drugie: bo to nic nie da. No chyba że masz możliwość reagowania na każdy płacz i kuku swojego malca zwolnieniem z pracy.

Podobnie jak bycie stalkerem własnego dziecka nie warto obwieszać tablicy przy biurku, zmieniać tapetę na pulpicie komputera czy pić kawy w kubku z wizerunkiem dziecka. To forma tortury tylko dla ludzi o mocnych nerwach, a przecież w pierwszych dniach w pracy do nich jeszcze nie należysz. Zostaw sobie upiększanie wnętrza na później, dużo później.

Fot. Maryland GovPics, CC BY 2.0
A Wy jak wspominacie swój pierwszy dzień w pracy po macierzyńskim?