Całkiem poradnikowo

Nie traktuję dzieci po równo

Jest coś, cze­go więk­szość rodzi­ców wię­cej niż jed­ne­go dziec­ka nie powie­dzą na głos: że nie trak­tu­ją dzie­ci jed­na­ko­wo. To wca­le nie cho­dzi o to, że w pre­zen­tach bożo­na­ro­dze­nio­wych jeden ma wię­cej cukier­ków od dru­gie­go. Ani o to, że jed­no dosta­je więk­szą por­cję mię­sa na obiad. Jed­nak pod­su­mo­wu­jąc każ­dy z nas docho­dzi do wnio­sku, że nie trak­tu­ję dzie­ci po rów­no.

Traktować dzieci po równo czy nie?

Patrząc na moje dzie­ci przy sto­le jedzą­ce obiad już widać, ze coś jest nie tak: Arti ma podwój­ną ilość mię­sa z ket­chu­pem plus buracz­ki, Kinia wszyst­kie­go po tro­chu i w ilo­ściach jak dla wró­bel­ka, a Natka zado­wa­la się ogór­kiem kiszo­nym zagry­za­nym udkiem z kur­cza­ka macza­nym w jogur­cie wani­lio­wym. Każ­de z nich ma inne zapo­trze­bo­wa­nie nie tyl­ko na kalo­rie, sma­ko­we, ale tak­że este­tycz­ne. Natka naj­chęt­niej jadła­by ręka­mi, Arti tyl­ko widel­cem, a Kinia doda­je nóż, ser­wet­kę i dodat­ko­wą zasta­wę dla ulu­bio­ne­go Poke­mo­na. Każ­de z nich jest cał­ko­wi­cie indy­wi­du­al­ne i do tych indy­wi­du­al­nych zapo­trze­bo­wań dosto­so­wu­ję się i ja. Jak­bym przed każ­dym z nich posta­wi­ła iden­tycz­ny talerz to z pew­no­ścią i tak powy­mie­nia­li­by się jedze­niem.

Ludzie, tak samo jak dzieci, to indywidualiści

Moim zada­niem jako rodzi­ca nie jest rów­na­nie ich wyma­gań do wspól­ne­go pozio­mu, ale zna­le­zie­nie takich wide­łek, w któ­rych znaj­du­ją się moje i ich ocze­ki­wa­nia. Jed­ne dzie­ci są bar­dziej wraż­li­we na prze­gra­ną czy uwa­gę, inne potrze­bu­ją moc­niej­szych bodź­ców i natu­ral­nych kon­se­kwen­cji by nauczyć się tego same­go. Arti z trud­no­ścią budo­wał w pierw­szej kla­sie zda­nia, Kinia nauczy­ła się czy­tać w przed­szko­lu i dziś sia­da­ją razem do lek­tu­ry: on ze skwa­szo­ną miną cze­mu-zno­wu-muszę-czy­tać, a ona z rado­ścią.

Chciałam traktować po równo

Napraw­dę chcia­łam trak­to­wać dzie­ci po rów­no. Dawać im tyle samo miło­ści, przy­tu­la­sów, cału­sów, zaba­wek i pre­zen­tów. Ale życie zwe­ry­fi­ko­wa­ło moje zamia­ry. Naj­wię­cej prze­cież uwa­gi sku­pia­łam na dziec­ku, któ­re było jed­ne, czy­li pier­wo­rod­nym. Choć­by do cza­su, w któ­rym tym pier­wo­rod­nym był. Tyl­ko, że on tego nie pamię­ta i w momen­cie, kie­dy rodzi­ły się kolej­ne dzie­ci widział jak wie­le uwa­gi tym młod­szym ofe­ru­ję, a jemu już nie. Dla nie­go to było nie­spra­wie­dli­we trak­to­wa­nie. Jed­nak nie posia­dam dobo­wy­dłu­ża­cza, by każ­de­go zaba­wiać tak samo dłu­go jak kie­dy był tyl­ko jeden. A prze­cież chcia­łam…

 

Póź­niej upar­łam się, że dziec­ko będzie mogło korzy­stać z wła­sne­go kom­pu­te­ra dopie­ro jak nauczy się czy­tać. I zno­wu życie zwe­ry­fi­ko­wa­ło moje posta­no­wie­nia. O ile Arti rze­czy­wi­ście dostał lap­top dopie­ro jak umiał czy­tać ze zro­zu­mie­niem, o tyle Kinia o wie­le wcze­śniej. Nie była to tyl­ko moja fana­be­ria: pra­cu­jąc z dziec­kiem w porad­ni logo­pe­dycz­nej logo­pe­da wyma­ga­ła, by dziec­ko potra­fi­ło obsłu­gi­wać mysz­kę od kom­pu­te­ra, gdyż jed­nym z zadań logo­pe­dycz­nych było wska­zy­wa­nie przez dziec­ko obraz­ka, któ­re­go nazwa była wypo­wia­da­na przez lek­to­ra. Banal­ne, ale jed­nak nie do prze­sko­cze­nia jeśli rącz­ka nie była przy­zwy­cza­jo­na do obsłu­gi urzą­dze­nia. Chcąc nie chcąc musie­li­śmy dziec­ko nauczyć jak kli­kać mysz­ką. I było to o wie­le wcze­śniej niż nauczy­ła się czy­tać.

Ale traktuję nierówno!

Teraz nie mam już opo­rów, by nie trak­to­wać dzie­ci jed­na­ko­wo. Przez dłu­gi czas dzie­ci nie mia­ły żad­nych więk­szych obo­wiąz­ków poza sprzą­ta­niem zaba­wek i pra­ca­mi domo­wy­mi zada­wa­ny­mi w szko­le. Jed­nak pew­ne­go dnia posta­no­wi­łam, że dosyć tego roz­pa­sa­nia i mia­no­wa­łam dzie­ci Głów­ny­mi Roz­ła­do­wy­wa­cza­mi Zmy­war­ki. Jed­ne­go dnia wszyst­kich, bez limi­tu wie­ko­we­go. Każ­dy ma wła­sną dział­kę, któ­rą skru­pu­lat­nie sobie wyzna­czy­li: Arti kub­ki, Kinia tale­rze, Natka sztuć­ce. Tak, by każ­de z nich mogło swo­ją pra­cę samo­dziel­nie wyko­nać. Wyda­wać mogło­by się to nie­spra­wie­dli­we, bo prze­cież jesz­cze rok temu Arti nie robił tego, co Kinia teraz. Jed­nak czy życie pole­ga na zapeł­nia­niu linii cza­su po rów­no? Tyl­ko dla zasa­dy, że zawsze trze­ba być fair?

Nie mierz dzieci jedną miarą

Naj­le­piej i dla dziec­ka, i dla rodzi­ca trak­to­wać każ­de­go z dzie­ci jako osob­na jed­nost­kę, z indy­wi­du­al­ny­mi potrze­ba­mi, cha­rak­te­rem i wyma­ga­nia­mi. Cza­sem może się zda­rzyć, że Twój przed­szko­lak będzie potrze­bo­wał lek­kie­go roz­piesz­cze­nia po cięż­kim dniu w przed­szko­lu, kie­dy robiąc to samo z uczniem roz­pę­ta­my nie­koń­czą­cą się lawi­nę żądań. Ludzie nie są tacy sami, więc i spo­so­by wycho­wa­nia są róż­ne. I róż­nie dzia­ła­ją na oso­by z tej samej mat­ki i ojca. Ruty­na ruty­ną, kon­se­kwen­cje kon­se­kwen­cja­mi, ale kocha­my i tak tyl­ko na tyle, na ile nam każ­de z nich pozwo­li.

Fot. Tim Evan­son, CC BY-SA 2.0

A Wy trak­tu­je­cie dzie­ci po rów­no?

34 komentarze

  • Rozkminy Tiny

    Nigdy nie da się trak­to­wać każ­de­go po rów­no. Mam pię­cio­ro rodzeń­stwa i każ­de z nas potrze­bo­wa­ło cze­goś inne­go, w róż­nych natę­że­niach. Rów­ność jest jed­nym z mniej spra­wie­dli­wych postu­la­tów :p

  • Mynio.pl

    Po rów­no to faj­nie kochać a trak­to­wać rów­no chy­ba nawet nie jest moż­li­we. Każ­dy jest tak inny, cze­go inne­go potrze­bu­je, że nie spo­sób iden­tycz­nie reago­wać cho­ciaż­by na potrze­by każ­de­go z dzie­ci.

  • Sebastian “Zaczytany w Książka

    Trud­no było­by trak­to­wać dzie­ci tak samo, sko­ro bar­dzo się od sie­bie róż­nią 😉

  • Skazana na gór dożywocie

    Bar­dzo zdro­we podej­ście do rodzi­ciel­stwa… Z przy­jem­no­ścią czy­tam tak mądrze wyra­ża­ne myśli. Z doro­sły­mi jest prze­cież podob­nie… nie każ­de­go może­my trak­to­wać tak samo; to tak­że wynik bodź­ców, któ­re otrzy­mu­je­my z dru­giej stro­ny. Chy­ba dla­te­go każ­da rela­cja z czło­wie­kiem — czy to tym małym, czy to tym wyro­śnię­tym — róż­ni się, jest inna. War­to tę inność pie­lę­gno­wać i nie zatra­cać w sobie i w kimś poczu­cia indy­wi­du­ali­zmu, nie spro­wa­dzać wszyst­kie­go do jed­ne­go mia­now­ni­ka. Bra­wo za odpo­wied­nie wyczer­pa­nie tema­tu! Pozdra­wiam

  • Monika Kondzior Daniłowicz

    Ja rów­nież trak­tu­ję dzie­ci według ich potrzeb;-) Moje dzie­ciacz­ki są jesz­cze małe, więc ich potrze­by na razie to tyl­ko jedze­nie sen i zaba­wa;-) Młod­sze zawsze potrze­bu­je w cią­gu dnia wię­cej jedze­nia niż star­sze-p

  • Sylwia N.

    Nie­dłu­go i ja się z tym zmie­rzę 🙂 I masz chy­ba rację, kochać moż­na wszyst­kie tak samo moc­no, cho­ciaż pew­nie i tak i ta miłość jest nie­co inna, tak samo moc­no, ale jed­nak inna. Jeże­li cho­dzi o inne kwe­stie to fak­tycz­nie chy­ba jest tak, ze jak chce się dla dzie­ci dobrze, trze­ba je trak­to­wać jako osob­ne jed­nost­ki, bo każ­de ma swój cha­rak­ter.

  • Coach for FLOW

    Bar­dzo mądrze piszesz, u mnie jest dokład­nie tak samo, choć przy­zna­ję, że cza­sem czu­ję przez to dys­kom­fort. Szcze­gól­nie, że dzie­ci wyty­ka­ją nam te nie­rów­no­ści, kie­dy im wygod­nie, nie widząc oczy­wi­ście sytu­acji, w któ­rych ewi­dent­nie na tym korzy­sta­ją 😉

  • iBabiniec Babiniec

    Cie­ka­we spo­strze­że­nia, nie­dłu­go przy­je­dzie na świat moje dru­gie dziec­ko i zoba­cze jak to jest . Mysle ze masz dizo racji sama jestem ta młod­sza w rodzeń­stwie i na pew­no mogłam wię­cej niż star­si ode mnie.

  • Zołza z kitką

    Mam wra­że­nie, że błę­dem moich rodzi­ców było wła­śnie trak­to­wa­nie po rów­no — nie według potrzeb czy “zasług”. Wzbu­dza­ło to nie tyl­ko poczu­cie nie­spra­wie­dli­wo­ści (bo sko­ro ja coś zro­bi­łam, a brat nie — to cze­mu dosta­je­my taką samą nagro­dę?), ale i budo­wa­ło prze­ko­na­nie, że nie war­to się w ogó­le sta­rać

  • Urszula Dębska

    Wszyst­ko jesz­cze przede mną. Myślę, ze masz rację, musi­my pod­cho­dzić do każ­de­go dziec­ka indy­wi­du­al­nie. Bo każ­de jest inne.

  • ewa

    Gdy­by mia­ło być po rów­no, to oboj­gu do dziś kupo­wa­ła­bym kiec­ki, choć tyl­ko jed­no z nich jest dziew­czy­ną (i cho­dzi w por­t­kach na doda­tek :)), albo kupo­wa­ła­bym zawsze buty jed­ne­mu i dru­gie­mu, choć ten dru­gi zupeł­nie nie wyma­ga. Dzie­cia­ki to rozu­mie­ją, doro­śli nie zawsze 🙂

  • Ja Zwykła Matkaa

    Mam dwóch synów jeden ma pra­wie 8 lat, dru­gi 20 mie­się­cy. Nie da się ich tak samo trak­to­wać. Choć­bym nie wiem jak chcia­ła. Mam przy­kład sze­fo­wej w pra­cy, wszystkch tra­ku­tu­je tak samo :/. Są bar­dzo duże zgrzy­ty mię­dzy nami.

  • Blogierka

    No nie mogę się z Tobą nie zgo­dzić, mimo, że dzie­ci nie mam, ale mam dwój­kę rodzeń­stwa. Dzie­ci cięz­ko nawet tak samo kochać, ale już na pew­no nie nale­zy tak samo trak­to­wać bo każ­de jest inne 🙂

  • Agnieszka Jarosz

    Ja mając dwo­je dzie­ci wtraf­nie widzę ze trak­to­wa­nie jed­ne­go znacz­nie róż­ni się od trak­to­wa­nia dru­gie­go. Raz róż­ni­ca wie­ku . Dwa każ­dy ma swo­je potrze­by i moim zada­niem jest swój czas poświę­cić indy­wi­du­al­nie do dziec­ka.

  • Marta K

    Ja mam co praw­da jed­no dziec­ko, ale pra­cu­ję z dzieć­mi, w prze­róż­nym wie­ku i ta zasa­da ma taką samą rację bytu. Ina­czej się po pro­stu nie da, i nie ma tu nic do rze­czy spra­wie­dli­wość, to jest po pro­stu nie­moż­li­we.

  • Książko Miłości Moja

    Ja rów­nież nie trak­tu­ję swo­ich dzie­ci rów­no, bo się cza­sa­mi nie da . Przy­tu­la­sy i buzia­ki chcia­łam dawać po rów­no i o ile młod­sza cór­ka przyj­mu­je wszyst­ko , co daje ‚o tyle star­sza mówi do mnie “mamo nie rób sia­ry”. O jedze­niu nawet nie wspo­mnę, bo jed­na zja­da wszyst­ko , a dru­ga wybrzy­dza . Jed­nak sta­ram się, żeby kaz­de­każ­de z nich mia­ło swo­je pry­wat­ne wie­czor­ne minu­ty tyl­ko ze mną

  • Seaside Stories

    U mnie jedy­nak, więc póki co nie mam takich “doświad­czeń”, jed­nak wyda­je mi się, że rodzic musi odpo­wia­dać na potrze­by dziec­ka, a… dzie­ci są róż­ne i róż­ne potrze­by mają, więc Twój post jest dla mnie bar­dzo ade­kwat­ny 🙂

  • Bebe Talent

    To się po pro­stu nie da. Każ­de dziec­ko jest inne, ma inne potrze­by, pre­dys­po­zy­cje, pasje. Pamię­tam sło­wa jed­nej z nauczy­cie­lek, któ­re w tym przy­pad­ku ide­al­nie się spraw­dza­ją: „Spra­wie­dli­wie nie zna­czy po rów­no.”

  • Klaudia Jaroszewska

    bar­dzo dobry wpis. Nie da się trak­to­wać rów­no i tyle. Mój P.gdy zaczę­li­śmy być razem (14 lat miał, tak, jeste­śmy bar­dzo dłu­ugo razem),kosił tra­wę np. dwa lata póź­niej zaj­mo­wał się dziec­kiem (bra­tem, nowo­rod­kiem). Jego Młod­szy brat robił to mając o dwa lata mniej, a za to tra­wę zaczął kosic mając 16 lat. Jest słab­szy, ale spo­koj­niej­szy. Każ­dy ma inne cechy i pre­dys­po­zy­cje, i może robić coś inne­go 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *