Całkiem wesoło

Kreatywna zabawa oczyma dzieci i rodziców

Będąc rodzicem nauczyłam się dwóch rzeczy do perfekcji: co oznacza różny punkt widzenia oraz że kreatywna zabawa nie zawsze oznacza to samo dla rodzica i dla dziecka. Ja twórczo wyżywam się malując obrazki na płótnie, wycinając wycinanki, klejąc wydzieranki, dzieci – malując po ścianach, wycinając kwiaty z serwety leżącej na stole czy używając kleju w sztyfcie jak szminki. Jak widzi kreatywną zabawę dziecko, a jak rodzic?

Malowanie

Pedagodzy trąbią na prawo i lewo, że w dobie tabletów i smartfonów dzieci nie są manualnie sprawne jak jeszcze kilkanaście lat temu ich rówieśnicy. Żeby nadrobić braki w poziomie małej motoryki sięgamy więc po polecane w poradnikach dla rodziców malowanie palcami, zabawy z plasteliną czy piaskiem kinetycznym. A wystarczyłoby dać dziecku możliwość, czas i swobodę.

 

Byłam rozkosznym aniołkiem z blond loczkami, który nigdy się nie nudzi. Dlatego pozostawienie mnie i dwóch 25l kubłów z farbą olejną musiało skończyć się ciekawą kreatywną zabawą. Białym kolorem miały być malowane framugi okienne i parapety wewnątrz, brązową zewnętrzne. Nikt nie przewidział, że po wymieszaniu patykiem każdego z kolorów zaczną mi się podobać kontrastowe wzory jakie robiły się po włożeniu białego patyka w brązowy kolor i odwrotnie. Tak z kilkanaście razy. Rezultatem moich działań była porządna pogadanka o malowaniu olejami…

 

Przerzuciłam się więc na coś innego. Jak wiele Polaków moi rodzice otrzymywali paczki z Niemiec. Czekolada, marcepan, kakao, posypki na ciasto, bluzeczka z Myszką Miki. Takie niedostępne jeszcze w Polsce. A pośród tego wszystkiego piękna paleta cieni do oczu dla mamy i szablony do malowania dla mnie. Do dziś pamiętam jak szczegółowo wycięta była na śliskim papierze dzika kaczka. Pamiętam też, jak łatwo nakładało się gąbeczką cienie z palety na kartkę – lekko sypały się w wyciętych miejscach szablonu na kartkę. W twórczej pracy nie przeszkadzało mi nawet walenie pięściami mojej mamy w zamknięte drzwi łazienki ani jej prośby, bym wyszła. Ja chciałam tylko skończyć dzieło. Skończyłam jak wyczerpał się turkusowy kolor, którym ozdabiałam skrzydła kaczki.

 

Dziś nie jest ze mnie dobry malarz, chyba że pokojowy. Za to talent po mamusi odziedziczyła moja średnia córka. Jak na młodsze pokolenie przystało wybrała bardzie awangardową formę wyrażania emocji – graffiti. Pisakami. Ściany zostawia, dekoruje tylko meble kuchenne i tapicerkę krzeseł w jadalni. Kto by pomyślał, że jedzenie lodów tak ją znudzi i weźmie się za dekorowanie śnieżnobiałych frontów czy kremowej skóry siedziska. Dziś cieszę się tylko, że nie miała pod ręką markera niezmywalnego.

Majsterkowanie

Gdybym urodziła się chłopcem miałabym na imię Łukasz. Ale jestem dziewczynką, więc nie mówcie tak do mnie. Jednak bycie rodzaju żeńskiego nie wygasiło u mnie entuzjazmu na widok śrubokrętów, wyrzynarki, wkrętarki czy choćby piły motorowej. Może moje oczekiwania w stosunku do rzeczywistości bywają większe niż moje możliwości, ale namiętnie majsterkuję w wolnej chwili. Kto by pomyślał, że moja przygoda z rękodziełem rozpocznie się od nauki wbijania gwoździ. Wspominałam już, że była to cała paczka gwoździ wbita wkoło samochodowe? Nie? To może lepiej.

Układanie

U Artura prace ręczne nie były nigdy ulubionym zajęciem. Niemniej uwielbiał porządek. No do jakiegoś czasu tylko, ale uwielbiał. Wszystkie samochody ustawiane były w niekończące się kolejki, klocki jeden na drugim aż trzeba było wspomagać się krzesłem by ostatni zatknąć na szczycie wieży, misie leżały pokotem wzdłuż ściany jeden obok drugiego. To było jeszcze ok. Ale jak pewnego popołudnia stwierdził, że także słoiki z przetworami w kuchni trzeba poukładać i zbudował z nich World Trade Centre, które spektakularnie się zawaliło… Tak, chyba tego dnia postanowił więcej nie układać niczego i mam teraz w domu przedstawiciela szlachty co to buty gdzie zdejmie tam rzuci.

Wycinanie

Podobało się Wam kiedyś coś tak bardzo, że nawet zrobiliście nawet coś wbrew logice by to osiągnąć? Przykładowo ja ugryzłam mydło, które pachniało truskawkami. Podświadomie wiedziałam, że to przecież nie owoc, ale pachniało tak kusząco, ja tak uwielbia truskawki z bitą śmietaną, że… tfu! Więcej się to nie powtórzy! Tak samo Kinia wiedziała, że wycinając stokrotki z serwety leżącej na stole i wsadzając je w doniczkę raczej nie urośnie ich więcej. Jednak trzeba było to sprawdzić. Zrobiła to, lecz eksperyment się nie udał. Biedna serweta.

Piaskowanie

Pomni własnego dzieciństwa i doświadczeń związanych z posiadaniem już dzieci nie robimy już wielu błędów. Gorzej mają osoby, które same nie mają potomstwa. Żyją one w przeświadczeniu, że wszystkie kreatywne zabawy są jak z podręcznika: jak dziecko maluje, to po kartce, jak lepi z plasteliny to nie na dywanie, jak bawi się piaskiem to w piaskownicy. Nic bardziej mylnego. Przykładowo jak przyjedziecie do mnie motorem, szczególnie takim ładnym, dużym, powiedzmy Harleyem, to musicie dać się namówić na schowanie jego w garażu. Serio. Wprawdzie pies nie pozwoli złodziejowi na kradzież, jednak bez problemu przymknie oko na zabawę moich dzieci. I jeśli usłyszysz:
– Mamo, mamo, umyliśmy motor wujka! – mogą przejść Cię dreszcze.
Dzieci kranu z wodą same nie potrafią jeszcze otworzyć. Jak więc umyły pojazd? Ano takie to małe, niby programów podróżniczych jeszcze nie oglądają, a już przykładem Beduinów do czyszczenia użyły piasku dochodząc z koloru czarnego do metalicznego na baku paliwa.

Tak… Jedyne, czego możemy się spodziewać to to, że po skończonej kreatywnej zabawie będzie trzeba sprzątać. A czasem odciągnąć z kieszonkowego pieniądze za wyrządzone szkody. Dzieci są tylko dziećmi i szaleństwem byłoby przewidzieć wszystko, co w ich głowach się urodzi.

Fot. Quinn Dombrowski, CC BY-SA 2.0