Całkiem emigracyjnie

Matka w Norwegii – Kiedy Polska to za mało

A gdyby tak po ulicach chodziły białe niedźwiedzie, pół roku trwał dzień, drugie pół noc, a zorza polarna rozświetlała mrok? Może z niedźwiedziami przesadziłam, ale reszta jak najbardziej się zgadza. Potwierdza to kolejna mama z zagranicy, Milena, mama małej Zosi. Zapraszam do Norwegii i nie trzeba tego czytać w rękawiczkach i kurtce zimowej. Aż tak zimno nie będzie.

norwegia1

Moniowiec: Chyba trochę już zadomowiłaś się w Norwegii. Jak długo tu jesteś?
Milena: Od 2003 co roku wyjeżdżałam do pracy sezonowej, więc było dla mnie normą praca w wakacje za granicą. W 2011 roku pojechaliśmy z moim partnerem z planem zarobienia na wesele. Nadarzyła się okazja pracy dla jednego z nas, wiec zostaliśmy. Wyjechaliśmy na 2 miesiące, jesteśmy już 4 lata i nie planujemy powrotu.

Moniowiec: Wydaje się, ze Norwegia to bardzo tolerancyjny i spokojny kraj. Jak to odczuwasz?
Milena: Ogólnie nikt tu nikomu w okna nie zagląda. Na ulicach jest pełna dowolność jeśli chodzi o wygląd. Nikt nie zwraca uwagi na ubiór, a na pewno nie komentuje. Możesz iść do sklepu w sukni balowej albo worku po ziemniakach i każdy ma to gdzieś.

Moniowiec: Kraje skandynawskie słyną ze zwracania uwagi na równouprawnienie i gender im nie jest obce. Jak to wygląda w praktyce?
Milena: Wiele przedszkolanek jest płci męskiej. U nas nawet nie ma słowa oznaczającego mężczyzny pracującego w przedszkolu jako opiekun, a nie woźny. Tu większość pracowników to wciąż kobiety, jednak w każdym oddziale jest kilkoro mężczyzn. Norwedzy wychodzą z założenia, że dzieci muszą mieć kontakt nie tylko z kobietami. Poza tym przedszkole jest totalnie inne niż w Polsce.

norwegia2

Moniowiec: A czym tak drastycznie się różni?
Milena: Jako że pracuję jako przedszkolanka widzę jak to wygląda od środka. Przede wszystkim wpływa na to sposób wychowania dzieci. Ogólnie dzieciom pozwala się na wiele. Byłam zaskoczona na początku jak dzieci a terenie przedszkola skakały po drzewach i piły wodę z kałuży, a nikt nie reagował. Dziecko po powrocie z przedszkola ma być brudne! To oznacza, że się dobrze bawiło. Na spacery chodzi się bez względu na pogodę i zaraz od urodzenia. Tak samo w przedszkolu – plac zabaw jest tak samo często odwiedzany w rzęsisty deszcz jak i w palące słońce. Dzieci uczone są samodzielności na każdym kroku. Ale nie ukrywajmy: to norweskie dzieci rządzą rodzicami, zwłaszcza nastolatki. Każdy zna tu swoje prawa, które są przestrzegane skrupulatnie przez stróżów prawa.
Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie przedszkolne menu. Dzieci nie mogą tu jeść białego pieczywa, żadnych słodyczy. Nie do pomyślenia jest zjedzenie śniadania składającego się z kanapki z kremem czekoladowym i na drugie śniadanie z wafelka w czekoladzie. Dzięki temu dzieci nabierają zdrowych nawyków żywieniowych, choć i tak na półkach sklepowych królują gotowe dania, a daniem narodowym staje się pizza.

norwegia3

Moniowiec: Przyjmując, że średnio pracownik zarabia 40 000 koron, Norwegowie stanowią naród, gdzie zarabia się najwięcej. Jak to jest porównując z wysokimi kosztami życia?
Milena: Życie rzeczywiście jest drogie jeśli przelicza się na złotówki. Dla uproszczenia przyjmijmy, że 1 korona to 50 groszy. Tak więc chleb najtańszy (dotowany przez państwo ) to 6 koron, chleby lepszej jakości od 25 koron, 1l mleka od 15 koron, 1 litr benzyny w zależności od dnia tygodnia (w weekend paliwo tańsze) 14,50-16,00 koron, Mieszkanie: od 8000 koron/miesiąc (poza Oslo). Niektórym może brakować tu polskich produktów typu kiełbasa śląska, twaróg, kapusta czy ogórki kiszone. Na szczęście można w większych miastach bez trudu znaleźć sklepy z żywnością z całego chyba świata.

norwegia4

Moniowiec: O, to skoro w weekendy taniej się tankuje, to pewnie Norwegowie dużo podróżują?
Milena: Tutaj od razu nasuwa mi się friluftsliv, czyli pojecie stworzone przez Ibsena dotyczące spędzania czasu na świeżym powietrzu. W niedzielę lub inne dni wolne Norwedzy wychodzą z domu w góry, do lasu, nad morze/jezioro. Jadą na wycieczki. Bez względu na pogodę obowiązkowo jest spacer, piknik albo noc pod namiotem 100 m od domu nawet. Opcji jest mnóstwo, byle na świeżym powietrzu.

norwegia5

Moniowiec: Co zdziwiło cię najbardziej w nowym kraju?
Milena: Smak kawy. Ma być mocna, aż kwaśna, bez cukru i mleka. Dla mnie nie do wypicia. Poza kawą Norwedzy są bardzo patriotyczni i kupują przeważnie norweskie produkty, szczególnie, jeśli są produkowane lokalnie. Negatywnie zdziwiło mnie też, że nie gaszą świateł, jak wychodzą z pokoju.

Moniowiec: Język norweski wydaje się trudny. Jak radzisz sobie na co dzień?
Milena: Norwedzy lubią jak obcokrajowcy choćby próbują mówić w ich języku. Ogólnie można bez trudu porozumieć się po angielsku, stąd jesteśmy jako Polacy dobrze tu postrzegani, bo nie dość, że pracowici, to jeszcze potrafimy się dogadać. Oczywiście łatwo można coś przejęzyczyć i wychodzą śmieszne sytuacje. Wszystkim Barbarom nie polecam przedstawiania się jako Basia bo po norwesku to kupka (bæsje). Dlatego moja córka ma babcie Barbarę a nie Basię. Basię robi do nocnika.

norwegia7

Monioweiec: Polacy często uczą obcokrajowców polskich zwrotów. Jak Norwegowie widzą nasz język?
Milena: Przykładowo nasze przekleństwo jest bardzo łatwe do powtórzenia dla Norwegów, bo ei kurv to koszyk, a forma określona to po prostu kurva. Nie oszukujmy się, to chyba najczęściej używane, słyszane i uczone polskie słówko. Zaraz po nim każdy zna słowo „kiełbasa”. Ale to już trudniej im wymówić.


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co środę za­pra­szam na wy­prawę z jedną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpisy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.