Całkiem emigracyjnie

Mieszkać w Londynie — Kiedy Polska to za mało

Życie w Anglii to nie tyl­ko zmy­wak i fabry­ka. To tak­że wła­sna dzia­łal­ność gospo­dar­cza. Tak jak wie­lu Pola­ków tak­że Anna Górec­ka, autor­ka blo­ga www.anna­go­rec­ka.eu i zało­ży­ciel­ka Lawen­do­wej Gru­py na Face­bo­oku dla przed­się­bior­czych kobiet speł­nia się w tym co robi naj­le­piej – edu­ka­cji, przed­się­bior­czo­ści i mar­ke­tin­gu — pra­cu­jąc na wła­sny rachu­nek. W swo­ich szko­le­niach udzie­la cen­nych rad jak pro­wa­dzić biz­nes na Wyspach, a u mnie w wywia­dzie – jak sama postrze­ga miesz­ka­nie w Lon­dy­nie.

Kon­fa­bu­la: Jak dłu­go Two­im domem jest już Anglia?
Anna Górec­ka: W Anglii, a dokład­niej w Lon­dy­nie miesz­kam od ponad trzech lat. Na wyjazd i zmia­nę swo­je­go życia namó­wił mnie mój obec­ny mąż, któ­ry zawsze marzył o wyjeź­dzie. Dodat­ko­wo zmo­ty­wo­wa­ła go atrak­cyj­na ofer­ta pra­cy. Mnie oso­bi­ście ta wizja nie prze­ko­ny­wa­ła i nie byłam szczę­śli­wa- wia­do­mo począt­ki są trud­ne. Pierw­szy mie­siąc czło­wiek jest zafa­scy­no­wa­ny nowym miejscem,a potem wda­je się ruty­na. Z cza­sem się to jed­nak zmie­ni­ło i nie cof­nę­ła­bym tej decy­zji.

Kon­fa­bu­la: Zmie­nia­jąc miej­sce zamiesz­ka­nia czę­sto dzi­wi­my się rze­czom, któ­re sta­rym miesz­kań­com wyda­wa­ły się bła­he czy cał­kiem nor­mal­ne. Co cię naj­bar­dziej zdzi­wi­ło?
Anna Górec­ka: Na miej­scu zasko­czy­ło mnie wie­le rze­czy zwłasz­cza w pierw­szych dniach i tygo­dniach. Ruch lewo­stron­ny to była jed­na z pierw­szych rze­czy z któ­rą zano­to­wa­łam. Strasz­nie dziw­ne uczu­cie jechać po złej stro­nie dro­gi. Do tego wie­le prak­tycz­nie nie­zau­wa­żal­nych rond i pro­gów zwal­nia­ją­cych. Myśla­łam, że my w Pol­sce mamy ich zbyt wie­le, ale Lon­dyn bije Kra­ków na gło­wę w tym aspek­cie. Przy­stan­ki odwró­co­ne tyłem do dro­gi. Trud­no cza­sem stwier­dzić czy zdzi­wie­nie jest pozy­tyw­ne czy nega­tyw­ne — tutaj wszyst­ko jest po pro­stu inne. Niska zabu­do­wa, spe­cy­ficz­ny angiel­ski styl — myślę, że każ­dy potrze­bu­je cza­su, żeby do tego przy­wyk­nąć. Zapo­mnia­ła­bym: pal­my — one rów­nież mnie zasko­czy­ły, bo jest ich tutaj napraw­dę spo­ro. Rozu­miem, że wyspa, ale Anglia nigdy nie koja­rzy­ła mi się z taką egzo­tycz­ną roślin­no­ścią, a tu pro­szę…

Kon­fa­bu­la: Ile kosz­tu­je codzien­ne życie w Lon­dy­nie?
Anna Górec­ka: Życie w Lon­dy­nie jest dro­gie i trze­ba to przy­znać, zwłasz­cza trans­port publicz­ny i wyna­jem poko­ju czy miesz­ka­nia. Nie zmie­nia to jed­nak mojej teo­rii, któ­ra brzmi: Żyjąc tu zara­biasz wię­cej niż w Pol­sce. Wyda­jesz bar­dzo dużo, ale zawsze jak się chce to te 100–200 fun­tów moż­na zaosz­czę­dzić nawet przy mini­mal­nej kra­jo­wej. Jeśli tyl­ko ktoś ma zobo­wią­za­nia w Pol­sce np. kre­dyt, łatwo prze­mno­żyć, że zaosz­czę­dzo­ne 200 fun­tów to ponad tysiąc zło­tych  mie­sięcz­nie. Pra­cu­jąc w Pol­sce na niskim sta­no­wi­sku nie jeste­śmy za nic w świe­cie tyle zaosz­czę­dzić. Dla mnie tym wła­śnie miesz­ka­nie tutaj prze­wa­ża w aspek­cie finan­so­wym. Naj­gor­sze są pierw­sze 2–3 mie­sią­ce, kie­dy jesz­cze prze­li­cza­my wszyst­ko na zło­tów­ki. To jed­nak mija i fun­ty z cza­sem zaczy­na­my trak­to­wać jak zło­tów­ki.

Cena przy­kła­do­wych pro­duk­tów:

  • chleb tosto­wy w Tesco  — ok. 1 funt
  • litr mle­ka — nie­ca­ły funt
  • wyna­jem miesz­ka­nia 1 bedro­om (salon z kuch­nią i sypial­nia) — od ok. 1000 do 1400 fun­tów śred­nio i dro­żej. Do tego trze­ba doli­czyć 6 tygo­dni kau­cji i opła­tę dla agen­cji. Poni­żej 3500 fun­tów na dzień dobry jest cięż­ko.
  • Fry­zjer — kolo­ry­za­cja — od 60 fun­tów wzwyż
  • Pry­wat­na wizy­ta u pol­skie­go leka­rza — od 60 fun­tów. Wszyst­ko zale­ży od miej­sca w któ­rym miesz­ka­my.

Kon­fa­bu­la: Czy jesteś fan­ką angiel­skiej kuch­ni?
Anna Górec­ka: Nie­ko­niecz­nie. Począt­ko­wo nawet nie mogłam się prze­ko­nać do tra­dy­cyj­ne­go English bre­ak­fast czy­li tostów z jaj­kiem sadzo­nym, duszo­ny­mi pie­czar­ka­mi, beko­nem, pomi­do­ra­mi oraz słyn­ną faso­lą. Teraz sama je robię, ale tyl­ko od cza­su do cza­su. Aby się do tego dania nie zra­zić, war­to pójść na nie do  lep­sze­go miej­sca  i uni­kać przy­droż­nych barów, któ­re ser­wu­ją english bre­ak­fast za 4,5 fun­tów. Ina­czej nawet Wasze tosty będą ocie­kać tłusz­czem.
Za to zupeł­nie nie mie­ści mi się w gło­wie poda­wa­nie popu­lar­nej Fish and Chips — czy­li ryby z fryt­ka­mi – z octem.

Kon­fa­bu­la: Jak poru­szać się w Lon­dy­nie jak się ma rodzi­nę?
Anna Górec­ka: Mam wra­że­nie, że w Lon­dy­nie samo­chód nie jest aż tak nie­zbęd­ny jak np. w Pol­sce. W sumie wię­cej z nim pro­ble­mów niż korzy­ści. Wjazd do cen­trum jest płat­ny, miejsc par­kin­go­wych mało i też płat­ne. Wszę­dzie dziw­ne zaka­zy. Mając metro pod nosem przez pierw­szy rok korzy­sta­li­śmy z auta głów­nie pod­czas więk­szych zaku­pów raz na tydzień i tyle. Do tego trze­ba przy­zwy­cza­ić się do tłu­mu i tury­stów na każ­dej ulicz­ce. Więk­sza sta­cja, poran­ne metro i pocią­gi to masa prze­ta­cza­ją­cych się w pośpie­chu ludzi. Komuś może się to podo­bać, a inne­go iry­to­wać. Jed­no jest pew­ne, trze­ba do tego przy­wyk­nąć.

Kon­fa­bu­la: Jakie angiel­skie przy­zwy­cza­je­nie naj­bar­dziej Ci przy­pa­dło do gustu?
Anna Górec­ka: Bar­dzo pozy­tyw­ne przy­zwy­cza­je­nie Bry­tyj­czy­ków to piąt­ko­we wyj­ście do pubu po pra­cy oraz spę­dza­nie wol­ne­go cza­su w pięk­nych par­kach, któ­rych tu jest napraw­dę spo­ro.

Kon­fa­bu­la: Jak są wycho­wa­ni i jak wycho­wu­ją sta­ty­stycz­ni lon­dyń­czy­cy?
Anna Górec­ka: Chy­ba naj­bar­dziej rzu­ca się w oczy uprzej­mość ludzi. Oczy­wi­ście moż­na zarzu­cać, że zacho­wa­nia Angli­ków są cza­sem sztucz­ne i nie­szcze­re, jed­nak ja uwiel­biam ich ser­decz­ność- nie­za­leż­nie z jakich pły­nie pobu­dek. Wolę to niż patrze­nie spod byka w Pol­sce.

Kon­fa­bu­la: Jak my Pola­cy jeste­śmy tam postrze­ga­ni?
Anna Górec­ka: Trud­no jed­no­znacz­nie stwier­dzić. Nie ma jed­nej panu­ją­cej opi­nii na nasz temat. Wszyst­ko zale­ży z kim ktoś miał do czy­nie­nia. Nie zmie­nia to jed­nak fak­tu, że ucho­dzi­my za pra­co­wi­ty i zdol­ny naród. Mamy tu dużo swo­ich firm i korzyst­nie wpły­wa­my na angiel­ską gospo­dar­kę.

View this post on Insta­gram

Wind­sor…

A post sha­red by Anna Górec­ka (@annagorecka_) on

Kon­fa­bu­la: Co zabie­rasz ze sobą jak wra­casz z Pol­ski?
Anna Górec­ka: Jeśli mowa o kobie­tach to na pew­no pole­cam zaopa­trzyć się w swo­je ulu­bio­ne kosme­ty­ki pol­skich marek. Ja poło­wę kosme­tycz­ki uzu­peł­niam w Pol­sce. Nasze leki, któ­rych tutaj w więk­szo­ści nie ma, rów­nież sys­te­ma­tycz­nie przy­wo­żę, gaze­ty i pol­skie książ­ki. Oczy­wi­ście są w Anglii zarów­no pol­skie apte­ki jak i skle­py, ale trze­ba mieć to szczę­ście i miesz­kać w ich pobli­żu, cze­go mi zawsze bra­ko­wa­ło.

Taki wyjazd to napraw­dę szko­ła życia i przy­go­da. Spraw­dza­my sie­bie, testu­je­my zna­jo­mych czy o nas nie zapo­mną, pozna­je­my nowych ludzi, szko­li­my język. Akli­ma­ty­za­cja tro­chę trwa — naj­czę­ściej oko­ło 6 mie­się­cy wzwyż, ale war­to!

Fot.1 Davi­de D’Amico, CC BY-SA 2.0


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.