Całkiem poważnie

Mówimy za cicho

Wresz­cie nad­cho­dzi ten dzień, gdy wycho­dzisz ze szpi­ta­la z wtu­lo­nym w kocyk malu­chem. Spę­dzi­li­ście razem kil­ka dni, będąc pod opie­ką gine­ko­lo­gów, neo­na­to­lo­gów, pie­lę­gnia­rek. Każ­dy dawał swo­je rady, bar­dziej lub miej traf­ne, położ­ne lak­ta­cyj­ne uczy­ły jak przy­sta­wiać dziec­ko do pier­si. Miej­my nadzie­ję, że było dobrze. Ale w domu i tak naj­le­piej. W domu mamy swój wła­sny kąt, może­my robić co chce­my, kie­dy chce­my i z kim chce­my.

Zawsze lepiej? Nie każ­dy odnaj­du­je się w kie­ra­cie kar­mie­nie-odbi­cie-prze­wi­ja­nie-sen, zachwy­ca każ­dą cuch­ną­cą pie­lu­chą, sma­ku­je obiad­ki i kasz­ki, z zachwy­tem słu­cha głu­że­nia i wącha pach­ną­cą oliw­ką głów­kę. Nie każ­de dziec­ko jest też książ­ko­we. Męczą je kol­ki, ząb­ko­wa­nie, nie­to­le­ran­cje i aler­gie. Nie każ­de dziec­ko jest wresz­cie wycze­ki­wa­ne, a mat­ka zro­zu­mia­na przez bli­skich. Gdzieś sły­sza­łaś o depre­sji popo­ro­do­wej, ale to chy­ba mie­wa­ją księż­ne, a nie zwy­kli ludzie. Krzy­czysz co wie­czór w podusz­kę.

Kolej­na nie­prze­spa­na noc, kolej­ny ryk, kolej­na kąśli­wa uwa­ga. Masz ocho­tę nie wycho­dzić spod koca, nie ruszać się, scho­wać, nie reagu­jesz na krzyk dziec­ka. Może zaczy­nasz być agre­syw­na, dla innych, dla sie­bie, dla dziec­ka. Może mówisz cicho, że potrzeb­na Ci pomoc.

Sta­jesz się nie­wi­dzial­na. Auto­ma­tycz­nie speł­niasz opie­kę nad nowo­rod­kiem. Robo-mat­ka. Nie­na­wi­dzisz sie­bie, innych. Nie możesz znieść tego słod­kie­go boba­so­we­go świa­ta. Nie patrzysz już w oczy, te wiel­kie, zdzi­wio­ne oczy. Już tyl­ko sły­chać szept.

Wresz­cie zawi­jasz dziec­ko w śli­ski kocyk, zamy­kasz w becz­ce kiszo­nej kapu­sty, wkła­dasz do pie­ca i roz­pa­lasz ogień, zamra­żasz w zamra­żar­ce zaraz obok grosz­ku i scha­bo­we­go, wkła­dasz pod podusz­kę.

Mil­czysz.

Teraz mówią gło­śno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *