Całkiem wesoło

Obiad pięciodaniowy – dieta matki wielodzietnej

Dylemat każdej matki, każdego singla, każdego wdowca brzmi „co dziś na obiad?”. Nie jest ważne, czy zadajesz sobie je rano, tuż po przebudzeniu, w sklepie przed lada chłodniczą czy przed lodówką w domu za pięć minut dwunasta. Nieistotne jest też o której godzinie jadasz posiłek: może to być poprawny domowy rosół o 12:00 jak i mrożonka na obiadokolację. Ważnym aspektem w komponowaniu jadłospisu jest, poza kwestiami finansowymi, dieta konsumentów. Z braku reprezentatywnej grupy badawczej opiszę eksperyment polegający na spożywaniu diety matki wielodzietnej. Czyli swoją dietę.

1. śniadanie

Na śniadanie niezmiennie od chyba 30 lat (tyle pamiętam) jest bułka z dżemem i kakao. W przypadku posiadania w mieszkaniu jakiegoś dziecka do każdej sztuki dodajemy +1 bułkę. W przypadku nastolatka +5 bułek, nastolatki – +0 bułek. I tak zjesz tylko jedną bułkę, ale przynajmniej nikt nie będzie Ci żebrał przy talerzu.

2. drugie śniadanie

W okolicach 10:00 – 15:00 warto przegryźć coś pożywnego. Podpowiadam, że orzechy i czekolada są bardzo dobrym źródłem magnezu, fosforu i potasu, nie wzbraniaj się więc przed batonikiem czekoladowym z orzeszkami ziemnymi. Dla zrównoważenia wyrzutów sumienia zagryź jabłkiem lub marchewką (koniecznie świeża, mrożoną ciężko się gryzie).

3. trzecie śniadanie

Zjadasz to, czego dzieci nie zjadły na drugie śniadanie plus podjadasz podczas przygotowywania obiadu.

4. obiad

Dla matki wielodzietnej obiad to nie tylko wyzwanie logistyczne (komu nałożyć ile i w jakiej kolejności podawać pełne talerze), ćwiczenie pamięci (jakich dodatków nie lubi każde Twoje dziecko?), ale także trawienia. Powszechnie wiadomo, że matka siada do stołu jako ostatnia. Często zdarza się, że zanim to zrobi dorzuci jeszcze dokładkę ziemniaków nastolatkowi, mięsa uczniowi czy brokuła przedszkolakowi. Kiedy już ma zamiar nałożyć swoją porcję, okazuje się, że ziemniaki wyszły, został najmniejszy schabowy i najkwaśniejszy ogórek kiszony, a do zupy zabrakło makaronu. Wszystko oczywiście już zimne. Domownicy zdążyli już się rozejść i pozostawić resztki na talerzach. Ciesz się chwilą i wyjadaj z nich co lepsze kąski w celu urozmaicenia diety, w ten sposób masz obiad pięciodaniowy!

5. podwieczorek

Jeśli nikt nie widzi, a szafka/szuflada ze słodyczami nie skrzypi, zjedz z niej cokolwiek. W przypadku posiadania skrzypiącej szafki lub szuflady radzę przygotować sekretne miejsce z dala od dzieci (łazienka?), w którym można spokojnie skonsumować bombę cukrową. Wafelek z masłem czekoladowym podkręca metabolizm, a czekolada wyzwala endorfiny, prawda?

6. kolacja

Są domy, w których kolacja jedzona jest cała rodziną, dzieci grzecznie idą później do kąpieli, a następnie, ucałowawszy rodziców, spać i śpią do rana. Znaczy do 7:00. Ok, wierzę, jak też widziałam kiedyś jednorożca. W mojej rodzinie wielodzietnej kolacja jest jedynym posiłkiem, który mogę jeść spokojnie, więc jest dopiero wtedy, gdy najedzone dzieci zasną. Składa się na nią to, czego nie zapomniałam kupić w sklepie, a jeszcze nie zostało zjedzone. Czyli bułka z dżemem.

 

UWAGA! W ten sposób możemy niechybnie dojść do dość potężnej ilości spożywanej energii. Podczas wyliczania kaloryczności moich całodziennych posiłków przestałam liczyć jak doszłam do 5000 kcal…

Fot. Flora Soos, CC BY 2.0