Całkiem wychowawczo

Jak rozmawiać z dziećmi o swojej poważnej chorobie?

Kami­la wyglą­da na pierw­szy rzut oka jak ktoś moc­no zmę­czo­ny. Sie­dzia­ła ze swo­ją córecz­ką na pocze­kal­ni przed gabi­ne­tem pedia­try. Tak jak u nas cho­ro­ba dopa­dła jej cór­kę aku­rat w week­end. Cze­ka­ły­śmy na swo­ją kolej i wymie­nia­ły­śmy poglą­dy na temat dzie­ci, przy­szło­rocz­nych zeró­wek i szkół. Jej cór­ka, Zosia, była w wie­ku Kini, więc i ona będzie mia­ła dyle­mat czy puścić dziec­ko do szko­ły czy zosta­wić w przed­szko­lu. W pew­nym momen­cie jej komór­ka zapisz­cza­ła. Kami­la prze­ro­si­ła i wycią­gnę­ła jakieś tablet­ki pudeł­ka, po czym popi­ła je wodą z butel­ki. W tym cza­sie Zosia zdą­ży­ła wyszcze­bio­tać do mnie: „Bo wiesz, moja mama jest cho­ra. Moc­no cho­ra”, po czym pobie­gła za Kinią oglą­dać gołę­bie, któ­re przy­kuc­nę­ły na para­pe­cie.

Kami­la wes­tchnę­ła cicho:
— Ach te dzie­ci, zawsze wszyst­ko wyga­da­ją. Ale wolę ją uczyć jak ma się zacho­wy­wać w przy­pad­ku np. jakie­goś ata­ku. Mam padacz­kę, muszę brać leki, cza­sem mam atak. Dziec­ko nie może się bać mojej cho­ro­by. Nie jest łatwo rodzi­co­wi przy­zwy­cza­ić dziec­ko do jego cho­ro­by, nie waż­ne ile to dziec­ko nie mia­ło­by lat.

Roz­ma­wia­ły­śmy dalej. Oka­za­ło się, że z powo­du wypad­ku samo­cho­do­we­go Kami­la ma uszko­dzo­ny płat mózgu i z tego powo­du dziś cier­pi na epi­lep­sję. Poza Zosią ma jesz­cze nasto­let­nie­go syna. On tak­że wie o jej cho­ro­bie, choć cię­żej było mu się przy­zwy­cza­ić do myśli, że mama może nie kon­tro­lo­wać w trak­cie ata­ku swo­je­go cia­ła. Dla Kami­li naj­trud­niej­szym było przed­sta­wie­nie cho­ro­by tak, by dzie­ci nie prze­stra­szy­ły się jej.
— Nie wiem któ­ra roz­mo­wa z synem była trud­niej­sza: o roz­mna­ża­niu czy o mojej cho­ro­bie – powie­dzia­ła Kami­la ze śmie­chem. — Wie­dzia­łam, że jeśli się będę wahać, wymi­gi­wać od odpo­wie­dzi na cza­sem trud­ne pyta­nia, to poja­wią się nie­po­trzeb­ne wąt­pli­wo­ści. Musia­łam być z dzieć­mi szcze­ra i dosto­so­wać ich poj­mo­wa­nie świa­ta do tego, jak wytłu­ma­czę im moją przy­pa­dłość. Zwy­kle pyta­ły mnie o róż­ne szcze­gó­ły po obie­dzie, kie­dy były w mia­rę spo­koj­ne, nie prze­ży­wa­ły już szko­ły czy przed­szko­la, a tyl­ko cie­szy­ły moją obec­no­ścią. Wyczu­cie cza­su do takich poważ­nych roz­mów też jest waż­ne.

Kami­la powie­dzia­ła mi na koniec bar­dzo waż­ną rzecz:
— Roz­mo­wa z dzieć­mi jest trud­na. Szcze­gól­nie, jeśli same­mu jesz­cze czu­je się strach czy złość na wła­sną cho­ro­bę. Ale od tego jak sama pora­dzisz sobie ze świa­do­mo­ścią cho­ro­by zale­ży tak­że jej prze­kaz. Mogą poja­wić się łzy, histe­ria, ale tak­że uści­ski i cału­sy. Tak napraw­dę może być to wszyst­ko naraz. Jeśli dzie­ci poczu­ją, że jesteś szcze­ra – zro­zu­mie­ją. I wszyst­ko mię­dzy wami będzie ok.

Kie­dy Kami­la weszła z Zosią do gabi­ne­tu lekar­skie­go, zosta­łam sama ze swo­imi myśla­mi. Przy­po­mnia­ła mi się sytu­acja ze stu­diów. Wyje­cha­łam na dwu­ty­go­dnio­wy staż do Nie­miec razem z inny­mi stu­den­ta­mi. Jed­na z dziew­cząt zaraz pierw­sze­go dnia oznaj­mi­ła wszem i wobec, że ma epi­lep­sję. Wyja­śni­ła nam, że jeśli zacznie się dziw­nie zacho­wy­wać, to mamy tyl­ko uwa­żać, by nie ude­rzy­ła się w gło­wę. Być może popro­si kogoś o pomoc kie­dy będzie zbli­żał się atak (wyczu­wa­ła to). Zapy­ta­ła, czy zgo­dzi­my się jej pomóc. Nikt nie zgło­sił sprze­ci­wu. Jej jasne przed­sta­wie­nie swo­je­go sta­nu zdro­wia pozwo­li­ło wszyst­kim spo­koj­nie prze­żyć atak, pomóc jej, by nie zro­bi­ła sobie krzyw­dy, pocze­kać, by doszła do sie­bie. To takie cięż­kie i pro­ste zara­zem.

Czy zna­cie kogoś z cięż­ką cho­ro­bą? Jak roz­ma­wiał o swo­jej przy­pa­dło­ści z bli­ski­mi?

Fot. Mr Think­tank, CC BY 2.0