Całkiem emigracyjnie

Życie w Belgii — Kiedy Polska to za mało

Holen­der! Zno­wu budzik nie zadzwo­nił! Co ja mam z tym tele­fo­nem! No tak, zdechł. Pew­nie zno­wu Nati mi roz­ła­do­wa­ła bate­rie, jak nie widzia­łam, że dopa­dła do smart­fo­na. Cią­gle tyl­ko piti i pipał* jej w gło­wie! Dobra, szyb­ko, dzie­ci wsta­wać, bo spóź­ni­my się do szko­ły! Dobrze, że mam samo­chód, pod­sko­czy­my do szko­ły, bo na auto­bus już nie zdą­ży­cie. Co? Chcesz kanap­kę? A z czym? Kieł­ba­sa z ket­chu­pem? Wyklu­czo­ne! I nie, nie kupisz sobie chip­sów! Tak Kiniu? Nie, nie będzie dziś fry­tek na obiad. Fryt­ki to nie obiad. Nie Nati, rower­kiem nie jedzie­my do szko­ły. Szyb­ko, szyb­ko, wycho­dzi­my… Ufff, uda­ło się! 2/3 sta­nu dzie­ci w ośrod­kach edu­ka­cyj­nych, 1/3 śpi. Czas na cie­płą kawę i pra­cę. Dziś, moi dro­dzy, dowie­cie się, że jed­nak fryt­ki to obiad, gofry to dobry pomysł na tort i wypeł­nie­nie kanap­ki, a nawet, że w kra­ju w mia­rę wol­nym i postę­po­wym, jak Bel­gia, w szko­le nie tyl­ko chip­sów się nie kupi, ale nawet przy­no­sić ich nie moż­na. Zapra­szam wraz z Mag­da­le­ną B-P, mat­ką dwóch nasto­la­tek i trzy­let­nie­go syna, na fla­mandz­ką wieś!

belgia7

Monio­wiec: Od kie­dy jesteś za gra­ni­cą i dla­cze­go?
Mag­da­le­na B-P: W Bel­gii jeste­śmy ponad 2 lata. Pierw­sze pół roku miesz­ka­li­śmy w sto­li­cy. Potem prze­nie­śli­śmy się na wieś, czy­li do zupeł­nie inne­go świa­ta. Bel­gia bowiem to oso­bli­wy kraj. Mały ale podzie­lo­ny na kil­ka regio­nów, w któ­rych obo­wią­zu­ją inne języ­ki urzę­do­we, inne pra­wa, a ludzie z poszcze­gól­nych regio­nów wza­jem­nie za sobą nie prze­pa­da­ją.
Wyje­cha­li­śmy z Pol­ski w poszu­ki­wa­niu lep­sze­go życia, pra­cy i szans na przy­szłość dla naszych pociech i chy­ba zna­leź­li­śmy to wszyst­ko.

belgia2

Monio­wiec: Co Cię zdzi­wi­ło na miej­scu?
Mag­da­le­na B-P: W Bel­gii cią­gle mnie coś dzi­wi i zaska­ku­je. Zwy­kle pozy­tyw­nie. Choć to też kwe­stia ogól­ne­go nasta­wie­nia – u mnie szklan­ka jest zwy­kle do poło­wy peł­na, a wsze­la­kie nowo­ści czy odmien­no­ści odbie­ram pozy­tyw­nie.

Pierw­sza rzecz, któ­ra była dla mnie zja­wi­skiem nie­co­dzien­nym, nowym i nie­sa­mo­wi­tym, to fakt, że na uli­cy jed­ne­go dnia mogłam spo­tkać ludzi z całe­go świa­ta. O Bruk­se­li mówi się cza­sem Wie­ża Babel i odda­je to dosko­na­le atmos­fe­rę tego mia­sta. Na uli­cy, w skle­pach, na przy­stan­kach usły­szysz roz­mo­wy pro­wa­dzo­ne po fran­cu­sku, nider­landz­ku, angiel­sku, pol­sku, chiń­sku, arab­sku, rosyj­sku, hisz­pań­sku, por­tu­gal­sku i w wie­lu innych języ­kach. Spo­tkasz ludzi w naj­róż­niej­szych kolo­rach skó­ry i w naj­dziw­niej­szych ubra­niach. Co istot­ne jeden dru­gie­mu się nie dzi­wi. No, może z wyjąt­kiem nowo przy­by­łych, jakim to osob­ni­kiem byłam ja 2 lata temu; w związ­ku z czym nie­mal z otwar­tą buzią patrzy­łam na ten kolo­ro­wy tłum.

Idąc dalej tą samą uli­cą zno­wu się dzi­wię, bowiem led­wie docho­dzę do przej­ścia do pie­szych, już sznu­ry aut po obu stro­nach się zatrzy­mu­ją. Z Pol­ski pamię­tam, że po 10-minu­to­wym ocze­ki­wa­niu na łaskę jakie­goś kie­row­cy trze­ba było prze­biec z dziec­kiem na ręku, by nie zostać prze­je­cha­nym albo co naj­mniej zwy­zy­wa­nym przez kie­row­ców. Mój głów­ny śro­dek trans­por­tu to rower i na dro­dze czu­ję się wyjąt­ko­wo bez­piecz­nie, bo w Bel­gii rowe­rzy­ści są świę­to­ścią (cza­sem aż do prze­sa­dy). Gdy ma się dzie­ci poru­sza­ją­ce się samo­pas na rowe­rach, czło­wiek ten fakt bar­dzo doce­nia.

belgia131

A pro­pos rowe­rów… Na począt­ku wrze­śnia, gdy odpro­wa­dza­łam moją 12-lat­kę idą­cą pierw­szy raz do szko­ły śred­niej, zdzi­wi­ła mnie ilość mło­dzie­ży dojeż­dża­ją­cej do szko­ły na rowe­rze. Tego nawet nie da się opo­wie­dzieć, to trze­ba było zoba­czyć. 10 minut przed dzwon­kiem dosłow­nie z wszyst­kich stron świa­ta, z każ­dej ulicz­ki w oko­li­cy szko­ły nad­jeż­dża­ją rowe­rzy­ści, set­ki uczniów w wie­ku od 3 do 18 lat plus rodzi­ce i dziad­ko­wie z pocie­cha­mi w fote­li­kach. Więk­szość w kami­zel­kach odbla­sko­wych, co daje efekt nie­ziem­ski. Tutaj dzie­ci i nauczy­cie­le czę­sto dojeż­dża­ją do szko­ły nawet po 10 kilo­me­trów na rowe­rach.

Kolej­na rzecz – ludzie w wie­ku mojej bab­ci, czy­li 80-lat­ko­wie, swo­bod­nie posłu­gu­ją się kom­pu­te­ra­mi, wysy­ła­ją mej­le, szu­ka­ją infor­ma­cji etc, jeż­dżą też auta­mi.

belgia10

I jesz­cze jed­na rzecz, któ­ra mnie zasko­czy­ła nie­zmier­nie — szko­ła. Cał­ko­wi­cie inna pod każ­dym wzglę­dem od pol­skiej. Nie zmie­nia się butów. Jest zakaz przy­no­sze­nia i/lub uży­wa­nia tele­fo­nów, table­tów i itp., jest zakaz przy­no­sze­nia chip­sów, cukier­ków i napo­jów innych niż woda, mle­ko i soki owo­co­we. Wszyst­kie dzie­ci od 2,5 do 18 lat sie­dzą w szko­le po 7 godzin, codzien­nie od 8.30 do 15.30, z wyjąt­kiem śro­dy, kie­dy lek­cje są tyl­ko do połu­dnia. W pod­sta­wów­ce nie ma pla­nu lek­cji. Są tyl­ko 2 prze­rwy, w tym jed­na godzin­na pod­czas któ­rej dzie­ci obo­wiąz­ko­wo bawią się na dwo­rze, nawet jak leje jak z cebra. Mogą też iść do domu na obiad.

belgia12

Monio­wiec: Jak bel­gij­ski port­fel odczu­wa codzien­ne zaku­py? Czy Bel­gia to dro­gi kraj do życia?
Mag­da­le­na B-P: Życie w Bel­gii wyda­je się być dia­bel­nie dro­gie, gdy porów­nu­je­my ceny z pol­ski­mi i prze­li­cza­my wszyst­ko na zło­tów­ki. Jed­nak zara­bia­jąc w euro i pła­cąc w euro patrzy się na to ina­czej. Tanio nie jest, jed­nak w porów­na­niu z Pol­ską to, moim zda­niem, i tak raj. Chleb kosz­tu­je śred­nio 2 euro za boche­nek (800g), czy prze­li­cza­jąc na pol­ską walu­tę to będzie 8 zetów – sza­leń­stwo, praw­da? Jed­nak tutaj to tyl­ko 2 euro, czy­li jak w Pol­sce 2 zło­te. Mle­ko UHT oko­ło 1 euro/litr – znaj­dzie­my i tań­sze i droż­sze – zale­ży od skle­pu i rodza­ju pro­duk­tu.

Ceny ben­zy­ny są zwy­kle iden­tycz­ne jak w Pol­sce. Choć bywa, że tu w Bel­gii jest taniej niż w PL. I to jest bar­dzo istot­na infor­ma­cja. My za jed­ną dniów­kę leje­my peł­ny bak. W Pol­sce na peł­ny bak mąż pra­co­wał (w tym samym zawo­dzie) oko­ło 2–3 tygo­dni. Dla­te­go tutaj spo­ro podró­żu­je­my, bo jest tanio, na tym baku robi­my prze­cież pra­wie 1000 km.

belgia14

Utrzy­ma­nie samo­cho­du jest tu dosyć dro­gie. Zasad­ni­czo opła­ca się mieć mały i nowy samo­chód, naj­wy­żej 5 let­ni. Gdyż w innym wypad­ku poda­tek może być powa­la­ją­cy. Im star­sze auto, im więk­szy sil­nik i na wię­cej osób zare­je­stro­wa­ne, tym poda­tek więk­szy (my za 15letnią, sze­ścio­oso­bo­wą maz­dę z 2.5l sil­ni­kiem pła­ci­li­śmy pra­wie 900 euro podat­ku na rok). Napra­wy i czę­ści też są bar­dzo dro­gie.

Wie­lu ludzi podró­żu­je tu też publicz­ny­mi środ­ka­mi komu­ni­ka­cji, bo połą­cze­nia są bar­dzo dobre, z tym, że auto­bu­sy czę­sto się spóź­nia­ją nie­ste­ty. Bile­ty wie­lo­prze­jaz­do­we, abo­na­men­ty mie­sięcz­ne, pół­rocz­ne, rocz­ne itp., pozwa­la­ją spo­ro zaosz­czę­dzić. Pocią­ga­mi dzie­ci do 12 lat podró­żu­ją za dar­mo, w auto­bu­sach jest za dar­mo do 6ciu lat. Przy czym mając bilet mie­sięcz­ny za 25 euro (są też np. rocz­ne za 90 euro) dzie­ci mogą jeź­dzić wszę­dzie, gdzie tyl­ko autobusy/tramwaje danej fir­my jeż­dżą, czy­li co naj­mniej po poło­wie kra­ju.

Miesz­ka­nie i opła­ty są dosyć dro­gie. Ceny miesz­kań są bar­dzo zróż­ni­co­wa­ne. Zale­żą od regio­nu i loka­li­za­cji. Na pew­no na wsi jest taniej niż w mie­ście, a i w mie­ście są dziel­ni­ce tań­sze i droż­sze. My np. wynaj­mu­je­my dość duży dom z ogro­dem na wsi za 750euro/miesiąc. Jed­nak w nie­któ­rych miej­scach za tą kwo­tę nawet stu­dio może być cięż­ko wyna­jąć. Jed­nak myślę, że za 600–700 euro ład­ne miesz­ka­nie 2 poko­jo­we da się zna­leźć, może nawet ume­blo­wa­ne. Ostat­nio dowie­dzia­łam się, że mając psa lub kota wyna­ję­cie miesz­ka­nia może być nie lada pro­ble­mem, gdyż zwy­kle wła­ści­cie­le nie życzą sobie zwie­rząt w miesz­ka­niu i to jest zawar­te w umo­wie. Istot­ne jest też, że przy wynaj­mo­wa­niu miesz­ka­nia trze­ba wpła­cić kau­cję w wyso­ko­ści 2-mie­sięcz­ne­go czyn­szu i to jest zwy­kle spo­ra kwo­ta dla nowo przy­by­łych.

belgia6

Za to miesz­ka­nie moż­na sobie tutaj bar­dzo tanio ume­blo­wać. Są bowiem sie­ci skle­pów z rze­cza­mi uży­wa­ny­mi, gdzie całe kom­ple­ty mebli moż­na nabyć za kil­ka­dzie­siąt euro. Są to skle­py np. krin­gwin­kel lub troc, któ­rych adre­sy moż­na zna­leźć w Inter­ne­cie. Znaj­dzie się tam nie tyl­ko meble, ale też zabaw­ki, ubra­nia, deko­ra­cje, książ­ki, pły­ty, AGD, tale­rze, kub­ki, miski etc.

Wyso­kość mie­sięcz­ne­go lub kwar­tal­ne­go abo­na­men­tu za prąd, gaz, wodę usta­la­na jest w zależ­no­ści od ilo­ści ludzi w miesz­ka­niu. Nas koniec roku jest roz­li­cze­nie, czy­li nad­pła­ta lub dopła­ta. Jest do wybo­ru po kil­ku dostaw­ców, któ­rzy mają zróż­ni­co­wa­ne ceny.

Do tego docho­dzi jesz­cze Inter­net-tele­wi­zja-tele­fon. Naj­tań­sze pakie­ty już za ok. 40 euro/mc, jed­nak przy wyż­szych abo­na­men­tach są np. dar­mo­we roz­mo­wy do Pol­ski, nie­li­mi­to­wa­ny Inter­net powy­żej 20Mb/s, dar­mo­we tele­fo­ny komór­ko­we z niskim abo­na­men­tem i inne tam baje­ry, zależ­nie od fir­my.

Odzież naj­le­piej kupo­wać pod­czas wyprze­da­ży let­nich i świą­tecz­nych. Wte­dy mar­ko­we rze­czy kupi­my za nie­wiel­kie pie­nią­dze, Myślę, że nie­jed­no­krot­nie taniej niż w Pol­sce. Ogól­nie jed­nak ubra­nia i obu­wie wyda­je mi się być droż­sze niż w Pol­sce, ale może dla­te­go, że nie ma tu tyle skle­pów z „chińsz­czy­zną” (u nas na pro­win­cji prak­tycz­nie nie ma takich wca­le, tyl­ko w dużych mia­stach), a w małych buti­kach to i w Pol­sce prze­cież nie tanio i chy­ba mniej „oka­zji”.

belgia16

Monio­wiec: Sko­ro jeste­śmy przy zaku­pach to co trze­ba wło­żyć do koszy­ka w super­mar­ke­cie, by ugo­to­wać bel­gij­skie dania?
Mag­da­le­na B-P: Bel­gia to kraj fry­tek, gofrów, piwa i cze­ko­la­dy. Fryt­ki, gofry i nale­śni­ki są dobre na każ­dą oka­zję. Na przy­ję­ciach uro­dzi­no­wych popu­lar­ne są nale­śni­ki lub gofry zamiast tor­tu – na tym usta­wia się świecz­ki. Fryt­ki z majo­ne­zem lub nale­śni­ki z cukrem to czę­sto jedy­na rzecz, jaką dziec­ko zosta­nie poczę­sto­wa­ne na przy­ję­ciu u kole­żan­ki. Jed­nak gofry to też dobre nadzie­nie do kanap­ki szkol­nej. Tak, krom­ka chle­ba-gru­by gofer lub lub ciast­ka mar­ki­zy – krom­ka chle­ba i to jest kanap­ka. Inny cie­ka­wy szkol­ny zestaw to słod­ka maśla­na buł­ka z wędli­ną. Kieł­ba­ski frank­fur­ter­ki pole­wa­ne mio­dem lub kanap­ki z sala­mi w zesta­wie z gorz­ką cze­ko­la­dą.

belgia15

Monio­wiec: Jak spę­dza wol­ny czas sta­ty­stycz­ny Belg?
Mag­da­le­na B-P: Cha­rak­te­ry­stycz­ną rze­czą (przy­naj­mniej we Flan­drii) bez wąt­pie­nia jest ruch i impre­zy. Bar­dzo popu­lar­ne jest tu bie­ga­nie i jaz­da rowe­rem. Spo­ty­kam co dnia dzie­siąt­ki bie­ga­czy i set­ki rowe­rzy­stów – dzie­ci, mło­dzi, bab­cie i dziad­ko­wie – bie­ga­ją, jeż­dżą kon­no lub na rowe­rach, spa­ce­ru­ją. Więk­szość dzie­ci nale­ży do jakie­goś klu­bu – pił­ka noż­na, judo, jeź­dziec­two, skau­ci, boks, tenis itd. Jak nie sport to zno­wu muzy­ka – instru­men­ty, taniec, śpiew. W tych wszyst­kich aka­de­miach i klu­bach są tyl­ko zwy­kle sym­bo­licz­ne opła­ty, bo pań­stwo wie­le finan­su­je.

A impre­zy? U nas we Flan­drii chy­ba każ­da potra­wa ma swo­je świę­to. Tak więc jest festyn fry­tek, festyn gofrów, festyn pie­ka­rzy, rzeź­ni­ków, piwa, spa­ghet­ti, mał­ży, piz­zy itp. To wszyst­ko po kolei w jed­nej gmi­nie przez cały rok. Do tego świę­tu­je się razem jakieś rocz­ni­ce chó­rów, szczu­dla­rzy, moto­cy­kli­stów i innych orga­ni­za­cji. Są też „ker­mi­sy”, czy­li odpo­wied­ni­ki pol­skich dni mia­sta czy gmi­ny, tyl­ko, że tu zwy­kle trwa­ją tydzień. Uro­dzi­ny to też waż­na oka­zja – świę­tu­ją dzie­ci i doro­śli. W sumie każ­da oka­zja jest dobra do zor­ga­ni­zo­wa­nia impre­zy i Fla­man­do­wie robią to z wiel­ką chę­cią i rado­ścią. Lubią się bawić. Co dla mnie waż­ne – piją przy tym spo­ro alko­ho­lu, ale się maso­wo nie upi­ja­ją w tru­pa jak w Pol­sce. Jak dotąd przez 2 lata nie widzia­łam ani razu pija­ne­go czło­wie­ka, któ­ry by nie mógł ustać na nogach (może aku­rat w takim dziw­nym miej­scu miesz­kam?).

belgia17

Monio­wiec: Czym róż­ni się wycho­wa­nie w Bel­gii? Two­je dzie­ci noszą pol­skie cza­pecz­ki?
Mag­da­le­na B-P: Odno­szę wra­że­nie, że Bel­go­wie wycho­wu­ją swo­je dzie­ci bar­dzo po moje­mu. Nie chu­cha­ją na nie za bar­dzo. Malu­chy – nawet takie kil­ku­ty­go­dnio­we — noszo­ne są w cien­kich ubran­kach, bez cza­pek i z goły­mi łap­ka­mi tak­że jesie­nią i wio­sną, a nie raz i w zimie (tu nie ma mro­zów ale bar­dzo duża wil­got­ność ). Star­sza­ki całą zimę cho­dzą w tramp­kach i z goły­mi noga­mi do szko­ły (w rybacz­kach lub kiec­kach) – moich córek nie wyłą­cza­jąc. Dzie­ci bawią się w kału­żach, tur­la­ją się w mar­cu po tra­wie, wła­żą na drze­wa, cza­sem spa­da­ją z nich. Ze szko­ły wra­ca­ją cza­sem brud­ne jak dzi­kie świ­nie, z obdar­ty­mi kola­na­mi i roz­kwa­szo­nym nosem i to jest rzecz nor­mal­na. Bo doro­śli powa­la­ją im być dzieć­mi i odkry­wać świat.

belgia11

12-lat­ki w Bel­gii dosta­ją już dowód oso­bi­sty i idą do śred­niej szko­ły, gdzie samo­dziel­nie muszą się dostać auto­bu­sem, pocią­giem lub na rowe­rze. W Bel­gii więc dwu­na­sto­la­tek musi być samo­dziel­ny i odpo­wie­dzial­ny, bo mamu­sia nie odpro­wa­dza go do szko­ły ani nie jeź­dzi gim­bu­sem – musi sam o sie­bie zadbać, wsiąść do wła­ści­we­go auto­bu­su lub pocią­gu o wła­ści­wej porze, prze­je­chać rowe­rem samo­dziel­nie przez zatło­czo­ne mia­sto, wró­cić samo­dziel­nie do domu. W Bel­gii o ósmej rano jesz­cze jest ciem­no a i o szes­na­stej też już zmrok zapa­da i mało­la­ty jeż­dżą do szko­ły po ciem­ku cza­sa­mi.

belgia8

Monio­wiec: Bel­gia w sumie nie jest tak strasz­nie dale­ko. Co war­to zabrać ze sobą, bo bra­ku­je Ci w skle­pach, by czuć się jak w domu?
Mag­da­le­na B-P: Przez pierw­sze dni mia­łam wra­że­nie, że tu w ogó­le nic nie ma z tego, co było mi potrzeb­ne. Na szczę­ście oka­za­ło się, że to wszyst­ko kwe­stia zna­jo­mo­ści języ­ka i wie­dzy, gdzie, co moż­na kupić i co się z czym je. Przy pierw­szej (i jedy­nej) wizy­cie w Pol­sce zro­bi­li­śmy sobie dłu­gą listę rze­czy do kupie­nia. W tym roku jechał mąż sam i gdy zapy­tał, co przy­wieść z Pol­ski, ja po dłu­gich roz­my­śla­niach stwier­dzi­łam ku swo­je­mu zdzi­wie­niu, że w sumie to nic nie potrze­bu­ję już z Pol­ski. Wszyst­ko znaj­du­ję na miej­scu, bo meto­dą prób i błę­dów odkry­łam róż­ne zamien­ni­ki. Do pol­skie­go skle­pu jeź­dzi­my cza­sem po kiszo­ne ogór­ki, bo tu nie ma (w Bruk­se­li moż­na kupić w Car­re­fo­urze), mąż lubi „swoj­ską” kieł­ba­sę to też tyl­ko pol­ski sklep. No i jesz­cze bia­ły ser w kost­kach. Jed­nak do „ruskich pie­ro­gów” kupu­ję ser grec­ki i nie widzę róż­ni­cy w sma­ku. Ser­ni­ków nie pie­kę, więc mi ten brak nie prze­szka­dza. Zresz­tą mam nie dale­ko gospo­dar­stwa mlecz­ne to mogę sobie kupić mle­ko i ser zro­bić, gdy­by potrze­ba naszła. Nie ma korze­nia pie­trusz­ki, ale jest seler. Ryby są bar­dzo dro­gie. Nie ma cze­ko­lad i cia­stek z nadzie­niem innym niż kaka­owe, kar­me­lo­we i wani­lio­we (cza­sem koko­so­we są). Nie ma kaszy jęcz­mien­nej ale jest psze­nicz­na. Nie­któ­re pro­duk­ty mają inne wła­ści­wo­ści np. kasz­ki Nestle, kost­ki knorr – zupeł­nie inne w Pol­sce niż tu (w Pol­sce lep­sze w sma­ku), ale to kwe­stia przy­zwy­cza­je­nia. Chleb sma­ku­je zupeł­nie ina­czej – nie mogłam się przy­zwy­cza­ić, ale z kolei nie sma­ku­je mi pol­ski (nawet ten daw­niej ulu­bio­ny). War­to wie­dzieć, że na wsiach rol­ni­cy sprze­da­ją prze­róż­ne warzy­wa, mle­ko, jaja, miód i moż­na kupić to wie­le taniej niż w skle­pach. Przy­kła­do­wo ziem­nia­ki 5 euro za 25 kilo­wy worek, pod­czas gdy w skle­pie to i 4 euro za kilo.

Uwa­żam że to wszyst­ko kwe­stia przy­zwy­cza­je­nia i potrzeb indy­wi­du­al­nych. Wie­lu Pola­ków nie wyobra­ża sobie życia bez pol­skie­go jedze­nia, nie­któ­rzy nawet cukier i mąkę kupu­ją w pol­skich skle­pach, jed­nak, moim zda­niem, nie ma żad­nej róż­ni­cy w tego typu pro­duk­tach. W każ­dym bądź razie w dużych mia­stach są pol­skie skle­py więc nie trze­ba tasz­czyć wszyst­kie­go z Pol­ski.

belgia5

Monio­wiec: Jak Pola­cy są postrze­ga­ni w Bel­gii?
Mag­da­le­na B-P: Pola­cy chy­ba w więk­szo­ści kra­jów postrze­ga­ni są czę­sto nie­ste­ty przez pry­zmat „naszych” zbi­rów, nie­ro­bów i dar­mo­zja­dów, któ­rzy „pra­cu­ją” co dnia na dwor­cach, lot­ni­skach i innych tego typu oko­li­cach na opi­nię o nas chle­jąc piw­sko, prze­kli­na­jąc, krad­nąc i demo­lu­jąc wszyst­ko co się da. Tego, któ­ry pra­cu­je co dnia uczci­wie, sys­te­ma­tycz­nie pła­ci rachun­ki, cho­dzi z dzieć­mi do par­ku i na plac zabaw prze­cież nikt nie zauwa­ży, bo jest tacy jak inni, nor­mal­ny; pew­nie więk­szość nawet nie wie, że aku­rat jest z Pol­ski, nikt go więc nie zapa­mię­ta i z tym kra­jem nie będzie koja­rzył. Dra­ni owszem. I stąd potem pro­ble­my.

Bel­go­wie nie chcą cza­sem wynaj­mo­wać miesz­kań Pola­kom, nie chcą zatrud­niać Pola­ków, bo boją się roz­ró­by. Nie dalej jak w zeszłym tygo­dniu o pol­skich kibi­cach pisa­ły wszyst­kie gaze­ty, sprze­daw­com i wła­ści­cie­lom restau­ra­cji zale­ca­no zamknię­cie skle­pów i restau­ra­cji w mie­ście, do któ­re­go mie­li przy­być. Ostrze­ga­li, że Pola­cy piją, krad­ną i nisz­czą. W takich momen­tach napraw­dę wstyd i strach się przy­zna­wać do pocho­dze­nia. Jed­nak poza taki­mi głu­pi­mi incy­den­ta­mi jest w porząd­ku.

belgia4

Bel­go­wie są bar­dzo ostroż­ni w sto­sun­ku do obcych. Musi­my ich prze­ko­nać, że jeste­śmy pra­co­wi­ci i uczci­wi, no i przede wszyst­kim – o czym wie­lu zada­je się nie pamię­tać lub nie wie­dzieć – musi­my dosto­so­wać się do ich zasad, bo to my jeste­śmy u nich gość­mi a nie odwrot­nie. Próż­no ocze­ki­wać, że Belg będzie się uczył pol­skie­go, pol­skich zasad, spro­wa­dzał do skle­pów pol­skie pro­duk­ty, bo jakaś pol­ska rodzi­na wła­śnie się spro­wa­dzi­ła do wsi czy dziel­ni­cy. A mam wra­że­nie, że nie­któ­rzy Pola­cy tego wła­śnie ocze­ku­ją i mają pre­ten­sje, że Bel­go­wie każą im się uczyć tutej­sze­go języ­ka, tutej­sze­go pra­wa, tutej­szych zwy­cza­jów, że nie pozwa­la­ją dzie­ciom mówić po pol­sku w szko­le. Trzy­ma­jąc się tyl­ko z Pola­ka­mi, mówiąc o tubyl­cach same nie­do­bre rze­czy, nie chcąc się uczyć języ­ka, dzi­wią się, że Bel­go­wie nie trak­tu­ją ich jak przy­ja­ciół, jak swo­ich. No cie­ka­we cze­mu…?

Jed­nak Fla­man­do­wie – jako naród pra­co­wi­ty i uczci­wy – doce­nia­ją pra­co­wi­tych i odpo­wie­dzial­nych pra­cow­ni­ków bez w wzglę­du na ich pocho­dze­nie. Gdy się prze­ko­na­ją, że jed­nak nie mamy „typo­wo pol­skich cech” (pijań­stwo, cham­stwo, zło­dziej­stwo) bar­dzo chęt­nie się zaprzy­jaź­nia­ją.

Jed­no, cze­go na pew­no bra­ku­je, to rze­tel­nych, dokład­nych infor­ma­cji o tym kra­ju poda­nych w języ­ku pol­skim. W Inter­ne­cie są tyl­ko pod­sta­wo­we infor­ma­cje i to nie zawsze praw­dzi­we albo nie­ak­tu­al­ne. Teraz jestem w sta­nie dowie­dzieć się pra­wie wszyst­kie­go w języ­ku nider­landz­kim, ale na począt­ku było bar­dzo cięż­ko.

belgia9

* Słow­ni­czek:
Piti – Kit­ty, kotek
Pipał — pił­ka


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.