Całkiem emigracyjnie

Życie na Islandii — Kiedy Polska to za mało

Są miej­sca na zie­mi, gdzie sty­ka­ją się kon­tra­sty: ogień i lód, suro­wość kamie­nia i ulot­ność pary wod­nej, pro­sto­ta życia z trud­no­ścią wysła­wia­nia się w języ­ku tubyl­ców. Są ludzie, któ­rzy są dla sie­bie zarów­no kon­tra­stem jak i dopeł­nie­niem. Jak Dia­na i Damian? Być może. W koń­cu to oni, Roman­tic Vaga­bonds, nie­zwy­kłą podróż­ni­cza para, poka­że Wam swo­imi oczy­ma jak wyglą­da życie na Islan­dii (wpa­daj­cie też na ich kanał na YT: roman­ti­cva­ga­bonds na coty­go­dnio­we vlo­gi).

Kon­fa­bu­la: Od kie­dy jeste­ście miesz­kań­ca­mi Islan­dii?
Roman­tic Vaga­bonds: Do Islan­dii prze­pro­wa­dzi­li­śmy się dokład­nie 31 sierp­nia 2016 roku. Nie wypro­wa­dzi­li­śmy się z Pol­ski ponie­waż bra­ko­wa­ło nam pie­nię­dzy lub dla­te­go, że nie widzie­li­śmy per­spek­tyw w naszym kra­ju. Od lat pro­wa­dzi­my podróż­ni­czy tryb życia i byli­śmy prze­ko­na­ni, że zaraz po ukoń­cze­niu stu­diów wyru­szy­my w podróż dooko­ła świa­ta. Jed­nak zda­li­śmy sobie spra­wę, że faj­nie było­by mieć rów­nież dom, do któ­re­go będzie się wra­cać z każ­dej pere­gry­na­cji. Chcie­li­śmy w tym samym cza­sie spró­bo­wać zaspo­ko­ić te dwie potrze­by i zde­cy­do­wa­li­śmy się na emi­gra­cję.

Wybra­li­śmy Islan­dię, ponie­waż znaj­du­je się ona sto­sun­ko­wo bli­sko Pol­ski, jest to kraj bez­piecz­ny, obfi­tu­ją­cy w wie­le atrak­cji tury­stycz­nych, gdzie żyje się bli­sko natu­ry i w któ­rym ludzie są wylu­zo­wa­ni.

Kon­fa­bu­la: Każ­dy kraj ma swo­je wady i zale­ty. Co waz zdzi­wi­ło nega­tyw­nie i pozy­tyw­nie pod­czas miesz­ka­nia na tej wyspie?
Roman­tic Vaga­bonds: Jest kil­ka rze­czy, na któ­re zwró­ci­li­śmy uwa­gę i któ­re nas zdzi­wi­ły – zarów­no pozy­tyw­nie, jak i nega­tyw­nie.

Naj­faj­niej­sze jest to, że życie na wyspie jest napraw­dę spo­koj­ne i ludzie pod­cho­dzą do nie­go na luzie, two­rząc tym samym bez­stre­so­wą atmos­fe­rę – to napraw­dę zre­lak­so­wa­ny naród. Island­czy­cy dają duży kre­dyt zaufa­nia, są pomoc­ni, nigdzie się nie spie­szą i dzię­ki temu z dużą łatwo­ścią uda­je nam się zała­twiać naj­róż­niej­sze rze­czy. Miesz­kań­cy wyspy są oso­ba­mi lubią­cy­mi kul­ty­wo­wać swo­je tra­dy­cje i pod­kre­śla­ją to na każ­dym kro­ku. Są rów­nież oso­ba­mi bar­dzo towa­rzy­ski­mi, lubią­cy­mi spo­ty­kać się ze zna­jo­my­mi, pie­lę­gno­wać przy­jaź­nie, a jed­no­cze­śnie sza­nu­jąc przy tym pry­wat­ność dru­giej oso­by. Wyda­je się, że nie są oni zbyt wścib­scy czy nachal­ni.

Z dru­giej stro­ny mamy wra­że­nie, że Island­czy­cy z tym wylu­zo­wa­nym podej­ściem do życia cza­sa­mi prze­sa­dza­ją. Beka­nie w miej­scach publicz­nych, czy cho­dze­nie w samych kla­pach (nawet zimą) i cza­sem nie­chluj­ny wygląd nie powin­no dzi­wić. Czę­sto popeł­nia­ją (nie­umyśl­nie) pomył­ki np. w skle­pach czy urzę­dach, co jest oczy­wi­ście zwią­za­ne z ogól­nym roz­le­ni­wie­niem. Podej­ście do zwie­rząt rów­nież jest dosyć spe­cy­ficz­ne. Trud­no uzy­skać pozwo­le­nie na posia­da­nie psia­ka lub kota w miesz­ka­ni. Tutaj rów­nież nigdzie się nie ukry­jesz. To bar­dzo mały naród, każ­dy zna każ­de­go, więc trze­ba pamię­tać, że wszyst­kie powie­dzia­ne w sekre­cie tajem­ni­ce i tak w koń­cu ujrzą świa­tła dzien­ne­go.

Kon­fa­bu­la: Jak pod wzglę­dem finan­so­wym wyglą­da życie w Rey­kja­vi­ku?
Roman­tic Vaga­bonds: Życie w Islan­dii jest dro­gie, cho­ciaż zara­bia­jąc tutaj może­my sobie pozwo­lić na dużo wię­cej, niż jak­by­śmy zara­bia­li i żyli w Pol­sce. Na razie żyje­my z naj­niż­szej kra­jo­wej (310 000 koron brut­to) i miesz­ka­jąc w dwój­kę pra­wie cała jed­na pen­sja idzie na opła­tę miesz­ka­nia (6000 zł), rachun­ki (130 zł), Inter­net (300 zł), bile­ty auto­bu­so­we (870 zł) i inne comie­sięcz­ne wydat­ki. Dru­ga wypła­ta idzie na jedze­nie oraz… meble, bo wciąż jeste­śmy na eta­pie urzą­dza­nia się. Podat­ki są okrop­ne, ale dla świę­te­go spo­ko­ju o pie­nią­dzach na Islan­dii się nie roz­ma­wia.

Pro­duk­ty spo­żyw­cze potra­fią być dużo droż­sze niż w Pol­sce, bo np. za boche­nek chle­ba wyda­my 15 zł, a za litr mle­ka 8 zł. Jed­nak są też takie, któ­rych ceny zupeł­nie nie powa­la­ją z nóg — np. za 1 kg maka­ro­nu pen­ne wyda­my zale­d­wie 6 zł.

Naj­dro­żej wycho­dzi tutaj wyna­jem miesz­ka­nia. Za dwu­po­ko­jo­we miesz­ka­nie, na obrze­żach Rey­kja­vi­ku, pła­ci się mie­sięcz­nie ponad 6000 zł. Kie­dy zaczy­na­my wynaj­mo­wać miesz­ka­nie, trze­ba pamię­tać rów­nież o tym, że nale­ży wpła­cić kau­cję w wyso­ko­ści dwóch lub nawet trzech czyn­szów, czy­li na wstęp­nie może­my wydać oko­ło 18000 zł. Jeże­li nawet posia­da­my takie pie­nią­dze, to zna­le­zie­nie wol­ne­go miesz­ka­nia lub poko­ju, czę­sto gra­ni­czy z cudem. My aku­rat jeste­śmy tymi szczę­ścia­rza­mi, któ­rzy wyna­ję­li miesz­ka­nie po nie­ca­łych 3 tygo­dniach poby­tu na wyspie.

Kon­fa­bu­la: Co jest cha­rak­te­ry­stycz­ne w Islan­dii i Island­czy­kach?
Roman­tic Vaga­bonds: Island­czy­cy jedzą głów­nie ryby i bara­ni­nę. Mają rów­nież mnó­stwo szklar­ni, w któ­rych upra­wia­ją wie­le warzyw i owo­ców. Są oni rów­nież jed­nym z euro­pej­skich pro­du­cen­tów… bana­nów!

Jak już wspo­mnie­li­śmy, miesz­kań­cy wyspy mają bar­dzo wylu­zo­wa­ne podej­ście do życia (cza­sem, aż za bar­dzo), co obja­wia się m.in. w spo­so­bie wycho­wa­nia dzie­ci (są one nie­sa­mo­wi­cie eks­pre­syj­ne i gło­śne), a tak­że w tym, że nagość nie robi tu nawet naj­mniej­sze­go wra­że­nia.

Island­czy­cy są dosyć leni­wy­mi ludź­mi i nie przy­wią­zu­ją dużej wagi do porząd­ku. Mają swo­je przy­zwy­cza­je­nia, jak np. bez­ce­lo­we prze­jażdż­ki samo­cho­do­we, czy nało­go­we jedze­nie lodów i słyn­nych tutaj hot-dogów.

Kon­fa­bu­la: Jak postrze­ga­ni są tu Pola­cy?
Roman­tic Vaga­bonds: Każ­dy Island­czyk ma przy­ja­cie­la Pola­ka. Jeste­śmy naj­więk­szą gru­pą etnicz­ną na wyspie. Tutaj nas lubią, cenią i sza­nu­ją. Postrze­ga­ją nas za oso­by cięż­ko i dobrze pra­cu­ją­ce. Doce­nia­ją rów­nież pol­ską kuch­nię i pol­skie pro­duk­ty. W Rey­kja­vi­ku jest kil­ka pol­skich skle­pów, a we wszyst­kich (nawet w tych islandz­kich) moż­na kupić Prin­ce Polo i ogór­ki kiszo­ne.

Kon­fa­bu­la: Prze­pro­wa­dzi­li­ście się na Islan­dię na sta­łe. Co zro­bi­li­by­ście teraz ina­czej pla­nu­jąc prze­pro­wadz­kę?
Roman­tic Vaga­bonds: Jeże­li pla­nu­je się prze­pro­wadz­kę do Islan­dii, to napraw­dę war­to zaopa­trzyć się w ulu­bio­ne kosme­ty­ki. Na wyspie wybór jest mały, czę­sto trud­no dostęp­ny, a poza tym, na począt­ku ceny napraw­dę prze­ra­ża­ją, zwłasz­cza, że odru­cho­wo wszyst­ko prze­li­cza się na zło­tów­ki. War­to rów­nież pamię­tać, aby spa­ko­wać do waliz­ki, jak naj­wię­cej cie­płych, spor­to­wych ubrań, bo tutaj trze­ba być przy­go­to­wa­nym na wyjąt­ko­wo zmien­ną pogo­dę. My bar­dzo żału­je­my, że nie uda­ło nam się zmie­ścić do waliz­ki zgrzew­kę wody mine­ral­nej, co może wyda­wać się dosyć śmiesz­ne. Choć Islan­dia ma jed­ną z naj­czyst­szych wód na świe­cie i nie moż­na mieć żad­nych zaża­leń, co do jej sma­ku, to jed­nak nie ma to jak woda z pol­skie­go uzdro­wi­ska!

Kon­fa­bu­la: Naj­śmiesz­niej­sza sytu­acja zwią­za­na z życiem w Rey­kia­vi­ku to…
Roman­tic Vaga­bonds: W pierw­szym mie­sią­cu nasze­go poby­tu, jed­na pani Island­ka nie mogła dać wia­ry, że… Damian nie jest Island­czy­kiem.

Fot. 1–7 Roman­toc Vaga­bonds, 8–9 Mała i Duży w podró­ży


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.