Całkiem poradnikowo

Lato bliżej niż myślisz — 10 prostych rad dla odchudzających się

Nie­wąt­pli­wie lustro mi się wypa­czy­ło albo wzrok zaostrzył. Pio­rę też w zbyt wyso­kiej tem­pe­ra­tu­rze, bo ciu­chy się skur­czy­ły. Ale cze­mu na tył­ku, a w cyc­kach nie? No nie­moż­li­we, bym przy­ty­ła! Prze­cież jem tyle co wró­be­lek (czy­taj: małe kęsy ale cały czas). W popło­chu spo­glą­dam na kalen­darz. Do lata zosta­ło cał­kiem nie­wie­le, na sił­kę i tak nie mam jak wysko­czyć, po ostat­nim base­nie tydzień wal­czy­łam z prze­zię­bie­niem, a ze zdro­we­go jedze­nia mam pokrzy­wo­wą her­ba­tę i czar­ne­go już bana­na. Hmmm, a może sko­rzy­stać z zawsze dobrych i pro­stych rad dla odchu­dza­ją­cych się? Są takie?

Na począ­tek szyb­ko prze­ana­li­zo­wa­łam swo­je menu. Codzien­ny chleb z dże­mem, jakiś obiad, buł­ka w bie­gu na przy­sta­nek, póź­na kola­cja. Nie jest dobrze. Kal­ku­la­tor kalo­rii on-line, zamiesz­czo­ny na jakiejś stro­nie inter­ne­to­wej, bole­śnie uzmy­sła­wia mi, że w dni, kie­dy czu­ję się mimo wszyst­ko głod­na (bo jem dużo a rzad­ko) pochła­niam nawet 5000 kalo­rii. Tak, nie zro­bi­łam lite­rów­ki. Słow­nie: pięć tysię­cy! Jak­bym jesz­cze kopa­ła ogró­dek lub kar­czo­wa­ła las sie­kie­rą a nie piłą moto­ro­wą, to rozu­miem zapo­trze­bo­wa­nie ener­ge­tycz­ne orga­ni­zmu. Zro­zu­mia­łe było­by tez posia­da­nie tasiem­ca, nie­mniej jed­nak nie­na­wi­dzę suro­we­go mię­sa, a w goto­wa­nym to nic się nie ucho­wa.

Oczy­wi­ście moż­na sto­so­wać die­tę MŻ (mniej żreć) czy wcze­śniej­sze wsta­wa­nie… od sto­łu, ale nie samym chle­bem czło­wiek żyje. Poza nim są jesz­cze sło­dy­cze, pysz­na szyn­ka pro­sciut­to, ser z zie­lo­ny­mi nitecz­ka­mi ple­śni, lody cze­ko­la­do­we, soczy­ste owo­ce i chru­pią­ce chip­sy… Stop! A co z try­bem życia? Owszem, codzien­ny spa­cer jest, ale to nie wyczy­no­we mara­to­ny niczym Korze­niow­ski. Potrze­ba mat­ką wyna­laz­ku, zapra­szam więc na fit­ness po moje­mu!

Do ćwi­czeń pro­po­no­wa­nych ze mną potrze­ba cza­sem pew­nych rekwi­zy­tów: dziec­ka czy sia­tek z zaku­pa­mi. Myślę, że każ­da sza­nu­ją­ca się mat­ka posia­da jakieś. Jeśli nie — dziec­ko zastą­pi zgrzew­ka cukru (10 kg). Zatem, do dzie­ła:

1. zakupy

Naj­le­piej, gdy miesz­ka­my w wie­żow­cu, a win­da nie dzia­ła. W jed­ną rękę bie­rze­my zaku­py, w dru­gą dziec­ko i heja na pię­tro. Im wyżej miesz­kasz, tym lepiej. Miesz­kasz na par­te­rze? Idź wywie­sić pra­nie do suszar­ni na ostat­nim pie­trze, skocz po ziem­nia­ki do piw­ni­cy, wyrzuć śmie­ci, naj­le­piej pose­gre­go­wa­ne: wszyst­ko z dziec­kiem na ręku. Zawsze możesz się wybrać do skle­pu na dru­gim koń­cu mia­sta. Oczy­wi­ście pie­szo.

2. lodówka

Lodów­ka powin­na znaj­do­wać się jak naj­da­lej nas. Ja mam w innym pomiesz­cze­niu niż kuch­nia. Zmu­sza to do bar­dzo czę­stych spa­ce­rów, a cza­sa­mi zwy­czaj­nie ode­chcie­wa się wstać z kana­py. Oczy­wi­ście, posia­da­jąc tak zaawan­so­wa­ną skle­ro­zę jak ja, spa­ce­ry są jesz­cze częst­sze. Dodat­ko­wym atu­tem prze­ma­wia­ją­cym na korzyść kształ­tu nasze­go tył­ka jest zawar­tość lodów­ki. Do zrzu­ce­nia zbęd­nych kilo­gra­mów lodów­ka powin­na zawie­rać świa­tło. Nawet nie musi ono dzia­łać, zaosz­czę­dzisz. Jeśli masz zamiar jed­nak coś zjeść, to nie spa­cer do lodów­ki będzie Cię cze­kać, tyl­ko do skle­pu. Naj­le­piej jeśli przy oka­zji popeł­nisz pkt. 1.

3. spacery

Jeśli nie­na­wi­dzisz bie­gać, jak ja, a do tego nie bar­dzo masz moż­li­wość peda­ło­wa­nia na jed­no­śla­dzie, pole­cam spa­ce­ry. Z dziec­kiem, rzecz jasna! Żeby utrud­nić zada­nie pole­cam zabra­nie jesz­cze jakie­goś dziec­ka, może być wła­sne, sąsia­da, kole­ga z przed­szko­la czy żłob­ka. Dobrze, jeśli jed­no dziec­ko wyma­ga woże­nia w wóz­ku. Dodat­ko­wym atu­tem będzie zwie­rzę wypro­wa­dza­ne na smy­czy: pies, kot, świn­ka, kró­lik. Z taką armią spa­cer jest trud­niej­szy niż wspi­nacz­ka gór­ska i nor­dic wal­king razem wzię­te. Ręce ćwi­czy­my pod­czas popy­cha­nia wóz­ka, szar­pa­nia się z psem wcho­dzą­cym w krzaki/kotem na drzewo/świnią w szkodę/królikiem na zasra­ne traw­ni­ki, nama­wia­nia dziec­ka (czy­taj: cią­gnię­cia wierz­ga­ją­ce­go potom­ka) na obra­nie tego same­go kie­run­ku. Nogi pod­czas gonie­nia nie­sfor­ne­go człon­ka gro­ma­dy, obo­jęt­nie jakie­go, wszyst­kie zwie­wa­ją, gdy tyl­ko odwró­cisz wzrok lub zaga­dasz się z kole­żan­ką. W dro­dze powrot­nej nie zapo­mnij o pkt. 1!

4. samochód

Gra­tu­lu­je­my, masz samo­chód! Nie sprzy­ja on jed­nak Two­je­mu zdro­wiu. Wia­do­mo, wożo­na nim dupa oso­ba może zwięk­szyć noszo­ny roz­miar o wie­le łatwiej niż ta, któ­ra pre­fe­ru­je spa­ce­ry (patrz pkt. 3). Jak temu prze­ciw­dzia­łać? Wystar­czy nie tan­ko­wać pali­wa. Dodat­ko­wą gotów­kę, któ­rą w ten spo­sób zaosz­czę­dzi­my, prze­zna­cza­my na jakiś sport, nie­ko­niecz­nie na zaku­py spo­żyw­cze.
Jeśli boisz się stró­żów pra­wa, możesz zary­zy­ko­wać nie­wy­ku­pie­nie OC samo­cho­du, nie­do­ko­na­nie regu­lar­ne­go prze­glą­du. Strach przed wykry­ciem spo­wo­du­je, że polu­bisz spa­ce­ry.
Jeśli lubisz mieć nóż na gar­dle, znajdź ron­do z foto­ra­da­rem i w godzi­nach naj­mniej­sze­go ruchu pojeź­dzij z pręd­ko­ścią 10 km więk­szą, niż prze­pi­sy regu­lu­ją. Z godzi­na wystar­czy. Po otrzy­ma­niu zesta­wu fotek i prze­kro­cze­niu punk­tów kar­nych dal­sza jaz­da nie będzie już potrzeb­na. Mimo wszyst­ko nie nama­wiam do tak dra­stycz­nych i łamią­cych pra­wo środ­ków.
Dodat­ko­wo: zosta­wia­jąc samo­chód w spo­ko­ju na jakiś czas sta­jesz się eko!

5. finansowa beztroska

Nie noś przy sobie pie­nię­dzy i kar­ty ban­ko­wej. Dzię­ki temu pro­ste­mu tri­ko­wi nie kupisz byle głu­po­ty jak tyl­ko dopad­nie Cię głód na mie­ście, a jak będziesz chcia­ła to wra­casz do domu po port­fel. Dzię­ki temu każ­de zaku­py (patrz: pkt. 1) dokład­nie zapla­nu­jesz.

6. zabawy z dzieckiem

Tur­laj się z dziec­kiem w lnia­nej koszuli/spodniach. Dzię­ki odpo­wied­niej ilo­ści zgięć koń­czyn będziesz musia­ła ubra­nie pra­so­wać dwa razy, a daw­ka śmie­chu dodat­ko­wo ujędr­ni mię­śnie brzu­cha. Zimą — cią­gnij san­ki, latem — pchaj rowe­rek. Już o takich oczy­wi­stych oczy­wi­sto­ściach jak zaba­wa w ber­ka czy pił­kę nie muszę wspo­mi­nać, praw­da?

7. wieszanie prania

Jeśli nie posia­dasz suszar­ni, a masz moż­li­wość wywie­sze­nia pra­nia na bal­ko­nie czy podwórku/pod blo­kiem, spryt­nym spo­so­bem na zwięk­sze­nie wysił­ku jest roz­wie­sze­nie go bez uży­wa­nia kla­me­rek. Wybierz­my w tym celu jak naj­bar­dziej wietrz­ny dzień. Po jakiejś godzi­nie (kie­dy to możesz iść na zaku­py, patrz pkt. 1 lub spa­cer pkt. 3) możesz bez­tro­sko pobie­gać po oko­li­cy w poszu­ki­wa­niu fru­wa­ją­cych czę­ści gar­de­ro­by. Przy odro­bi­nie szczę­ścia pra­nie będziesz musia­ła robić jesz­cze raz.

8. dieta

Oczy­wi­ście zrów­no­wa­żo­na i zdro­wa. Nie zapo­mi­naj­my o jedze­niu mię­sa, a nie tyl­ko tego zie­lo­ne­go z warzyw­ni­ka — wszak­że chcesz wyglą­dać jak kro­wa czy tygry­si­ca? Jeśli jesz mię­so, bądź praw­dzi­wym dra­pież­ni­kiem i polu­jesz na nie sama. Nie cho­dzi tu wca­le o otwar­cie nowej Bie­dron­ki i panicz­ny mara­ton do dzia­łu z pro­mo­cyj­nym asor­ty­men­tem, lecz praw­dzi­wą goni­twę za żywym dro­biem z wol­ne­go wybie­gu. Do bie­gu, goto­wi, start!
Pole­cam tak­że wszel­kie meto­dy detok­sy­ka­cji. Na mnie dzia­ła picie spo­rych ilo­ści kefi­ru. Uwa­żaj­my tyl­ko, by WC było zawsze bli­sko.

9. TV

Naj­lep­szym roz­wią­za­niem było­by wybra­nie innej czyn­no­ści niż oglą­da­nie kolej­ne­go tasiem­ca czy pseu­do-doku­men­tu, jed­nak nagły odwyk nie jest wska­za­ny. Daw­ku­je­my wiec pro­gra­my tele­wi­zyj­ny w zdro­wy, old­scho­olo­wy spo­sób: rezy­gnu­je­my z pilo­ta. Dla mania­ków: wystar­czy zwy­czaj­ne wycią­gnię­cie bate­rii. Jak nie podo­ba się aktu­al­ny seans, trze­ba pod­nieść co trze­ba i podejść do odbior­ni­ka. Tam zwy­kle nadal znaj­du­je się guzi­czek prze­łą­cza­ją­cy kana­ły.

10. sen

Dłu­gi sen to nie tyl­ko popra­wia zdro­wia, ale i radość. Tak­że ze zrzu­co­nych kilo­gra­mów. Sen rodzi­ca bywa jed­nak wiel­ką nie­wia­do­mą. Jeśli cier­pisz na jego nie­do­sta­tek, rób co możesz, by zdrzem­nąć się kie­dy moż­na: pod­czas dzien­ne­go snu dziec­ka, cze­ka­nia w samo­cho­dzie na wra­ca­ją­ce­go z zajęć poza­lek­cyj­nych star­sza­ka, w kor­ku po pra­cy (zatrą­bią by Cię obu­dzić), w auto­bu­sie (nie okrad­ną Cię, patrz pkt. 5). Pamię­taj: śpisz — nie jesz!
Za cza­sów stu­denc­kich zna­jo­my miał dość kon­tro­wer­syj­ny spo­sób odchu­dza­nia. Pole­gał on na wypi­ciu spo­rej ilo­ści tanie­go alko­ho­lu, dzię­ki cze­mu nie tyl­ko bło­go spał, ale miał przez cały kolej­ny dzień jadło­wstręt. Spo­sób tani, bo na taka die­tę wda­wał dzien­nie tyl­ko 5 zł (tle wte­dy kosz­to­wa­ło naj­tań­sze wino). Nie­mniej jed­nak przy dzie­ciach ten spo­sób nie jest pole­ca­ny.