Do trzech razy sztuka: Trzy

Do trzech razy sztuka: Trzy Image

Do trzech razy sztuka: Trzy

By­łam przy­go­to­wa­na. Tor­ba spa­ko­wa­na, ter­min mi­nął, zna­jo­my, któ­ry za­opie­ku­je się dzieć­mi, pod te­le­fo­nem. Nie­dzie­la, ko­niec wrze­śnia 2013 roku. Pierw­sze skur­cze obu­dzi­ły mnie o 4:11, ale były tak rzad­kie, co 20–30 mi­nut, że w koń­cu usnę­łam i o 6:00 obu­dzi­ła mnie cór­ka. Da­lej mia­łam skur­cze, ale wy­da­wa­ły mi się na­dal za sła­be i za rzad­ko. Zja­dłam więc śnia­da­nie, da­łam jeść dzie­ciom, wsta­wi­łam pra­nie (a jak!), ogól­nie się ogar­nę­łam, zro­bi­łam obiad, bo mie­li­śmy mieć dziś gości.

Pod­czas sprzą­ta­nia po ca­łym tym go­to­wa­niu stwier­dzi­łam, że upier­dli­we te skur­cze, więc za­czę­łam je za­pi­sy­wać w apli­ka­cji na te­le­fon. Ży­je­my w cza­sach, gdy na­wet są pro­gra­my dla smart­fo­nów li­czą­ce dłu­gość i czę­sto­tli­wość skur­czy. Po­le­cam! Je­den skurcz trwa 40 se­kund, po 15 mi­nu­tach ko­lej­ny po­dob­nie, po­tem po 7, po­tem po 5, po­tem zno­wu 7 i 5…

Mąż się obu­dził. Po­wie­dzia­łam mu żeby so­bie śnia­da­nie zro­bił, bo chy­ba po­je­dzie­my do szpi­ta­la. Stan­dar­do­wo spa­ni­ko­wał i ubrał spodnie przo­dem do tyłu. Niby trze­cie dziec­ko, a on sie­je taką samą panikę.

Za­dzwo­ni­li­śmy do znajomego:
— No hej! Wiem, ze mia­łeś przyjść do­pie­ro na obiad dzi­siaj do nas, ale zmia­na pla­nów: przyjdź na śnia­da­nie z obia­dem. Rodzę.
— O kur­cze! Se­rio? Jesz­cze nikt nie obu­dził mnie ta­kim tekstem!

Da­łam jesz­cze dzie­ciom jo­gurt, żeby nie pa­dły z gło­du. Po­tem po­wie­si­łam pra­nie, zdą­ży­łam za­pi­nać żab­ki mię­dzy skur­cza­mi. Ko­le­dze, któ­ry w tym cza­sie przy­je­chał, in­stru­owa­łam co zro­bić z obia­dem i jak usy­piać dzie­ci jak­by po­ród się prze­dłu­żył. Mąż za­brał tor­by i wsie­dli­śmy do tak­sów­ki. Wi­dząc mnie tak­sów­karz przy­spie­szył, ale nie omiesz­kał opo­wie­dzieć po dro­dze aneg­do­tek z wo­że­nia in­nych cię­żar­nych na oddział.

Izba Przy­jęć pu­sta, wchodzę.
— Dzień do­bry, chy­ba ro­dzę — mó­wię na po­wi­ta­nie, a po­łoż­ne już bio­rą się za wy­cią­ga­nie pa­pie­rów. — A pa­nie nie spraw­dzą czy nie ściemniam?
— Jak już pani przy­je­cha­ła to pa­nią zo­sta­wi­my, co by było jak­by­śmy ode­sła­li a pani uro­dzi­ła na chod­ni­ku? — rze­kła do mnie jed­na z nich. No fakt, to usia­dłam na krze­sło i po se­rii py­tań (nu­mer tel męża… yyy… mu­sia­łam iść na ko­ry­tarz spy­tać) na fo­tel. To miej­sce na nogi, ta­kie me­ta­lo­we, ta­aaakie zim­ne było. Bada, bada, czu­ję się jak na­dzie­wa­ny in­dyk, moc­no nadziany.
— Bar­dzo do­brze przy­go­to­wa­na szyj­ka do po­ro­du — no nic dziw­ne­go, my­ślę, w koń­cu cho­dzę już ja­kiś czas z 3 cm roz­war­ciem — 8 cm roz­war­cia — mówi ba­da­ją­ca. „8 cm? To ja nie uro­dzę przy­pad­kiem w win­dzie?” — spa­ni­ko­wa­łam lek­ko. Jesz­cze do­koń­czy­li­śmy pa­pie­ro­lo­gię, po­zwo­li­li mi iść do wc, prze­brać się i na po­ro­dów­kę. Mąż z ca­łe­go prze­ję­cia tor­by by za­po­mniał wziąć z korytarza.

Na sali wgra­mo­li­łam się na to wiel­kie łóż­ko, ża­łu­jąc, że nie mogę so­bie na ta­kim po­spać, sku­li­łam na boku i mę­czy­łam się da­lej. Po­łoż­na w tym cza­sie ba­da­ła, KTG pod­pię­ła, po­czy­ta­ła mój plan po­ro­du, dała do pod­pi­su zgo­dę się na wszyst­ko, na co mo­głam się zgo­dzić, a mąż po­da­wał wodę do pi­cia. Pod­czas skur­czu pra­wie gry­złam po­ręcz od tego łóż­ka, ku­li­łam się bar­dziej i nic nie mó­wi­łam, mimo iż po­łoż­na za­da­wa­ła py­ta­nia do­ty­czą­ce pla­nu porodu.
— Po pani to wca­le nie wi­dać, że ma pani skur­cze — rze­kła po prze­czy­ta­niu wszyst­kie­go położna.
— Jak mia­łam to wte­dy tyl­ko przy­ta­ki­wa­łam. Na skur­czu nie mo­głam na­wet ust otworzyć.
— Pani jest stwo­rzo­na do po­ro­dów! Spo­koj­nie, bez krzy­ków. Moż­na by zro­bić film dla szko­ły ro­dze­nia, bo ni­ko­go by pani nie wy­stra­szy­ła ta­kim po­ro­dem — od­po­wie­dzia­ła położna.

Do­sta­łam oksy­to­cy­nę. W pew­nym mo­men­cie czu­ję, że za­raz będą par­te. Po­wie­dzia­łam o tym po­łoż­nej. Spraw­dzi­ła. Ka­za­ła dwa skur­cze jesz­cze po­cze­kać, a po­tem przeć. To prę. Przy każ­dym sa­pa­łam, a po­tem mi się taki krzyk wy­ry­wał jak cza­sem ze­spo­ły lu­do­we ro­bią (iiiiiiiii a!). Je­den… dru­gi… Ode­szły wody. Czu­ję głów­kę! Mat­ko, WIEL­KĄ głów­kę! Mu­sia­łam dru­gi raz po­wie­trza za­czerp­nąć, by ją wy­przeć. My­ślę so­bie: „po­szło, to resz­ta wyj­dzie”. A gdzież tam! Nie idzie! Trze­cie… Jeju, ale ma bary to dziec­ko! Zno­wu mu­sia­łam na dwa wde­chy i wy­szła. Moja mała czte­ro ki­lo­gra­mo­wa córeczka.

Po­ca­ło­wa­łam tą jej małą czar­ną czu­pryn­kę, przy­tu­li­łam i spę­dzi­li­śmy ko­lej­ne dwie go­dzi­ny ra­zem. Już w po­ko­ju ma­lut­ka za­snę­ła, a ja wzię­łam prysz­nic. Przy­szła po­łoż­na za­py­tać jak się czu­ję i czy ży­czę so­bie obiad, bo już było po obie­dzie. Zo­ba­czyw­szy mnie już w tur­ba­nie na gło­wie i wy­cho­dzą­cą spo­koj­nie z ła­zien­ki, stwier­dzi­ła, ze do­brze się czu­ję. Zja­dłam obiad i po­że­gna­łam męża, bo był już ko­niec cza­su odwiedzin.

By­łam na sali z dwo­ma pa­nia­mi po ce­sar­ce: mło­dą pier­wo­ród­ką i star­szą wie­lo­ród­ką. Młod­sza mama mia­ła pro­ble­my ze wsta­wa­niem, przy­sta­wia­niem do pier­si, bo z po­wo­du bólu po cię­ciu nie mia­ła jak na­wet zła­pać dziec­ka. Nie do­cze­ka­ła się zbyt wie­le po­mo­cy. Po­łoż­ne wpraw­dzie pró­bo­wa­ły po­móc, ale nie po­tra­fi­ły. Jed­na zbesz­ta­ła ją:
— Jaka z pani mat­ka! Dziec­ko głod­ne i pam­pers pełen!
Dziew­czy­na po­pła­ka­ła się… Dziec­ko do­pie­ro co się wypróżniło.

Prze­nie­sio­no mnie do in­ne­go po­ko­ju. Dziew­czy­nę spo­ty­ka­łam za­pła­ka­ną na ko­ry­ta­rzu. Dziec­ko do­kar­mia­no strzy­kaw­ką, nie umia­ło ssać. Rana po ope­ra­cji ja bo­la­ła. Nie miał jej kto przy­nieść pa­ra­ce­ta­mo­lu z ap­te­ki, szpi­tal nie miał tyle na sta­nie. Po­dzie­li­łam się z nią swo­imi za­pa­sa­mi. Przy­tu­li­łam. Dziw­ne to dla mnie było. Nie zna­łam jej wcze­śniej, ale strasz­nie mi jej żal było, że pierw­sze chwi­le z jej dziec­kiem zo­sta­ły tak bru­tal­nie znisz­czo­ne przez brak em­pa­tii. Mam na­dzie­ję, że ko­lej­ny jej po­ród bę­dzie lepszy.

#Lep­szy­Po­ród

Autor | moniowiec Komentarze | 0 Data | 3 lutego 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano: