Całkiem wesoło

Chłopiec czy dziewczynka, czyli czy matka czuje lepiej niż lekarz

„Nieważne co, byle było zdrowe” – tak na pytanie czy ciężarna wolałaby chłopca czy dziewczynkę odpowiada porażająca większość Polek. Ale także w tej większości gdzieś z tyłu głowy, zupełnie cichutko siedzi pytanie czy to chłopiec czy dziewczynka..

Trochę rzadziej pojawiającym się w głowie ciężarnej wyrażeniem jest „oby jedno!”. Zwykle po którejś wizycie na badaniu USG podczas opieki w trakcie ciąży dowiadujemy się, czy w brzuchu mamy jednego czy więcej lokatorów. Czasem są to upragnione wieloraczki, czasem powód do zmartwień. Nie powiem, opieka nad więcej niż jednym dzieckiem to jednak praca dla tytana, a nie matki w połogu. Dlatego chylę czoła dla wszystkich rodziców wychowujących wieloraczki!

A jak było u mnie? Tak jak statystyczna większość kobiet chciałam mieć pierwszą córeczkę, a Ojciec – syna. Ja widziałam siebie jak zaplatam warkoczyki i chodzę za rączkę z dzieckiem w letniej sukience, On – jak bawi się resorakami, objaśnia działanie silnika, przekazuje nazwisko, sadzi drzewo i buduje dom. Czemu tak bardzo bałam się chłopca? Bo nie miałam zbytniej styczności z małymi mężczyznami. Dla mnie sama obsługa małego siusiaka była czarną magią. Ja mam inną końcówkę! Nie wiedziałam też, czy potrafiłabym odpowiednio pokierować malcem, by wyrósł na mężczyznę, a nie mięczaka.

Mam pierwszego syna.

Będąc w kolejnej ciąży, gdy dziecko broniło się jak mogło, bym nie poznała jego płci, zastanawiałam się czy nadaję się na matkę dziewczynki. Trzy lata zabaw typowo chłopięcych, nauki marek samochodów, wspinania na drzewo i łatania obdartych kolan spodni w koparki robi swoje. Nie czułam się na tyle silna, by zacząć kupować różową garderobę, oglądać „Kucyki Ponny” czy bawić lalką Barbie. Poza tym podświadomie czułam, że wrobią mnie jednak w drugiego syna, wolałam się więc przygotować mentalnie na powtórkę z rozrywki.

Mam córkę.

Za trzecim razem naprawdę już było mi obojętnie. Wiedziałam, że dwie dziewczynki bawiłyby się wspaniale razem, że widok idących razem na spacer i trzymających się za rączki rozczulałby mnie za każdym razem. Wiedziałam, że dwóch chłopców bawiłoby się wspaniale za jakiś czas na boisku czy klockami, razem urządzaliby dzikie harce na podwórku i tropili zwierza. Pojawiło się tylko pytanie „ile?”.

Na pierwszym USG, w 10 tygodniu mojej trzeciej ciąży czekałam tylko na dwie wiadomości: czy jest serduszko i czy jest jedno. Ginekolog jeżdżący głowicą aparatu ultrasonograficznego i wpatrzony w monitor zaczął się cieszyć: „O, widzę tu dużo… (Matko! Mam bliźniaki! Jak ja sobie poradzę…) tygodni (uffff!)”. Okazało się, że jestem jedną z nielicznych ciężarnych robiących tak późno pierwsze badanie, więc ucieszył się, ze tak ładnie wszystko widać. Nie muszę dodawać, że ciśnienie mi skoczyło mimo wszystko.

Jak byłoby najlepiej? Dwie dziewczynki i chłopczyk czy dwoje chłopców i dziewczynka? Mając starszego syna i córkę miałam teorię na ten temat. Jest starszy syn. Pierworodny, dziedzic, wybraniec, rozpieszczony, bo pierwszy. Jest córka. Księżniczka, córusia tatusia, mały słodziaczek, rozpieszczona, bo jedyna dziewczynka. Teraz, wg mojej teorii, najlepiej byłoby mieć jeszcze syna. Byłby najmłodszy, rozpieszczony, bo mały. Każdy byłyby na swój sposób wyjątkowy.

Mam druga córkę.

Jak jest? Jest wspaniale! Nic z moich czarnych wizji się nie sprawdziło. Umiałam zająć się małym chłopcem, przeistoczyć się w matkę córki i rozpieścić drugą dziewczynkę. I kochać ich nawet jak wszyscy w jednym czasie ładują mi się na kolana.

tantumrosa5

Fot. clari burn, CC BY-SA 2.0

Wpis zawiera baner reklamowy.