Całkiem kulturalnie

Grając ze łzami w oczach

Joel jest kilkulatkiem zaledwie. Ma duży, słoneczny pokój, a w nim ulubioną zabawkę wielu już pokoleń – konia na biegunach. Czasem potrafi tak długo się na nim huśtać, że zasypia. Uwielbia jak mokry i ciepły język psa liże jego twarz. I kocha swoich rodziców. To oni pozwalają grać mu w jego ulubione „Koło fortuny”, głaszczą do snu po głowie czy opowiadają bajki. Szczególnie spodobała mu się tak, kiedy to wędruje ze Smokiem po baśniowej krainie. Tata zapytał go kiedyś jak nazywa się ten Smok.
– To Rak, tato.- odpowiedział Joel.

Joel nie jest postacią fikcyjną. Joel zmarł 13 marca 2014 roku. W jego siódme urodziny Ryan Green, ojciec Joela i zarazem programista, wydał grę komputerową opowiadającą o ich zmaganiach. Zmaganiach z rakiem. Początkowo gra miała opowiadać o zwycięstwie nad nowotworem. Jednak podczas pisania programu Joel miał nawrót, a po wykańczającej terapii w końcu zmarł.

Gra jest inna niż wszystkie i to nie tylko dlatego, że fundusze na nią zebrano na Kikstarterze. That Dragon, Cancer jest tak naprawdę w jedną z niewielu dojrzałych gier. Dojrzałą narracyjnie. Grę przy której możemy płakać i są to jak najbardziej pożądane łzy.

Sama grafika nie jest wyszukana – w kompozycji celowo zrezygnowano z pokazywania twarzy postaci, dzięki czemu historia staje się uniwersalna, bo tak naprawdę każdemu z nas może się zdarzyć. Mamy tu właściwie nie grę, lecz bardziej film z interaktywnymi elementami. Kolejne sceny z życia, w tym diagnoza, losowane są prze „Koło fortuny”. W tle słychać śmiech dziecka, który jest zarejestrowanym na domowych filmach głosem Joela, co mnie osobiście nieco przeraża.

Patrząc na ludzi grających w przeróżnej maści gry zastanawia mnie ile z nich chciałoby zagrać w taką grę jak That Dragon, Cancer. Który rodzic podjąłby rękawicę? Ja, mimo że zabiłam w grach niejeden naród, plemię, a nawet galaktykę, mimo obcowania z trollami, krasnoludami, ghulami czy innymi bestiami z piekła rodem podczas rozgrywki w grę tego pokroju nie dałabym rady z największym bossem – własną wyobraźnią. Łatwo wyobrazić sobie baśniowy świat pełen fantastycznych postaci, mechów, czarów. I tak samo łatwo wyłączyć komputer i wrócić do realnego życia. W przypadku gier jak That Dragon, Cancer, To The Moon, czy nasza rodzima This War of Mine czas zadać sobie pytanie, czy gry komputerowe nie stały się sztuką nie mniej przejmującą jak kino czy książka.

Fot. Luke Hayfield, CC BY-SA 2.0