Całkiem poradnikowo

Jestem leń, więc tego nie zrobię — mała rzecz o etykietowaniu

Leń, bek­sa, mami­sy­nek… Ile to razy sły­sze­li­śmy podob­ne łat­ki lub sami takie komuś nada­wa­li­śmy? Czy ety­kie­to­wa­nie jest jed­nak sku­tecz­ne? Jeśli nie ono to co inne­go sto­so­wać, by zwró­cić uwa­gę na nie­od­po­wied­nie zacho­wa­nie?

Historia Małej Moni

W odle­głej kra­inie, zwa­nej dzie­ciń­stwem, mała Monia szła z ple­cacz­kiem ze szko­ły. A była to pierw­sza kla­sa. Szła naj­wol­niej jak mogła, bo pła­ka­ła, a przez łzy nie widzia­ła dro­gi. Małej Moni nie zda­rzył się nic takie­go, co sama by zapa­mię­ta­ła. Nikt jej nie pobił, nie roz­bi­ła kola­na na asfal­cie, nie nakrzy­cza­ła na nią wycho­waw­czy­ni. Małej Moni było smut­no.

 

Duża Monia nie wie­dzia­ła­by o całym zaj­ściu, gdy­by nie mama. To ona zapa­mię­ta­ła żało­sny widok z okna jaki przed­sta­wia­ła Mała Monia wra­ca­ją­ca ze szko­ły do domu. To ona z wszech­ogar­nia­ją­ce­go dziec­ko szlo­chu wyłu­ska­ła przy­czy­nę:
— Moni­siu, dla­cze­go pła­czesz?
— Bo dosta­łam złą oce­nę­ę­ę­ęę…
— Dwój­kę?
— Nie­eee…
— Trój­kę?
— Nie! 4+!!!
Tyl­ko pod­po­wiem, że w cza­sach mło­do­ści Dużej Moni sys­tem oce­nia­nia zaczy­nał się od 2 a koń­czył na 5. Są więc powo­dy do łez, praw­da?

 

Jako że jabł­ko nie spa­da za dale­ko od jabło­ni sama teraz prze­ra­biam łzy po prze­gra­nej w Chiń­czy­ka, z powo­du źle ubra­nej skar­pet­ki, bra­ku zło­tej kred­ki w pudeł­ku czy pie­czar­ce w sosie pie­czar­ko­wym. Powód i spraw­ca lamen­tu może być dowol­ny. Na usta ciśnie się wte­dy jed­no okre­śle­nie: bek­sa.

Walcz!

Wal­czę z sobą. Nie chcę ety­kie­to­wać niko­go, przy­pi­nać mu łat­ki, zaszu­flad­ko­wać. Wal­czę moc­no, ale cza­sa­mi prze­gry­wam. Sama wycho­wa­łam się w świe­cie, któ­ry peł­ny jest przy­miot­ni­ków odno­szą­cych się do nasze­go zacho­wa­nia, któ­re jed­nak bar­dziej niż pouczać czy wyty­kać — pięt­nu­ją nas samych. „Jesteś nie­grzecz­na!”, „Jesteś złym chłop­cem!”, „Zdol­ny, ale leni­wy” – też cza­sem sły­szy­cie te sło­wa gdzieś z tyłu gło­wy? Jesz­cze dziś nie­wie­le osób zawra­ca sobie gło­wę nazy­wa­niem kon­kret­ne­go zacho­wa­nia, bo prze­cież moż­na było łatwiej i szyb­ciej zwró­cić uwa­gę dziec­ku, mówiąc, że jest po pro­stu nie­grzecz­ne. Do tej pory te okre­śle­nia wyska­ku­ją też z moich ust, czę­sto zbyt szyb­ko i w nie­kon­tro­lo­wa­ny spo­sób. A dzie­ci tak samo szyb­ko zapa­mię­tu­ją i przy­swa­ja­ją wszyst­ko, nawet to, co nie jest kie­ro­wa­ne do nich. Taka ety­kie­ta jest fan­ta­stycz­nym wytłu­ma­cze­niem na przy­szłość – nie­waż­ne co robię, i tak jestem nieukiem/łamagą/płaczkiem itd.

Historia Dużej Moni

Swe­go cza­su dość czę­sto zda­rza­ło mi się w chwi­li zło­ści, a wierz­cie, że nie jestem oazą spo­ko­ju, powie­dzieć coś o zacho­wa­niu dzie­ci. Do pasji dopro­wa­dza­ją mnie przy­kła­do­wo poroz­rzu­ca­ne ubra­nia w poko­ju syna, jego łóż­ko w nie­ła­dzie i wala­ją­ce się po pod­ło­dze papier­ki czy kloc­ki. Nie trud­no wte­dy nie usły­szeć „Ale z Cie­bie leń!” w moim wyko­na­niu. Po pew­nym cza­sie, może to być godzi­na, może być i tydzień, wpa­dam zno­wu niczym burza do zagra­co­ne­go poko­ju syna. On, jak­by nigdy nic, leży na łóż­ku i prze­glą­da książ­kę. Więc zaczy­nam te swo­je pyta­nia reto­rycz­ne:
— Mógł­byś tu posprzą­tać!
— Nie.
— Jak to nie?!
— Jestem leniem, a lenie nie sprzą­ta­ją.
W tym momen­cie zda­łam sobie spra­wę, że sama sobie dołek wyko­pa­łam i pięk­nie w nie­go wpa­dłam.

Czy można inaczej?

Oczy­wi­ście, choć wyma­ga to naszej pra­cy. Jed­nak to nie dzie­ci trze­ba zmie­niać, lecz sie­bie i nasz spo­sób komu­ni­ko­wa­nia. Zamiast ogól­ni­ko­we­go czy pięt­nu­ją­ce­go stwier­dze­nia „nie­grzecz­ny”, „grzecz­ny” czy „zły” może­my zapy­tać sami sie­bie co tak napraw­dę nam się nie podoba/podoba. Nie zawsze trze­ba reago­wać w danej chwi­li. Lepiej ugryźć się w język i na spo­koj­nie prze­ana­li­zo­wać sytu­ację, niż w emo­cjach dokle­ić kolej­ną łąt­kę wła­sne­mu dziec­ku. Akcep­tu­jąc (ale nie zga­dza­jąc się na nie, to nie to samo) uczu­cia może odkry­je­my, że pod okre­śle­niem „nie­grzecz­ny” kryć się może zupeł­nie co inne­go: „nie podo­ba mi się jak wyrzu­casz wszyst­kie zabaw­ki z pudła”, „dener­wu­ję się, gdy krę­cisz się jak zakła­dam ci czap­kę”, „nie lubię, gdy nie odkła­dasz swo­ich rze­czy na miej­sce”. Szcze­gól­nie waż­ne jest nazy­wa­nie kon­kret­nych zacho­wań, dzię­ki cze­mu dużo łatwiej okre­ślić nasze ocze­ki­wa­nia wzglę­dem dziec­ka. Dziec­ko może prze­cież w zupeł­nie odmien­ny od nas spo­sób rozu­mieć np. ukła­da­nie zaba­wek:
— Zanieś zabaw­kę do poko­ju! — i dziec­ko zano­si zabaw­kę, zosta­wia­jąc ją w pro­gu poko­ju.

 

Dzie­ci potrze­bu­ją przede wszyst­kim jasnych i czy­tel­nych komu­ni­ka­tów, gdyż daje im to poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, a jed­no­cze­śnie sta­no­wi solid­ną pod­sta­wę wyzna­cza­nia gra­nic. Gra­nic, któ­re i tak co pewien czas będą testo­wać, czy nadal są nie­prze­kra­czal­ne.