Dla dorosłych

Niespodziewane plusy rodzicielstwa

Choć dorośli sporo rozumieją, a zwykle to oni stają się rodzicami, choć czytają, pytają i nawet chodzą do szkół rodzenia czy wychowania nic nie jest w stanie przygotować na wszystkie sytuacje związane z rodzicielstwem. Przykładowo sen. Podobno torturuje się ludzi pozbawiając ich snu. Wcale mnie to nie dziwi. Albo zmiana pieluchy po pierwszym obiadku – grozi wstrząsem toksykologicznym! Internet staje się źródłem nieskończonego koszmaru, bo każda krostka na nosie malucha jawi się jako objaw śmiertelnej choroby. Nic dziwnego, że zwykle na pytanie „co daje rodzicielstwo?” zaraz po uśmiechu bombelka trafiają wszelkie wyzwania, by nie rzec problemy, związane z posiadaniem dziecka. Ale co z nieoczekiwanymi korzyściami?

1. Rodzicielstwo to dobra wymówka, żeby iść spać o 21:00 w weekend.

Nie na imprezę. Spać. Lulu. Do łóżka i nie na bara bara. Nie na nocny maraton filmowy na Netflixie. Spać. Niech 21:00 będzie nową północą!

2. Rodzicielstwo to (prawie) nieskończona podaż cukierków.

Dziecko lubi słodycze. Dorośli vel. babcia, dziadek, ciocia, wujek, znajomi – wiedzą o tym. I kupują! Urodziny, imieniny, niespodziewana wizyta – wszędzie można wcisnąć czekoladkę. Potem tylko wielkanocne króliki zastępują w szafce ze słodyczami grubaśne bałwanki bożonarodzeniowe (pomiędzy banan w naleśniku z tego przepisu czasem rozkruszam taką czekoladę, tyle że wtedy nie używam już karmelu). Cieszmy się celebrować słodkościami uroczystości, kilogramy same się nie odłożą. Dla dobra dziecka przecież jemy te czekoladki, prawda? Kto nigdy nie szukał z dzieckiem zjedzonej dzień wcześniej przez samą siebie kinder-czekoladę niech pierwszy rzuci kamień!

3. Rodzicielstwo to dobra wymówka, aby nie robić tego, czego i tak nie chciałaś.

Nie chcesz iść na imprezę zakończenia studiów córki sąsiadki? Szkoda, to już pora snu twojego dziecka. Nie chcesz jechać pięć godzin na spotkanie rodzinne? Nie, nie dam rady, bo własny pięciolatek ma trening piłkarski, którego nie możesz przegapić. Wymówki są nieskończone!

4. Rodzicielsko to kozioł ofiarny spóźnień.

Chociaż prawdziwym powodem jest to, że nie mogłeś się pozbierać, nie przyznasz się do tego. Ja też nie. Zawsze twierdzę, a spóźniam się często, że sama bym się wyrobiła. Prawda jest taka, ze moja predestynacja skupia się najbardziej na odwlekaniu wyjścia z domu. Choć przecież czasem aż pali się za mną, tak chcę z niego już wyjść!

5. Rodzicielstwo pozwala na oglądanie filmów dla dzieci w kinie bez osądzania o cokolwiek.

Wiecie: ci zwyrodniali pedofile pewnie tylko chodzą na takie seanse dla maluchów. Oczywiście jako dorosły możesz zobaczyć Toy Story 3 czy Detektywa Pikachu w kinie, ale jest to po prostu znacznie mniej niezręczne jeśli ma się jakieś własne dziecko ze sobą.

6. Posiadanie dzieci uprawnia do noszenia spodni z elastycznym pasem.

Spodnie ciążowe mają bardzo długi okres przydatności do użycia, powiedzmy, do czasu, gdy Twoje najmłodsze dziecko pójdzie do przedszkola. A potem nazywa się je „spodniami z wysokim stanem”.

7. Rodzicielstwo pozwala na drzemki.

Zawsze. Kiedy tylko się da. Gdziekolwiek. W każdym przypadku. Ja sama robiłam sobie takie nawet… na weselu (tyle, że nie własnym na szczęście).

8. Rodzicielstwo pozwala na szybkie zakupy.

A raczej czasem pozwala. Swego czasu kobiety ciężarne czy z dzieckiem na ręku zawsze miały pierwszeństwo przy obsłudze. Czy to sklep cy urząd pocztowy. Dziś przepis zniesiono i niektórzy znieśli go od razu z własnych zasad dobrego wychowania. Ale zdarzają się jeszcze dobre dusze, albo rozumiejący sytuację, którzy pozwolą wyminąć kolejkę w sklepie, bo dziecko wyrywa się na rękach. Albo może mają dosyć wrzasku? Nieważne, grunt, że czasem jeszcze działa.

9. Rodzicielstwo oznacza śmianie się z głupich żartów.

Oczywiście czasem nie rozumiem humoru mojego 12-letniego syna, jednak zwykle mamy podobny poziom fekalnego humoru. I bawi mnie to nadal, jakbym sama miała tyle lat. Tyle, że teraz, jak dorosła, nie opowiadam innym takich kawałów.

10. Rodzicielstwo pozwala znowu czuć się jak dziecko.

Kto wspina się na drzewa? Monia, Monia! Kto huśta się na huśtawce, choć tyłek ledwo się mieści? Monia, Monia! Nie zjeżdżam tylko na zjeżdżalni, bo zwykle jak siądę, to mam nogi na jej końcu. Reszta zabawnych rzeczy, łącznie z konikiem na sprężynie, nadal może być moja. Mam drugie dzieciństwo, z placami zabaw pełnymi fajniejszych rzeczy niż za moich czasów. I wszystko dlatego, że muszę pokazać dzieciom jak się to robi 😉

fot. lori05871, CC BY 2.0