Całkiem poradnikowo

Pochwała rutyny

Nas, dorosłych, bardzo ona męczy. Codziennie to samo śniadanie brzydnie po kilku posiłkach, wakacje w tym samym miejscu byłyby nudą. Nie lubimy rutyny, bo system praca-dom już i tak jest mocno rutynowy. Ale dzieci potrzebują rutyny, by poczuć się bezpieczniej.

Jak to jest u nas?

Codzienny kierat wygląda mniej więcej tak: budzę się o 6:10, by otworzyć oczy o 6:40, ubrać siebie, obudzić dzieci, zrobić im kakao, pomóc w zakładaniu ubrań, zagonieniu do łazienki w celu mycia zębów lub zjedzenia pasty ze szczoteczki i wyruszamy całą czwórka na przystanek autobusowy, z którego 2/3 moich dzieci odjeżdża do szkoły i przedszkola. Wracam z najmłodszą zahaczając po drodze o wiejski sklepik, gdzie zwykle kupujemy świeże bułki na śniadanie.

Potem chwila na porządki, czas drzemki, drugie śniadanie i jest już 13:10 – pora drugiego spaceru, znowu na przystanek. Przy okazji pies się wybiega. Podczas powrotu zwykle sprawdzamy, czy wszystkie sprzęty na placu zabaw jeszcze działają, a huśtawka nadal tak przeraźliwie skrzypi. W domu przygotowuję obiad, potem odrabianie lekcji i można wyjść na podwórko. O 17:00 jesteśmy już pełną rodziną i jemy późny obiad. Dwie godziny później dzieciaki sprzątają zabawki, a ja powoli przygotowuję kolację i wodę w wannie. Po kąpieli bajka, mycie zębów, czasem jeszcze coś przeczytam na dobranoc i tak kończy się dzień moich dzieci. Mój trwa jeszcze kilka godzin.

Identyczna codzienność? Można zapomnieć jaki dziś dzień!

Powiecie – nudą wieje. Codzienna powtarzalność procesów sprawia, że jeśli czasem mam inny rozkład dnia, zapominam. Umawiam się, że kto inny odbierze dzieci z przystanku, a potem sama po nie jak co dzień idę i dopiero na miejscu przypominam sobie, że tego dnia miałam mieć wolne. Jadę tą samą trasą do pracy, mimo iż wiem, że akurat o tej porze będą korki lub trwają roboty drogowe, a istnieje lepsza trasa alternatywna. Zapalam światło od łazienki nawet wtedy, gdy wiem, że elektrownia postanowiła mnie uszczęśliwić wieczorem przy świecach. Gdzie tu czas na szaleństwo, gdzie tu pasja, gdzie posmak nowości?! Przecież dorosły nie może tak żyć!

Dla dziecka rutyna to bezpieczeństwo

Co innego dzieci. One potrzebują rutyny. Cykl karmienie – sen – karmienie – sen – kąpiel noworodka – karmienie – sen przerywany jest tylko czasami jakimś spacerem, a i to zwykle w tych samych porach. Wszystko jest takie przewidywalne, bo mały człowiek i tak jest w dość dużym szoku po wyjściu z ciemnego, ciepłego i cichego worka owodniowego. A i my, rodzice, jesteśmy nadal zdziwieni, że oto taki mały klon naszych genów potrafi wywrócić do góry nogami nasze życie, zmusić do picia zimnej kawy i zarywania nocy nie na imprezach ze znajomymi, a na noszeniu 4 kilogramów wierzgającego szczęścia.

Nuda jest spoko!

Podobno tylko głupcy się nudzą. Ale czym jest nuda? Dla jednych to powtarzalność i przewidywalność, dla innych brak pomysłów na zajęcie swojego czasu. Dla mnie nuda jest synonimem wolnego czasu. Moja nuda trwa czasem kilka sekund, w których znajduję w zakamarkach pamięci tą rzecz, którą zawsze chciałam się zająć, ale wcześniej brakowało mi energii lub czasu, a nawet ich obydwu naraz. Tylko czy to mądrość czy pracoholizm?

W tej chwili mam czas dla siebie. Piszę. Ty, drogi czytelniku, czytasz. Być może to twój czas dla siebie. Być może rutyna. Dzieci bawią się w pokoju obok w szkołę: dwójka rysuje, trzecie przestawia krzesła przy biurku.
– Natka, wiesz że cię kocham? – mówi Kinia znad zamalowanej w gwiazdki kartki. Rzucone mimochodem, gdzieś w powietrze zapewnienie miłości sprawia, że do moich oczu cisną się łzy. Wszystkie te nudne sprawy jak kąpiel noworodka, karmienie, usypianie, bolesne ząbkowanie czy trudności z wiązaniem butów odchodzą w niepamięć. Nudne życie wcale nie jest złe, przecież pamiętamy nie to co nudne, rutynowe, ale te chwile, gdy coś cudownego się czasem dzieje. W świecie niespodzianek, fajerwerków i wiecznych werbli możemy nie zauważyć cichego „kocham cię” wyszeptanego przez czyjeś usta.

Wpis zawiera link promocyjny.

Fot. Tom Ray, CC BY-SA 2.0