Całkiem poradnikowo

Tego zazwyczaj nie robię za dziecko, ale czasem mam chwile słabości

Jako rodzic zapew­ne do koń­ca życia chcia­ła­bym zapew­nić moim dzie­ciom bez­pie­czeń­stwo i szczę­ście, jed­nak dobrze wiem, że nawet naj­mniej­szy źre­bak po paru latach zamie­nia się w potęż­ną cha­be­tę. Zmia­na dziec­ka w doro­słe­go jest o wie­le mniej bole­sna jeśli w koń­cu prze­sta­nie­my robić tego za nasze dzie­ci:

Wymyślać wymówki

Naj­le­piej uczy­my się na wła­snych błę­dach. Dzie­ci mają podob­nie. To dla­te­go natu­ral­ne kon­se­kwen­cje są naj­bar­dziej poucza­ją­ce. Prze­wró­ci się o wła­sne sznu­ro­wa­dła? To zro­bi wszyst­ko, by tego dru­gi raz nie prze­żyć: nauczy się je cho­wać w bucie, zmie­ni zapię­cia na rze­py albo zacznie je zawią­zy­wać. Jeśli dziec­ko zapo­mni zada­nia domo­we­go lub zro­bi je na łapu capu, to dosta­nie kiep­ską oce­nę. Nie ma sen­su pisać do nauczy­cie­la z wymów­ka­mi „bo wra­ca­li­śmy póź­no od rodzi­ny, dziec­ko bola­ła gło­wa, a w skle­pie nie mie­li noży­czek”. To nauczy dziec­ko, że zawsze moż­na się od wszyst­kie­go wymi­gać, zamiast dotrzy­my­wać sło­wa czy wypeł­niać obo­wiąz­ki. Praw­dzi­we życie prze­cież nie zno­si wymó­wek. Będziesz dzwo­nić do sze­fa, że syn nie przyj­dzie, bo miał cięż­ki week­end inte­gra­cyj­ny i boli go gło­wa?

Robić wszystko za dzieci

Mamo, zawią­żesz mi buty?” — pod­su­wa rodzi­ciel­ce nogę 6-latek. „Mamo, nie spa­ko­wa­łaś mi śnia­da­nia!” — narze­ka czwar­to­kla­si­sta. „Dla­cze­go mnie nie obu­dzi­łaś?” — maru­dzi mąż. A prze­cież każ­dą z tych czyn­no­ści potra­fią oni sami, choć pew­nie my, mamy, potra­fi­my szyb­ciej, lepiej czy sku­tecz­niej. Dzie­ci w szko­le mają ruty­nę. Lek­cja, prze­rwa, 45 minut, 5 minut, dzwo­nek, dzwo­nek. Nie ma sen­su utrzy­my­wać aż takie­go szy­ku w domu. Lepiej zamiast tego wpro­wa­dzić odpo­wie­dzial­ność za wła­sne czy­ny. Owszem, wyda­je się, że pako­wa­nie ple­ca­ka przez mamę ran­ka­mi to takie nic. Dla nas, mam, nic. Dla dziec­ka ozna­cza, że podob­nie jak świe­ża dosta­wa czy­stych koszu­lek w sza­fie, tak­że codzien­ny zestaw ksią­żek magicz­nie poja­wia się w ple­ca­ku. Pstryk i bez żad­nych przy­go­to­wań są w środ­ku. Podob­nie talerz z zupą magicz­nie poja­wia się na sto­le, a po jedze­niu tale­rze same zała­do­wu­ją się do zmy­war­ki. Szko­da tyl­ko, że na szkol­nej sto­łów­ce już tak łatwo nie ma.

 

Z dru­giej jed­nak stro­ny ile jest mam, któ­re przy­nio­są dru­gie śnia­da­nie zapo­mi­nal­skie­mu ucznio­wi? Też jestem w tej gru­pie!

Nagradzać za wypełnianie obowiązków

Nie każ­dy wysi­łek powi­nien być dodat­ko­wo nagra­dza­ny. Tak jak nie każ­dy udział w kon­kur­sie wyma­ga dyplo­mu czy meda­lu za sam udział. Owszem, miło jest mieć taką pamiąt­kę, ale docho­dzi­my do błęd­ne­go koła, kie­dy meda­le nie są już niczym szcze­gól­nym, bo każ­dy zawod­nik je otrzy­mu­je na koniec bie­gu. Nawet 500+ jest z jakie­goś powo­du, bo wycho­wa­nie dzie­ci to dla ludzi choć­by mini­mal­ny wysi­łek. Dzie­ci bar­dzo łatwo się uczą, że bez pra­cy nie ma koła­czy. Nie jest miło patrzeć na płacz z powo­du prze­gra­nej i tak napraw­dę dopie­ro 7–8-latki zda­ją sobie spra­wę, że by wygrać potrze­ba albo szczę­ścia albo cięż­kiej pra­cy.

 

Tak napraw­dę naj­le­piej pozwo­lić dzie­ciom popeł­niać błę­dy. Bo dzie­ci mają jed­ną cie­ka­wą wła­ści­wość: jak upa­da­ją to wsta­ną.

Fot. Chris Hug­gins, CC BY 2.0

28 komentarzy

  • Aleksandra Sulej

    Jest to cza­sa­mi dość skom­pli­ko­wa­ne. “To” mam namy­śli nie wyrę­cza­nie dzie­ci. Dla­cze­go? Bo się śpie­szysz, bo masz już dość cią­głe­go maru­dze­nia, bo zanim się dopro­sisz… lecz samo zało­że­nie słusz­ne.

  • Joanna Rutko-Seitler

    Oczy­wi­ście, że daję dziec­ku popeł­niać błę­dy, bo tyl­ko przez błę­dy może się cze­goś w życiu nauczyć. Pozdra­wiam 🙂

  • Panna Migootka

    Jestem dopie­ro w pierw­szej cią­ży wiec na wycho­wy­wa­niu dzie­ci się nie znam. Ale mam nadzie­je ze uda mi się do tego podejść zdro­wo­roz­sąd­ko­wo. Za cza­sów stu­diów pra­co­wa­łam w sekre­ta­ria­cie szko­ły śred­niej i nie­dte­ty wnio­sek jaki stam­tąd wynio­słam to to ze rodzi­ce cho­wa­ją swo­je dzie­ci na sie­ro­ty i nie­udacz­ni­ków. Nasto­lat­ko­wie nie potra­fią same nic zała­twic. I zawsze win­ni są nauczy­cie­le a nigdy dziec­ko któ­re jest albo leni­we albo po pro­stu mało inte­li­gent­ne.

  • Marlena Hryciuk

    Mój synek ma 3 lat­ka, sta­ra­my się aby wie­le czyn­no­ści uczył się robić samo­dziel­nie, np. jeść, myć zęby, ubie­rać się, zdej­mo­wać ubra­nie. Jed­nak zda­rza­ją się takie sytu­acje, kie­dy np. czas goni, ja się gdzieś spie­szę i wte­dy np. szyb­ko sama go ubie­ram. Gdy­by robił to sam, zaję­ło­by mu to wię­cej cza­su. Każ­da samo­dziel­ność jest oczy­wi­ście chwa­lo­na. Cza­sa­mi mój syn ma focha i twier­dzi, że cze­goś nie umie i żeby to za nie­go zro­bić. to wte­dy pró­bu­je­my zro­bić to razem, poka­zu­ję jak to zro­bić łatwo i szyb­ko. No ale róż­nie to z tym moim dzie­ciacz­kiem bywa 🙂

  • Klaudyna Maciąg

    Sta­ram się nie wyrę­czać mło­dej we wszyst­kim, bo nie nie­sie to za sobą więk­sze­go sen­su — tym bar­dziej kie­dy wiem, że coś umie zro­bić, tyl­ko jej się nie chce.

    W tema­cie nagra­dza­nia pamię­tam, że mój brat miał dosta­wać pięć zło­tych za każ­dą zdo­by­tą piąt­kę w szko­le. Mająt­ku na tym nie zbił, nie­ste­ty ;)))

  • Elwira Zbadyńska

    Myślę, że posia­da­nie więk­szej licz­ny dzie­ci jest to zba­wien­ne. Rąk nam bra­ku­je nagle i nie jeste­śmy w sta­nie całe­go stad­ka wyrę­czać 😉

  • Klaudia Jaroszewska

    znam taką rodzi­nę, gdzie mama robi wszyst­ko. Dzie­ci nie mają obo­wiaz­ków, bo sobie nie pora­dzą i ona “bied­na” robi wszyst­ko samo. Mąż nic. Syn 17 let­ni nic… tak­że ten…

  • Ula Mamonik.pl

    Ja jestem wdzięcz­na swo­jej mamie za to, że wie­le rze­czy od pod­sta­wów­ki musia­łam a z cza­sem umia­łam robić sama, Przy­da­ło się to bar­dzo i doce­ni­łam to na stu­diach 🙂 Kie­dy mama była 200 dalej a ja nie byłam w przy­sło­wio­wej czar­nej d*** I teraz też nie mam pro­ble­mu z pozo­sta­wie­niem córek samych sobie i ich nauce. Nawet jak talerz się zbi­je przy wkła­da­niu do zmy­war­ki, a mle­ko roz­le­je przy nale­wa­niu. Za swo­je kanap­ki też każ­dy odpo­wia­da sam 🙂

  • Monika Kondzior Daniłowicz

    Wszy­scy popeł­nia­my błę­dy, choć się sta­ra­my to i tak cza­sem nie wycho­dzi. Moje dzie­ciacz­ki są jesz­cze małe, ale mam nadzie­ję, że jak zaczną uczęsz­czać do szko­ły, a nawet wcze­śniej, to wró­cę do Two­je­go wpi­su i to wszyst­ko sobie przy­po­mnę!;-)

  • Anna Kruczkowska

    Już dwu-trzy latek może mieć swo­je obo­wiąz­ki- sprzą­ta­nie zaba­wek, pomoc mamie w kuch­ni, zaba­wa z młod­szym rodzeń­stwem. W taki spo­sób nauczy się obo­wiąz­ko­wo­ści i odpo­wie­dzial­no­ści. Dla mnie zawsze naj­więk­szym pro­ble­mem były zabaw­ki, o któ­re w małym miesz­ka­niu (49 m2 i pię­cio­oso­bo­wa rodzi­na) wiecz­nie się poty­ka­li­śmy. Nie­ste­ty, cza­sem sprzą­ta­łam za dzie­ci. Dopie­ro po prze­pro­wadz­ce dosta­ły swo­je poko­je i tam już samo­dziel­nie utry­zmy­wa­ły porzą­dek z pomo­cą mamy ( war­to dodać, że mia­ły wte­dy od1 do 5 lat!) W szko­le do sza­łu zaś dopro­wa­dza­li mnie rodzi­ce, któ­rzy pisa­li za dzie­ci zada­nia domo­we. Zda­rza­ło się, że mama pisa­ła liter­ki w ćwi­cze­niach sied­mio­lat­ka!

  • Kobietapo30

    NO tak, myślę, że samo sku­pia­nie, nad­mier­ne sku­pia­nie się na dziec­ku jest krzywdzi…I tak jak napi­sa­ła Elwi­ra poni­żej, dużo uła­twia posia­da­nie więk­szej gro­mad­ki

  • Agata Kortyka

    Teraz wszyst­ko czy­tam i notu­je w gło­wie, bo kie­dyś tez nadej­dzie mój dzień na macie­rzyń­stwo.

  • Beata Królikiewicz - Opalanka

    Bar­dzo przy­dat­ny wpis. Wycho­wa­nie pod klo­szem się nie spraw­dza, wszy­scy to wie­my. Wybie­ra­my zazwy­czaj łatwiej­sza dro­gę, spo­sób — dla nas. Wbrew pozo­rom łatwiej jest wyrę­czyć zamiast nauczyć. Czę­sto nie zda­je­my sobie spra­wy z praw­dzi­wej moty­wa­cji takie­go działania.Nie robi­my tego by dziec­ko mia­ło łatwiej, tyl­ko dla­te­go, bo nam jest szyb­ciej, pro­ściej. Z pośpie­chu, z zabie­ga­nia , z leni­stwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *