Całkiem poradnikowo

Jak powiedzieć dzieciom, że nie wszystko mogą mieć

Mieszkanie na wsi ma niekwestionowany minus (a może plus?): nie ma tu dyskontu ani centrum handlowego. A skoro nie ma, to mniej pokus by codziennie iść po bułki i wracać z pełną siatką zakupów. Jednak nie oznacza to, że dzieci nie mają swojej listy życzeń do kupienia przez mamę, która będzie w najbliższym czasie robiła większe zakupy w mieście. Dziś właśnie miałam taki dzień i taką listę. Jak powiedzieć dzieciom, że nie wszystko mogą mieć, bo nie chcemy im kupić lub ze względów finansowych czy ideologicznych nie możemy?

Rozmawiajmy z dziećmi o finansach

Dziecko nie jest takie głupie i niedomyślne jak się nam wydaje. Już kilkulatki potrafią zrozumieć, że w portfelu może zabraknąć gotówki i poradzi, byś poszła po pieniądze „do bankomatu”. Potwierdzają to badania amerykańskich naukowców. W tym wieku związek przyczynowo-skutkowy praca=pieniądze jeszcze nie do końca jest rozumiany. Prędzej taki, że jak przyjedzie dziadek i babcia, to dostana parę złotych na słodycze (lub słodycze). Jednak to właśnie od najmłodszych lat powinno się powoli, na tyle na ile rozumieją, wdrażać dzieci w kwestie finansów. Kluczem jest bycie otwartym i szczerym.

Czym jest domowy budżet?

Jeśli dziecko wypytuje czemu nie dostanie stajni dla kucyków czy też żywego jednorożca (A co tam! Konie są dla mało wymagających!) jak jego kolega z przedszkola, to zawsze można zaznajomić dziecko czym jest domowy budżet. Wspólne chodzenie na zakupy uzmysłowi dzieciom ile rzeczy trzeba kupić, by zaspokoić głód, wyjście do kina – ile kosztuje kultura, a zrealizowanie recepty – że czasem zakładanie czapki jest tańsze niż chorowanie. Możemy nawet pokazać dzieciom jakie mamy plany związane z zaoszczędzonymi pieniędzmi, dzięki czemu nauczą się, że same też mogą takie posiadać.

A jeśli możesz kupić, a nie chcesz?

Jest jednak wiele rzeczy, które możesz kupić, bo masz na to fundusze, a nie chcesz. Dla jednych są to przekąski czy niezdrowe napoje gazowane, dla innych setny pluszowy Pokemon, dla jeszcze innych kolejne płatne zajęcia dodatkowe. Oczywiście dla świętego spokoju można kupić dziecku wszystko. Nie powiem, czasem daję dzieciom wolną rękę i mogą wydawać swoje pieniądze ze skarbonki nawet na roczny zapas czekolady, który pochłoną w tydzień. W takim wypadku warto jednak zaznaczyć czym jest zatwardzenie, czyli naturalna konsekwencja. To właśnie one najbardziej uczą dzieci. 15cm Creeper z plastiku za 50 zł czy raczej wyjście do kina all-inclusive (popcorn, orzechy w czekoladzie i soczek)? Dla mnie wybór jest prosty, jednak dziecko może wybrać inaczej. Jeśli akceptujesz obydwie możliwości – pozwól wybrać. Jeśli nie – nie dawaj wyboru. Jak później wytłumaczysz, że nie może wybrać tego, co zaproponowałaś?

Dawać pieniądze czy pożyczać?

W przypadku moich dzieci dobrą opcją oszczędzania są indywidualne skarbonki oraz konto oszczędnościowe na grubszą walutę (jak np. pieniądze z komunii). Jednak zdarzają się sytuację, kiedy w skarbonce dno i posucha a wymarzona zabawka woła „kupo mnie!”. Co wtedy? Pozwalać dziecku na dodatkowy wydatek? A może pożyczyć? Albo zapracować na nią? Najlepszym wyjściem jest pokazanie, że tylko miłość rodziców mają za darmo. Wszystko inne w świecie wymaga pewnego wysiłku lub rezygnacji z innej przyjemności (kosztu alternatywnego). Jeśli dziecko gotowe jest na tygodniowe wynoszenie śmieci czy rozładowywanie zmywarki jak było u nas, to nic nie stoi na przeszkodzie, by nauczyć, że praca, także ta w domu, to też pieniądz.

A co jeśli powie innym, że nas nie stać?

Strach przed ujawnieniem wrażliwych danych, do jakich także należy stan majątkowy, jest domeną rodziców przedszkolaków należących do wszystkich warstw społecznych. Tyle, że jednych nie stać na dodatkowego lizaka, innych na Iphone, a jeszcze innych – kursu szydełkowania nepalskich wzorów w buddyjskim klasztorze w Biratnagar. Jednak czy ten strach nie jest irracjonalny? Przecież nie ma osoby na świecie, która jest zdolna kupić wszystko. Nawet najbogatsi nie są w stanie sprostać każdej finansowej zachciance. Nie ma więc powodów do zmartwień, wszyscy rodzice pod tym względem są równi.

A Wy pozwalacie dzieciom na każde finansowe szaleństwo?