Całkiem poradnikowo

Zeszyt z kupą na okładce, czyli czy uczeń się wyróżnia czy błaznuje

Motyw emot­ki kupy, lub jak inni wła­ści­wie twier­dzą – lodów cze­ko­la­do­wych, robi ostat­nio furo­rę. Są podusz­ki w tym kształ­cie, bre­locz­ki, koszul­ki no i mate­ria­ły biu­ro­we. W tym zeszy­ty. I tu jawi się pro­blem: czy kupić zeszyt z kupą dziec­ku czy nie? Czy moż­na sądzić zeszyt po okład­ce? To wyróż­nia­nie się z tłu­my czy bła­ze­na­da?

Ważne pierwsze wrażenie

Nie moż­na dru­gi raz zro­bić dobre­go pierw­sze­go wra­że­nia. A do tego podob­no wystar­czy kil­ka pierw­szych sekund, by sobie wyro­bić opi­nię o czymś lub o kimś. W koń­cu jak Cię widzą, tak Cię piszą. Ale czy to w czym pisze Two­je dziec­ko też ma zna­cze­nie? Choć szko­ła powin­na być dale­ka od tak powierz­chow­nych osą­dów, to jed­nak ludzie są tyl­ko ludź­mi. I tak jak jed­ne­mu spodo­ba się poczu­cie humo­ru dziec­ka, tak dru­gi może być ura­żo­ny trak­to­wa­niem jego przed­mio­tu niczym eks­kre­men­tów. Tak samo jak kie­dyś nie­któ­rzy nauczy­cie­le pisa­li uwa­gi do dzien­nicz­ka za ryso­wa­nie na mar­gi­ne­sach czy ostat­niej stro­nie pod­czas nud­nej lek­cji, a inni jesz­cze dali pochwa­łę za obiek­tyw­ne przed­sta­wie­nie rze­czy­wi­sto­ści i odwa­gę, tak samo w przy­pad­ku zeszy­tu z emot­ką lodów cze­ko­la­do­wych może być ode­bra­ny w dwo­ja­ki spo­sób. Czy Two­je dziec­ko jest na to goto­we?

Nieważne jak mówią, byle o mnie mówili

Uczy­my dzie­ci tole­ran­cji. Szko­ła uczy, że każ­dy powi­nien być sza­no­wa­ny, jego god­ność jest rze­czą świę­tą, a wszel­ka inność powin­na być zaak­cep­to­wa­na. Oczy­wi­ście mówi­my o inno­ści zwią­za­nej z nie­peł­no­spraw­no­ścią, świa­to­po­glą­dem czy wyzna­niem lub jego bra­kiem. Nie­ste­ty nie wiem jak to jest z noszo­ny­mi przez dzie­ci sym­bo­la­mi taki­mi jak choć­by kupa na okład­ce zeszy­tu od mat­my. A może dziec­ko ma z tego kupę rado­ści a nie kupę nie­szczę­ścia?

O ile wyglą­du czy spraw­no­ści nie moż­na zmie­nić, o tyle przed­mio­ty, jakie dziec­ko nosi ze sobą do szko­ły już tak. Pod­czas ślu­bo­wa­nia na ucznia pierw­szej kla­sy każ­de z dzie­ci chó­rem recy­tu­je, że przy­rze­ka dbać o dobre imię szko­ły. Dla jed­nych może to ozna­czać bycie grzecz­nym i pasko­wym uczniem, dla innych wyróż­nia­ją­cym się i war­tym zapa­mię­ta­nia. Jed­nak czy w przy­pad­ku uczniów spraw­dza się powie­dze­nie Mary­lin Mon­roe „nie­waż­ne jak mówią, byle o mnie mówi­li”? Wpraw­dzie kon­tro­wer­sja w dzi­siej­szych cza­sach to klucz do sprze­da­ży, jed­nak chy­ba nie do koń­ca do nauki. Bo o ile arty­stom czy cele­bry­tom wol­no wię­cej, o tyle w przy­pad­ku kil­ku­lat­ka już nie jeste­śmy tacy sko­rzy do patrze­nia przez pal­ce na ich wybry­ki.

Tolerancja w szkole? Dziękuję, postoję!

W szko­le moje­go syna oso­by nie­peł­no­spraw­ne, inne wyglą­dem niż kanon pięk­na, Świad­ko­wie Jeho­wi czy inni wyznaw­cy nie mają łatwo, bo cięż­ko wpro­wa­dza się tole­ran­cję, kie­dy w domach nie mówi się o rów­nych szan­sach, a o róż­ni­cach. Ba, czę­sto sami róż­nią­cy się nie są lep­si. Pod­czas wspól­ne­go noco­wa­nia w szko­le dwóch klas, któ­re mają zostać połą­czo­ne we wrze­śniu w jed­ną, doszło do nie­mi­łe­go incy­den­tu. Jeden uczeń, o dość cha­rak­te­ry­stycz­nie ubar­wio­nej fry­zu­rze, obra­ził odro­bi­nę grub­szej kości dru­gie­go. Ten ostat­ni w przy­pły­wie emo­cji, któ­re i tak miał jak na postron­ku, bo nie każ­de dziec­ko dobrze sobie z nimi radzi w nowej sytu­acji jaką była taka inte­gra­cja, zaczął się pako­wać i goto­wać do wyj­ścia. Panie poroz­ma­wia­ły z paku­ją­cym się, a ja, jako jeden z opie­ku­nów, sia­dłam przed szko­łą na ławecz­ce i poroz­ma­wia­łam z pro­wo­dy­rem:

- Słu­chaj, wiesz co zro­bi­łeś?
— Tak, obra­zi­łem go. Powie­dzia­łem też, żeby spa­dał, to poszedł się pako­wać.
— Czy chciał­byś, by ktoś Cię tak potrak­to­wał?
— Nie, ale on nazwał mnie prze­zwi­skiem.
Spoj­rza­łam na jego wło­sy i już wie­dzia­łam, jakie jest owo prze­zwi­sko. Nie drą­ży­łam jed­nak.
— Lubisz swo­je prze­zwi­sko? Mnie nazy­wa­no Mrów­ka w liceum. Lubi­łam je. Za to kole­żan­ka o ksy­wie Dżdżow­ni­ca nie bar­dzo pała­ła miło­ścią do nazwy.
Chło­piec zaśmiał się, ale odrzekł:
— Nie lubię.
— To dla­cze­go prze­zy­wasz kogoś inne­go?
— Bo ude­rzył mnie pił­ką!
— Nie moż­na było tego ina­czej roz­wią­zać? Zro­bi­łeś komuś przy­krość, choć wiesz, że sam takich rze­czy nie lubisz.
— Moż­na. Prze­pra­szam. Co teraz będzie?
— A jak myślisz?
— Muszę prze­pro­sić…
— A chcesz?
— Tak. Nie chcę, by on poszedł do domu.
— Ok, ale oby­dwo­je musi­cie być na taką kon­fron­ta­cję goto­wi. Poga­dam z nim zanim się prze­pro­si­cie.
Sytu­acja skoń­czy­ła się polu­bow­nie: chłop­cy umó­wi­li się, że mają czy­stą kar­tę i zaczę­li od nowa. Wspól­ne noco­wa­nie mogło być kon­ty­nu­owa­ne.

Czy pozwolę mojemu synowi na zeszyt z kupą?

To, jak odczy­tu­je­my sym­bo­li­kę, zale­ży tyl­ko od nas. I nie mamy wpły­wu na to, co inni pomy­ślą o nas czy naszych dzie­ciach. Jeśli chce­my uchro­nić nasze dziec­ko od wszyst­kie­go co złe, owi­nąć je w folię bąbel­ko­wą, zakaż­my dziec­ku uży­wa­nie zeszy­tu z kupą w szko­le. Niech sobie rysu­je i pisze w nim w domu. Jed­nak czy wte­dy nauczy się, że inność jest pożą­da­ną cechą? Chy­ba nie. Co inne­go, gdy­by samo dziec­ko nie było goto­we aż na taką eks­tra­wa­gan­cję. Bo jeśli jest, to zwy­czaj­nie my, rodzi­ce nie jeste­śmy goto­wi na wyróż­nia­nie się lato­ro­śli na tle gru­py. Ja z chę­cią kupię zeszyt z moty­wem lodów cze­ko­la­do­wych jeśli będzie dziec­ko mia­ło na to ocho­tę. Sko­ro moja cór­ka mogła być Super­wo­men na balu kar­na­wa­ło­wym, a nie księż­nicz­ką, to cze­mu mia­ła­bym zane­go­wać 16 kar­tek w tro­chę kon­tro­wer­syj­nej opra­wie?

Co do zna­cze­nia zna­ków podam dwie aneg­dot­ki. W śre­dnio­wie­czu pasia­ste ubra­nia były zare­zer­wo­wa­ne dla pro­sty­tu­tek, kugla­rzy i cyr­kow­ców, więc zakon kar­me­li­tów bosych, któ­ry miał też pasia­ste sza­ty, bar­dzo wyróż­niał się z tłu­mu jed­no­ko­lo­ro­wych mni­chów innych zako­nów. Na nic zda­ło się tłu­ma­cze­nie, że brą­zo­wo-bia­łe paski to kopia szat Elia­sza. Kil­ku kolej­nych papie­ży wyda­wa­ło naka­zy nosze­nia przez nich szat w jed­nym kolo­rze. I tak dziś kar­me­li­ci mają brą­zo­we sza­ty.

 

Dru­ga będzie o zna­cze­niu moty­la i jed­no­roż­ca. Kto zna dziew­czyn­kę, któ­ra nie lubi jed­no­roż­ców? Albo motyl­ków? Tyl­ko dla­te­go, że nie­któ­rzy uży­wa­ją sym­bo­lu jed­no­roż­ca jako wska­zu­ją­ce­go na wol­ność sek­su­al­ną i miłość homo­sek­su­al­ną, a motyl­ka jako sym­bol New Age, zosta­ły one wpi­sa­ne na listę sym­bo­li zaka­za­nych przez kato­li­cyzm.

Fot. 1 Orin Zebest, fot. 2 Doc­Chew­bac­ca, fot. 3 Ian Hughes, CC BY 2.0

 

Czy teraz ina­czej będzie­my patrzeć na bie­lin­ka kapust­ni­ka lub rusał­kę admi­ra­ła na łące albo na pasia­stą pidża­mę? Chy­ba nie. Dla­cze­go więc zeszyt w kupę ma zawa­żyć na oce­nie w nim zawar­tej? Z chę­cią prze­czy­tam w komen­ta­rzach Wasze za i prze­ciw.

32 komentarze

  • Gosia

    Pierw­sze wra­że­nie jest waż­ne, ale chy­ba nie naj­waż­niej­sze. Czło­wiek nie da się poznać przy pierw­szym spoj­rze­niu. Świet­ny tekst

  • Blog niezdecydowanej

    Wow. Bar­dzo super i praw­dzi­wy post. Napraw­dę jeste­smy przy­zwy­cza­je­ni, że pierw­sze wra­że­nie jest “pod­sta­wą”. A, co oka­zu­je się póź­niej? Że “ta” oso­ba jest świet­ną kole­żan­ką itp.

    Na dzie­ci moż­na przy­mknąć oko, wia­do­mo. Ale wte­dy rodzi się pyta­nie. Jak rodzi­ce mogli dać dziec­ku do szko­ły np. zeszyt z kupą?

  • Bea Miko

    Świet­ny tekst. Jeże­li cho­dzi o pierw­sze wra­że­nie to nigdy mnie nie pomy­li­ło przy pozna­niu kogoś, pozdra­wiam 🙂

  • Super dzieciaczki

    A mi to zupeł­nie z kupą się nie koja­rzy, ale pierw­sze wra­że­nie czę­sto decy­du­je o dal­szych losach, cho­ciaz fak­tycz­nie wszyst­kie­go nie prze­kre­śla.

  • ladymamma.pl

    Myślę, że z tym pierw­szym wra­że­niem to wszyst­ko zale­ży od czło­wie­ka… Nie raz na wła­snej skó­rze prze­ko­na­łam się, że dana oso­ba jest super war­to­ścio­wym czło­wie­kiem pomi­mo, że nasze pierw­sze spo­tka­nie nie wró­ży­ło tego…

    • Mamnatooko.pl.

      zga­dzam się. doświad­czy­łam podob­nych wra­żeń. Póź­niej było mi po pro­stu głu­pio przed tą oso­bą. Teraz bar­dzo się lubi­my. Pierw­sze wra­że­nie (jakie­kol­wiek i doty­czą­ce cze­go­kol­wiek) nie zawsze jest naj­wa­zniej­sze. war­to dawać dru­gą szan­sę.
      Jeśli cho­dzi o zeszyt z mniej lub bar­dziej kon­tro­wer­syj­ną okład­ką — no cóż, nie będzie to nic odkryw­cze­go, ale -> nie powin­no oce­niać się po okład­ce 😉

  • Aleksander Janusz

    Będąc w tym roku na waka­cjach, w jed­nym ze skle­pi­ków z pamiąt­ka­mi zoba­czy­łem kiwa­ją­cą się kupę (coś na zasa­dzie chiń­skie­go zło­te­go kot­ka macha­ją­ce­go łapą czy psa rusza­ją­ce­go gło­wą, któ­ry czę­sto może­my zoba­czyć w samo­cho­dach). Nie wiem po co komuś taka pamiąt­ka… Może nie jest ona zła, ale jest po pro­stu głu­pia. Co cie­ka­we, kiwa­ją­ca się kupa była usy­tu­owa­na tuż obok kiwa­ją­ce­go się papie­ża (cie­ka­wy kon­trast). Sklep mie­ścił się poza Pol­ską. Pozdra­wiam!

  • Kinga Kulczycka

    Nie wiem jak mam to sko­men­to­wać, moda nie zna gra­nic, tren­dy już są tak do przo­du, że cofa­ją się w roz­wo­ju. Cza­sem wyda­ję mi się, że ewo­lu­cja zawra­ca i wszy­scy zmie­rza­my w kie­run­ku idio­kra­cji.
    Serio kupa?-zaraz będą fla­ki, łoży­sko, glut z nosa. Jeśli pozwa­lać na wszyst­kie “mod­ne” gadże­ty, to może zro­bić foto­gra­fię praw­dzi­wiej kupy i okle­ić zeszy­ty, i książ­ki. Jed­no pyta­nie, co da dziec­ku posia­da­nie zeszy­tu z kupą? Uczy­ni je wyjąt­ko­wym? hehe­he no nie, prze­pra­szam. Super arty­kuł, masz dar do pisa­nia, ale ten temat mnie strasz­nie poru­szył- wybacz 😉 Ści­skam Cię cie­pło i życzę miłe­go dnia.
    P.s czym się ota­czasz i na czym sku­piasz, to rośnie 😉
    Zatem ana­lo­gicz­nie jeśli będzie­my ota­czać się kupą, będzie jej wokół bar­dzo dużo hehe­heh 😉

  • Mynio

    Więk­szość takich jak opi­sa­na sytu­acji spro­wa­dza się do ste­reo­ty­pów i skró­tów myślo­wych, któ­re nie­wie­le wspól­ne­go mają z rze­czy­wi­sto­ścią, nawet sza­cun­kiem do wol­nej woli innych. Cie­ka­we jest Two­je podej­ście do tema­ty, raczej mało oczy­wi­ste. Jed­nak jeśli rodzi­ciel­stwo nie pole­ga jedy­nie na wrzu­ca­niu dzie­ci do jed­ne­go wor­ka — war­to mieć podob­ne.

  • Kamila Wereszko | Testownisko

    Kur­czę, ja na praw­dę nie widzę pro­ble­mu w tym by dziec­ko mia­ło zeszyt czy ple­cak we wzor­ki z panem Kupą, czy też loda­mi. Jed­nak tutaj postę­po­wa­ła­bym ostroż­nie i po pro­stu przy takich wzo­rach pozwo­li­ła­bym wybie­rać dziec­ku. To w koń­cu ono będzie tych rze­czy uży­wać. Doszu­ki­wa­nie się przez nauczy­cie­li dru­gie­go dna w takim rysun­ku to dla mnie abs­trak­cja. Prze­cież to tyl­ko okład­ka; jeśli będzie na niej kary­ka­tu­ra jakiejś oso­by to też ma być nawią­za­nie do wyglą­du nauczy­cie­la? Bez prze­sa­dy, tro­chę luzu i śmiesz­nych rysun­ków w szko­le potra­fi zdzia­łać cuda 🙂

  • ewa ka

    Lata za mną taki bie­li­nek. Fuj. a tak na poważ­nie dzie­ci nie sągłu­pie, one wie­dzą na jaką pro­wo­ka­cję mogą sobie pozwo­lić wśród rówie­śni­ków. Wolę­ze­szyt z kupą­niż te zeszy­ty, któ­re pro­du­cent już sam prze­zna­czył do jakie­goś przed­mio­tu i dodał dzia­dow­skie gra­fi­ki do tego.

  • Katarzyna Mróz

    W sumie to nie wiem czy chcia­ła­bym, żeby mój syn miał taki zeszyt, może gdy­by się uparł to w koń­cu bym się zgo­dzi­ła.

  • EPHEMERIC BEAUTY

    Nie mam dzie­ci ale na zeszyt do szko­ły z kupą bym się nie zgo­dzi­ła. Może sobie w takim zeszy­cie ryso­wać w domu ale w szko­le, może to zostać ode­bra­ne za brak sza­cun­ku do przed­mio­tu.

  • Mamologia.pl

    Tytuł mnie bar­dzo roz­ba­wił. Pomy­sla­lam, “czy napraw­dę moż­na napi­sać post o kupie?” Ale to bar­dzo waż­ny tekst, nie o kupie, a o akcep­ta­cji. Ja jestem zde­cy­do­wa­nie za tym, zeby “nie” mówić tyl­ko tam gdzie to koniecz­ne. Nie widze w okład­ce zeszy­tu bra­ku sza­cun­ku do szko­ły.

  • Mama do Sześcianu

    Na szczę­ście nie sto­ję przed wypo­rem kup­na zeszy­tu z kupą na okład­ce, ale tak na praw­dę to nie jest to naj­waż­niej­sze. O wie­le bar­dziej istot­ne jest nauczyć dziec­ko pozy­tyw­nych war­to­ści.

  • Magdalena Owczarek

    Cóż.… lek­cję tole­ran­cji powin­no się roz­po­cząć od samych nauczy­cie­li. Mia­łam oka­zję przez chwi­lę bywać w poko­ju nauczy­ciel­skim i wiem, jak nauczy­cie­le mówią o uczniach za ich ple­ca­mi.

  • Sylwia Antkowicz

    Nie przy­szło­by mi do gło­wy jako nauczy­ciel­ka, by obra­żać się, bo dziec­ko ma zeszyt z moty­wem posta­ci “Kupa”. Ale już w kla­sie moje­go bra­ta prze­zwi­sko wycho­waw­czy­ni brzmia­ło “paru­ją­ce gów­no”… Cóż, mia­ła podwój­ne nazwi­sko i po lek­kim prze­ro­bie­niu było podob­ne do owe­go prze­zwi­ska i stąd wziął się ich pomysł. Nie­ste­ty nauczy­ciel­ka pozna­ła to prze­zwi­sko i nie było jej miło.

  • Diet&respect Dominika Legenza

    A ja nawet nie wie­dzia­lam że kupa jest na topie. Haha­ha. No nie­źle. Grunt to zdro­we podej­ście do wszyst­kie­go.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Nie mia­la­bym nic prze­ciw­ko kupie na oklad­ce 😉 Wazniej­sze jest to, co dziec­ko sobą repre­zen­tu­je , co ma w glo­wie — i czy wszyst­ko jest tam wzgled­nie roz­sąd­nie i dobrze “poukła­da­ne”. Ja szko­le polu­bi­lam dopie­ro w liceum (choc zawsze bylam pry­mu­ską z czer­wo­nym paskiem na świa­dec­twie). Dla­cze­go? Dla­te­go, ze dopie­ro tam nauczy­cie­le trak­to­wa­li nas bar­dziej po ludz­ku i po part­ner­sku — i nie mia­ło zna­cze­nia, jak kto wyglą­da czy jakie ubra­nia nosi. Dodam, ze moje liceum to byla tzw. “szko­la z tra­dy­cja­mi” , pel­na lau­re­atow roz­nych olim­piad i napraw­de ciez­ko sie bylo do niej dostac — a mozna bylo tam spo­tkac oso­by z zie­lo­ny­mi wlo­sa­mi, agraf­ka­mi w nosie i tatu­aza­mi. Pel­na tole­ran­cja dla takich rze­czy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *