Kiedy Polska to za mało — matka na Gwadelupie

Kiedy Polska to za mało — matka na Gwadelupie Image

Kiedy Polska to za mało — matka na Gwadelupie

Nie­wie­le osób wie, że poza Eu­ro­pą ist­nie­ją kra­je, któ­re tak­że na­le­żą do Unii Eu­ro­pej­skiej, jak­kol­wiek dziw­nie to brzmi. Są to jej re­gio­ny pe­ry­fe­ryj­ne, kra­je, któ­re są by­ły­mi ko­lo­nia­mi, obec­nie z dużą au­to­no­mią, ale na­dal za­leż­ne od kra­jów-ma­tek. Do ta­kie­go wła­śnie pań­stwa, za­leż­ne­go od Fran­cji, na­le­ży sło­necz­na wy­spa na Pa­cy­fi­ku, w Ame­ry­ce Środ­ko­wej – Gwa­de­lu­pa. To wła­śnie tam pod jed­ną z palm cza­sem moż­na spo­tkać Ka­ta­rzy­nę Ter­li­kow­ską pi­szą­cą blo­ga www.zyciepodpalmami.pl.

gwadelupa8

Kon­fa­bu­la: Po­cho­dzisz ze Szcze­ci­na, z któ­re­go bli­żej do Ber­li­na niż War­sza­wy. Od jak da­wa­na miesz­kasz poza Pol­ską?
Ka­ta­rzy­na Ter­li­kow­ska: Za gra­ni­cą od bar­dzo daw­na. Już na stu­dia wy­je­cha­łam do Ber­li­na. Po­cząt­ko­wo mi się nie po­do­ba­ło, więc wró­ci­łam, ale po skoń­cze­niu stu­diów i pra­cy w Pol­sce znów się tam wy­bra­łam, na 2 lata. To było już zu­peł­nie inne miej­sce, bar­dzo się zmie­ni­ło. Po­tem po 2 la­tach “ka­rie­ry” w Ber­li­nie po­sta­no­wi­łam wy­je­chać hen hen. Pa­dło na Gwa­de­lu­pę, bo tu by­łam wcze­śniej na wa­ka­cjach.

gwadelupa2

Kon­fa­bu­la: Gwa­de­lu­pa jest tak da­le­ko… Co Cię zdzi­wi­ło po przy­by­ciu na ta małą wy­spę?
Ka­ta­rzy­na Ter­li­kow­ska: Oj dużo. Przede wszyst­kim to, że po­mi­mo, że jest to te­ry­to­rium Fran­cji, czy­li Unii, z więk­szo­ścią “udo­god­nień” zna­nych z Eu­ro­py — to miej­sce na­dal za­cho­wa­ło bar­dzo sil­ne tra­dy­cje i zu­peł­nie inny spo­sób ży­cia. Sami miesz­kań­cy Gwa­de­lu­py uwa­ża­ją sie­bie za Gwa­de­lup­czy­ków i tak o so­bie mó­wią. Ni­gdy “Fran­cu­zi”. Fran­cja, któ­rą na­zy­wa­ją tu za­wsze “Me­tro­po­le”, czy­li “me­tro­po­lia, sto­li­ca” — jest dla nich zu­peł­nie in­nym świa­tem.
Chy­ba tyl­ko jed­na rzecz za­sko­czy­ła mnie tu na­praw­dę ne­ga­tyw­nie — ad­mi­ni­stra­cja. Fran­cja to pań­stwo so­cjal­ne, biu­ro­kra­cja jest tu tra­gicz­na. Nie wiem, czy da­ła­bym radę żyć w “Me­tro­po­le” — na Gwa­de­lu­pie i tak jest więk­szy luz. Ale daje się to we zna­ki. Wła­śnie za­pła­ci­łam 23€ “po­dat­ku” za pacz­kę od ro­dzi­ców z Pol­ski, za któ­rej wy­sył­kę za­pła­ci­łam już wcze­śniej 100€… Ta­kie mo­men­ty wku­rza­ją, bo w ad­mi­ni­stra­cji fran­cu­skiej na­wet urzęd­ni­cy są kom­plet­nie po­gu­bie­ni. Ale to po pro­stu cena, jaką pła­cisz za prze­by­wa­nie w raju — tro­chę cza­su spę­dzo­ne­go na “pa­pier­kach”. Mimo wszyst­ko pro­wa­dze­nie fir­my, itp. wy­glą­da tu o nie­bo le­piej niż w Pol­sce.
Z po­zy­tyw­nych rze­czy — na pew­no za­sko­czy­ła mnie na­tu­ra. Je­stem oso­bą wy­cho­wa­ną bar­dziej w miej­skich kli­ma­tach, na­tu­ry się za­wsze ba­łam. Tu pod­cho­dzi­łam do niej bar­dzo ostroż­nie. Ale szyb­ko się oka­za­ło, że poza tym, że jest dzi­ko i trze­ba po pro­stu za­cho­wać zdro­wy roz­są­dek, ab­so­lut­nie nic tu nam nie za­gra­ża. Żad­ne zwie­rzę­ta na Gwa­de­lu­pie nie są ja­do­wi­te, nie ma re­ki­nów, węży, itd.
Po­zy­tyw­nie za­sko­czy­li mnie też lu­dzie — choć część no­we­go po­ko­le­nia jest już „znisz­czo­na” fran­cu­skim so­cja­li­zmem i za­cho­wu­je się pre­ten­sjo­nal­nie, więk­szość za­cho­wa­ła tra­dy­cje i są to lu­dzie mili, sza­nu­ją­cy swo­je miej­sce, po­moc­ni, życz­li­wi. Za­wsze też uśmiech­nię­ci. To jed­na z naj­waż­niej­szych rze­czy — móc prze­by­wać w po­zy­tyw­nym śro­do­wi­sku, dla któ­re­go je­steś war­to­ścio­wym czło­wie­kiem, a nie ko­lej­nym ano­ni­mo­wym prze­chod­niem na uli­cy.

gwadelupa3

Kon­fa­bu­la: Jak kształ­tu­ją się ceny na ka­ra­ib­skiej wy­spie?
Ka­ta­rzy­na Ter­li­kow­ska: Do­kład­nie opi­su­ję to na blo­gu w dzia­le “Ży­cie na Ka­ra­ibach”. Ceny są zbli­żo­ne do eu­ro­pej­skich (Fran­cja, Niem­cy). Część spro­wa­dza­nych pro­duk­tów jest jed­nak dużo droż­sza np. ko­sme­ty­ki. Mnie to nie do­ty­czy bo ja żyję “bez Strat” (co opi­su­ję na blo­gu w dzia­le “Ży­cie bez Strat”) — tak na­praw­dę tu­taj oszczę­dzam naj­wię­cej w swo­im ży­ciu. Przede wszyst­kim dla­te­go, że naj­więk­szą cenę zwy­kle pła­ci się za je­dze­nie — a tu jest do­stęp­ne świe­że na­tu­ral­ne, eko — za uła­mek ceny skle­po­wej. Świe­że owo­ce są wszę­dzie, moż­na je ze­rwać z drze­wa przy dro­dze: man­go, avo­ca­do, ana­na­sy, ba­na­ny, me­lo­ny… i wie­le in­nych rza­dziej wy­stę­pu­ją­cych “ła­ko­ci”.

gwadelupa4

Kon­fa­bu­la: Jak żyje się w ta­kim pięk­nym miej­scu?
Ka­ta­rzy­na Ter­li­kow­ska: Brak stre­su — to naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­na ce­cha Ka­ra­ibów. Tu ży­cie pły­nie ina­czej. Wła­śnie dla­te­go też tak dłu­go trwa­ją spra­wy ad­mi­ni­stra­cyj­ne — jak wspo­mi­na­łam wy­żej jest to cena za ży­cie w raju (ja mam „luz” w pra­cy to cze­mu pani na po­czcie ma nie mieć?). Dłu­go za­ję­ło mi do­sto­so­wa­nie się do tego — ale dziś wi­dzę, że ży­cie “eu­ro­pej­skie” — cią­głe bie­ga­nie, etc. jest kom­plet­nie po­zba­wio­ne sen­su. Bie­ga­my bo inni bie­ga­ją. Nie dla­te­go, że chce­my. Tu na Gwa­de­lu­pie też mo­gła­bym “bie­gać”, pra­co­wać jak sza­lo­na, ro­bić ka­rie­rę itd — ale po co? Pra­cu­je tyle, ile po­trze­bu­ję — od­po­wie­dzią na pro­ble­my fi­nan­so­we są oszczęd­no­ści, a nie wię­cej za­rob­ków.
Tu ce­le­bru­je się dni wol­ne. Za­uwa­ży­łam że to do­me­na wszyst­kich bar­dziej zwią­za­nych z tra­dy­cją i spo­koj­niej­szych miejsc na Zie­mi. Przy­naj­mniej tych, któ­re od­wie­dzi­łam do tej pory. Lu­dzie tam żyją “od świę­ta do świę­ta” a nie “od pierw­sze­go do pierw­sze­go”. Za­miast ro­bić za­ku­py tu “pie­lę­gnu­je się swój ogró­dek”. Ko­bie­ty same szy­ją tra­dy­cyj­ne, prze­pięk­ne ko­lo­ro­we ba­weł­nia­ne stro­je na róż­ne oka­zje. Męż­czyź­ni przy­go­to­wu­ją mię­sa. Całe ro­dzi­ny ra­zem go­tu­ją, gri­lu­ją, itd. Jak jest dzień wol­ny to spę­dza się go z in­ny­mi — są­sia­da­mi, zna­jo­my­mi. Nikt wte­dy nie pra­cu­je. Na­wet re­stau­ra­cje dla tu­ry­stów!

gwadelupa5

Kon­fa­bu­la: Jak wi­dzisz Gwa­de­lup­czy­ków i jak oni Po­la­ków?
Ka­ta­rzy­na Ter­li­kow­ska: Kie­dy za­czę­łam od­wie­dzać lo­kal­ne im­pre­zy pla­żo­we by­łam w szo­ku. Tu­taj mło­dzi za­cho­wu­ją się zu­peł­nie ina­czej. Ko­bie­ty nie mają kom­plek­sów — nie­za­leż­nie od tego ja­kie mają cia­ło są z nie­go dum­ne i dum­nie je po­ka­zu­ją. Tań­ce są bar­dzo zmy­sło­we, wi­dać że lu­dzie tu lu­bią się ba­wić i cie­szyć ży­ciem. Zresz­tą sami to po­wta­rza­ją — że „z ży­cia na­le­ży ko­rzy­stać”.
Mar­twi mnie jed­nak mło­de po­ko­le­nie wy­cho­wa­ne już w so­cja­li­zmie (Fran­cja sil­nie in­we­stu­je tu w ry­nek i na­rzu­ca swój sys­tem od ok. 20–30lat). To po­ko­le­nie ka­le­kie, nie po­tra­fią­ce my­śleć sa­mo­dziel­nie, któ­re nie ma w ogó­le sza­cun­ku do swo­je­go miej­sca — “wy­pra­ne” men­tal­nie. Z jed­nej stro­ny mówi się, że w re­gio­nach za­mor­skich Fran­cji jest gi­gan­tycz­ne bez­ro­bo­cie wśród mło­dych lu­dzi — ale jak po­pa­trzysz na tych lu­dzi — to ro­zu­miesz dla­cze­go tak jest. To ich pro­blem, a nie pro­blem ryn­ku. Pra­ca jest. Ale mło­dzi są po pro­stu zbyt dum­ni, za­ra­że­ni so­cja­li­zmem (“mi się na­le­ży”, “za 1500€ nie będę pra­co­wać”, itd) by pra­co­wać. Są też nie­sa­mo­wi­cie kiep­scy w pra­cy — mie­li­śmy w biu­rze kil­ku sta­ży­stów — na 4 tyl­ko jed­na oso­ba coś sobą re­pre­zen­to­wa­ła (wi­dać było że war­to­ści i sza­cu­nek do pra­cy wy­nio­sła z domu). Resz­ta to kom­plet­ne „zera” — prze­pra­szam za wy­ra­że­nie, ale na­praw­dę tak jest. Nie po­tra­fi­ły na­wet zro­bić pro­stej pre­zen­ta­cji w Po­wer­Po­in­cie — jed­na dziew­czy­na dla przy­kła­du cały ty­dzień oglą­da­ła fil­my na YouTu­be — sie­dzia­łam za nią w biu­rze więc wi­dzia­łam co robi. Przez cały ty­dzień nie zro­bi­ła ab­so­lut­ne nic — i nie po­pro­si­ła na­wet o po­moc, mimo, że wie­lo­krot­nie jej su­ge­ro­wa­li­śmy, że je­śli cze­goś nie umie, nie wie może za­py­tać… A po­tem był płacz, że nie ma pre­zen­ta­cji… mia­ła ty­dzień by py­tać, uczyć się cze­go­kol­wiek… Do­dam, że na Gwa­de­lu­pie bar­dzo cięż­ko o staż — nie ma tu tak wie­le firm jak w Eu­ro­pie, ry­nek jest mniej­szy, a fir­my „roz­rzu­co­ne” po ca­łej wy­spie.

gwadelupa6
Je­śli cho­dzi o bar­dziej doj­rza­łe spo­łe­czeń­stwo to są to w więk­szo­ści lu­dzie we­se­li, ga­da­tli­wi, nie­rzad­ko gło­śni. Ko­bie­ty uwiel­bia­ją się stro­ić i ma­lo­wać — zresz­tą nic dziw­ne­go — z tu­tej­szym ty­pem uro­dy pięk­nie kom­po­nu­ją się żywe ko­lo­ry. Nie­rzad­ko za­zdrosz­czę tu­tej­szym dziew­czy­nom — nie­któ­re są na­praw­dę nie­ziem­sko pięk­ne. Flir­to­wa­nie jest tu na po­rząd­ku dzien­nym, choć w więk­szo­ści bar­dzo kul­tu­ral­ne. Zresz­tą po­dob­nie, z tego co wiem jest we Fran­cji. Jest to taka kul­tu­ro­wa mie­szan­ka po­łu­dnio­wo- fran­cu­ska.
Po­la­ków mało kto tu do­brze ko­ja­rzy. Zresz­tą cze­mu się dzi­wi­my — gdy­by­śmy prze­cięt­ne­go Po­la­ka za­py­ta­li co są­dzi o Gwa­de­lup­czy­kach, zro­bił­by dziw­ną minę. Więk­szość zna­jo­mo­ści Pol­ski po­cho­dzi z kul­tu­ry fran­cu­skiej, jest np. po­wie­dze­nie “pi­ja­ny jak Po­lak” i parę in­nych.

gwadelupa7

Kon­fa­bu­la: Co war­to za­brać ze sobą (bo nie ma w skle­pach) by czuć się jak w domu? Da się?
Ka­ta­rzy­na Ter­li­kow­ska: Oj, nie da się. To kli­mat „od­wrot­ny” do pol­skie­go. Nie za­bie­rzesz ki­szo­nek, bo za go­rą­co. Do­bre­go mię­sa i tłusz­czu, bo za go­rą­co. Gę­siej pie­rzy­ny do spa­nia, bo za go­rą­co. Tu jest po pro­stu zu­peł­nie inne ży­cie. Jak ktoś bar­dzo jest zwią­za­ny z Pol­ską tra­dy­cją, kuch­nią, itd. to bę­dzie tu „cier­piał”.
Jed­nak uwa­żam, że war­to się po­ja­wić w ta­kim miej­scu choć­by na chwi­lę — prze­by­wa­nie w rze­czy­wi­sto­ści zu­peł­nie in­nej niż na­sza co­dzien­na po­zwa­la nam do­strzec wszyst­ko z in­nej stro­ny. Le­piej spoj­rzeć na swo­je ży­cie. Ja na­uczy­łam się tu wię­cej o so­bie, swo­im ży­ciu i świe­cie niż przez całą moją wcze­śniej­szą eg­zy­sten­cję.

gwadelupa9

Fot. Ce­dric Fri­xon (instagram.com/cedric.frixon)


Je­śli lu­bisz po­dró­że z pal­cem po ma­pie, co śro­dę za­pra­szam na wy­pra­wę z jed­ną z pol­s­kich mam mieszka­ją­cych za gra­ni­cą. Wpi­sy już pub­likowane zna­jdziecie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 11 Data | 8 czerwca 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano:

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Ale się rozmarzyłam…piękne miej­sce i bar­dzo cie­ka­wy wy­wiad. Lu­bie czy­tać ta­kie in­spi­ru­ją­ce hi­sto­rie 🙂

  • Syl­wia

    Cie­ka­wy tekst. Pięk­ne wi­do­ki 🙂

  • Aż bym chcia­ła rzu­cić wszyst­ko i wy­je­chać w ta­kie miej­sce na sta­łe. U nas wszyst­ko jest zbyt szyb­kie, wszyst­ko bie­gnie, nie ma cza­su na nic — nie lu­bię tak.

  • O rety.…co za baj­ko­we zdję­cia!!! Az trud­no uwie­rzyć, ze gdzieś w świe­cie jest tak pięk­nie 🙂

  • Cu­dow­nie! Fot­ki nie­ziem­skie! Choć, jak tak czy­ta­łam, to tro­chę jak­bym czy­ta­ła o swo­im Szczy­cie 🙂 Też taki tro­chę inny, od­izo­lo­wa­ny od resz­ty świa­ta, gdzie czas to­czy się swo­im wy­jąt­ko­wym tem­pem 🙂

    • Tyl­ko do mo­rza tro­chę da­le­ko. Ogło­sze­nie wa­ka­cji na Szczy­cie by­ło­by chy­ba ta­kie: „Do­mek w głu­szy, pięk­ne wi­do­ki, pla­ża w od­le­gło­ści tyl­ko 900 km!” 🙂

  • Co za raj! Chcia­ła­bym za­miesz­kać kie­dyś w ta­kim miej­scu choć­by na mie­siąc — dwa, żeby nie czuć się tam jak na wa­ka­cjach, a żeby po­znać ta­kie praw­dzi­we ży­cie lo­kal­sów.

  • Mały Ja­mes Błąd się wkradł na sa­mym po­cząt­ku — nie je­ste­śmy na Pa­cy­fi­ku tyl­ko na Atlan­ty­ku 🙂 Czy do­kład­niej — na gra­ni­cy Atlan­ty­ku i Mo­rza Ka­ra­ib­skie­go 🙂