Całkiem poradnikowo

Cyfrowy detoks, czyli najlepszy z możliwych

„Dnia xxx nastąpi zaplanowane wyłączenie prądu. Trwają prace konserwatorskie sieci. Przepraszamy.” – prawdopodobnie taka właśnie kartka wisiała na słupie ogłoszeniowej i to jej nie widziałam wstawiając pranie i planując kolejny szalony dzień z komputerem (ja to mam powody do entuzjazmu). Pościel już cieszyła się na myśl o furgotaniu na wietrze, klawiatura paliła się pod palcami i bzzzzz – zabuczał UPS oznajmiając, że oto koniec dobrego, prądu nie będzie. Do popołudnia. Z ciężkim sercem zrobiłam więc to, co czekało na taki dzień bez prądu od dawna: umyłam samochód, okna, wytrzepałam dywaniki, zdarłam nalepki z szafek, o co kiedyś mnie prosiły dzieci, przyszyłam ucho misiowi, guzik w spodniach czekających na igłę i nić już z pół roku oraz wszyłam nową gumkę w za luźne legginsy. Zostało mi jeszcze czasu na książkę i kawę. Luksus! Taki cyfrowy detoks powinien robić sobie każdy, ale bez przymusu spowodowanego brakiem prądu! Dlaczego go sobie sami nie robimy?

8-godzinny dzień pracy to dawne dzieje

Rewolucja przemysłowa przyniosła całkiem sporo nowych rozwiań. Jednym z nich był w miarę symetryczny podział życia na trzy równe części, po 8h każda: 8h pracy, 8h przeznaczone dla rodziny i 8h snu. Całkiem zdrowo dla ciała i duszy. Wtedy raczej każdy mieszkał blisko swojej fabryki czy biura, ale dziś, w dobie motoryzacji, odległości te są już spore, czasem nawet kilkudziesięciokilometrowe. Do standardowego dnia pracy doliczamy więc dojazdy. Technologia poszła dalej i teraz biurowego maila możesz sprawdzać w domu. A właściwie musisz. Na urlopie też. Czasem i nocą. Smartfony, sprawiły, że tak naprawdę, granica pomiędzy byciem w pracy a wyjściem z niej stała się całkowicie wirtualna.

Włącz reset

Dziś w ciągu jednego dnia przyswajamy w świadomy i nieświadomy sposób taką ilość informacji, którą osoba przed rewolucją przemysłową przyswajała podczas całego swojego życia: czytamy wiele gazet naraz, szukamy wyrażeń i terminów, oglądamy filmiki, choćby nawet te ze śmiesznymi kotkami, w każdej wolnej chwili. Moc obliczeniowa przeciętnego telefonu jest teraz większa niż mojego pierwszego komputera! Niestety mózg się od tego nie poszerzył. Przestał sobie radzić. A jak coś sobie nie radzi, to najlepiej to po informatycznemu zresetować.

Dlaczego trzeba? Bo dla układu nerwowego świat wirtualny jest tak samo realny jak ten poza ekranem monitora. Adrenalina w trakcie gniewu na nieprzychylny komentarz? Bezdech na widok maila z żądaniem poprawek? Dopamina i uczucie ulgi kiedy wreszcie odpisuje kurier, na którego czekasz cały dzień? To codzienne zmagania mojego i Twojego układu nerwowego, całkiem realne zmagania. Mózg bardzo tego nie lubi, kojarzy takie symptomy z niebezpieczeństwem. Ale mózg działa na zasadzie maksymalizacji przyjemności i uniknięcia dyskomfortu, dlatego automatycznie będzie chciał więcej i więcej dopaminy. Stąd też nawyk ustawicznego sprawdzania wiadomości, nawet jeśli wiesz, że robiłeś to dwie minuty temu.

Co robisz przed pójściem spać?

Podobno, choć to już obalona teoria, nie powinno się jeść po godzinie 18:00, szczególnie owoców. Bo to niezdrowe. Ale mało się mówi o tym, jak niezdrowe jest wpatrywanie się w niebieskie światło monitora tuż przed wpadnięciem w objęcia Morfeusza. Ekran monitora i smartfona emituje światło o podobnej barwie jak światło dzienne o poranku. Oznacza to dla mózgu „nie śpij, jest widno, do pracy, wykorzystaj dzień!” Przez to zmniejsza się ilość snu głębokiego, którego potrzebujemy do regeneracji.

Wielozadaniowość jest zła

Każdy niedokończony email, mrugająca dioda na komórce oznaczająca kolejne powiadomienie, zabiera jakąś część Twojej koncentracji i uważności. Im więcej rzeczy utrzymujesz w sposób ciągły w polu swojej uwagi, tym gorzej też poznajesz nowe rzeczy i zapamiętujesz. Może dlatego kiedy wczoraj Natka opowiadała mi o swoim dniu w przedszkolu, w tle grała muzyka i szczekały psy na listonosza, to z braku skupienia na tym co trzeba na patelni wylądowała skorupka od jajka, a jego zawartość w koszu na śmieci. Multitasking jest do niczego! Do tego potrafi skutecznie wypalić niejednego rodzica czy pracownika. Przełączanie się pomiędzy zadaniami jest jak żonglowanie: nie każdy potrafi robić to więcej niż dwiema piłeczkami, ale nawet ci, którzy umieją, mają swój limit.

Lepsze relacje z innymi

Według badań uniwersytetu w Stanford, każda godzina w sieci zmniejsza Twoje prawdziwe interakcje z innymi o około 30 minut. Nawyk ciągłego sprawdzania smartfona czy bycia online naprawdę ma wpływ na relację w rodzinie. Jeśli Twoje dziecko widzi Ciebie cały czas z telefonem w ręku, nawet w czasie wolnym, bardzo możliwe, że programujesz w nim nawyk jego korzystania z cyfrowego świata w całkiem niedalekiej przyszłości.

Zostaw swój telefon, a powiem Ci kim jesteś!

Cyfrowy detoks czy też post może się okazać trudniejszy niż wszystkie głodówki, jakie kiedykolwiek przyszło Ci przebyć. Bo pokazuje jaki tak naprawdę masz stosunek do technologii. Rządzisz Ty czy telefon? Umiesz odnaleźć się bez telefonu w podróży? Kręcisz się po domu bez celu, bo nie słychać muzyki z Ipada? A może brakuje Ci wieczornego seansu z serialem na Netflixie? Możesz w końcu odkryć kto jest tu tak naprawdę panem, a kto sługą. Jeśli masz poczucie, że coś właśnie Cię omija, bo nie jesteś online, jest do dosyć niepokojący sygnał.

Jak przygotować się do cyfrowego detoksu?

Wrzucanie kogokolwiek na głęboką wodę to ryzyko utonięcia, dlatego nawet do cyfrowego detoksu lepiej się przygotować wcześniej. Wyłączenie prądu, jak w moim przypadku, nie jest rozwiązaniem, które polecam. Metoda małych kroczków jest jak najbardziej wskazana.

  1. Po pierwsze musisz określić czas i być świadomym tego, że detoks robisz. Czasem godzina to już dobry początek. Ważne, by się nie zrazić zaraz przy pierwszym podejściu.
  2. Po drugie zdefiniuj czy wyłączasz swoje urządzenia, czy wyłączasz WI-FI i wiadomości wysyłane w trybie push. A może masz inny pomysł?
  3. Po trzecie zaplanuj co będziesz robił w trybie off-line. Nie musi to być szczegółowy plan co do minuty, ale zajęcie, które pomoże Ci wytrwać. Być może są rzeczy, które zawsze chciałeś zrobić, ale nie było na to czasu i ochoty do tej pory, jak choćby moje umyte okna.
  4. Po czwarte obserwuj siebie. To najważniejsza część detoksu. Zobacz jak się czujesz w trakcie detoksu i zaraz po jego zakończeniu, kiedy znowu połączysz się z siecią. Czy jest coś co Cię cieszy, czegoś żałujesz? A może coś Cię niepokoi?
  5. Po piąte nie poprzestać na jednorazowej cyfrowej abstynencji. Jeżeli poczułeś, że weekendowy, dniowy, parogodzinny detoks od świata cyfrowego przyniósł Ci pożytek, spróbuj to powtórzyć. Jednorazowe wydarzenie nie zmieni za dużo, za to powtórzenie buduje nawyk i daje możliwość zmiany.

To jak? Kto robi sobie weekendowy cyfrowy detoks?