Całkiem poradnikowo

Moje dziecko nie znosi przedszkola. Co zrobić?

Przej­dzie jej. To minie. Wrzuć na luz. Więk­szość dzie­ci tak reagu­je. Nie daj sobą mani­pu­lo­wać. Dla­cze­go tak się dener­wu­jesz? To nor­mal­ne! Krzy­czy? Drze się tak, że szy­by w oknach drżą? Wcze­pia się w poły two­je­go płasz­czy pazu­ra­mi i dziu­ry wygry­za w sza­li­ku? Trze­ba ją odry­wać od cie­bie siłą niczym przy­ssa­ną na wie­ki hubę? Nic nie je? Nie pije? Nie robi siu­siu przez 8 godzin? Nie mówi? Jest smut­na? I co z tego! To nic. To wszyst­ko nic. To nor­mal­ne. To minie. I tak dalej, i tak dalej…

Dobre rady

Taaa, reper­tu­ar „dobrych rad” znam na pamięć i teraz, po kil­ku latach, już mnie nie wku­rza­ją. Cho­ciaż kie­dy moja cór­ka mia­ła 3 lata i zaczy­na­ła swo­ją przy­go­dę z przed­szko­lem, na każ­de „wylu­zuj” reago­wa­łam wysyp­ką. Drgaw­ki ner­wo­we w połą­cze­niu z instynk­ta­mi mor­der­czy­mi poja­wia­ły mi się zawsze, kie­dy pora­dy w sty­lu „a klaps to by się przy­dał”, ewen­tu­al­nie „roz­pu­ści­ła pani cór­kę”, pły­nę­ły do mnie wart­kim stru­mie­niem zwłasz­cza od osób naj­mniej zobli­go­wa­nych do dawa­nia tych­że. Każ­dy, abso­lut­nie każ­dy wie­dział jak powin­nam się zacho­wać w obli­czu przed­szkol­ne­go kry­zy­su moje­go dziec­ka. Naj­bar­dziej wku­rza­ją­ce w tym wszyst­kim jest to, że… oni wszy­scy jed­nak mie­li rację. No, może z wyjąt­kiem tych mądra­li, któ­rzy radzi­li tera­pię klap­so­wą zasto­so­wać. Tym to bym sama klap­sa jed­ne­go czy dwa sprze­da­ła. Ale ja nie o tym… Rację mia­ła moja mama, bab­cia, ciot­ka i sąsiad­ka. Rację mia­ła super­nia­nia i mądre porad­ni­ki. Rację mie­li peda­go­dzy, psy­cho­lo­go­wie dzie­cię­cy, wycho­waw­czy­ni mojej cór­ki i kuchar­ka przed­szkol­na. Oni wszy­scy twier­dzi­li, że TO MINIE. Że potrze­ba spo­ko­ju, cier­pli­wo­ści i cza­su. Tyl­ko jak uwie­rzyć w to, że wszyst­ko będzie dobrze, kie­dy małe trzy­let­nie drą­ce się wnie­bo­gło­sy dziec­ko bła­ga cie­bie, abyś nie zosta­wia­ło go same­go, bo ono cie­bie tak kocha, tak potrze­bu­je, że mamu­siu kocha­na, skar­bie naj­droż­szy.…? No jak? Któ­ra mat­ka wytrzy­ma taki ter­ror emo­cjo­nal­ny? Ja czu­łam się prze­czoł­ga­na i psy­chicz­nie, i fizycz­nie.

Jak to było u nas

Moja cór­ka pierw­szy raz prze­kro­czy­ła próg przed­szko­la jako 3,5- lat­ka. Mądra, rezo­lut­na, weso­ła, samo­dziel­na dziew­czyn­ka, któ­ra marzy­ła o tym, żeby iść „do dzie­ci”. Żeby bawić się w kół­ko gra­nia­ste, żeby śpie­wać, tań­czyć i usy­piać lale z kole­żan­ka­mi. Jesz­cze w sierp­niu nie mogła docze­kać się pierw­sze­go dnia w przed­szko­lu, pyta­ła jak to będzie i kaza­ła opo­wia­dać sobie wciąż i wciąż o tych kolo­ro­wych zabaw­kach, dzie­ciach i miłej pani. O pysz­nych obiad­kach, pla­cu zabaw i wspól­nych spa­ce­rach z cała gru­pą dzie­ci. Była mak­sy­mal­nie pod­eks­cy­to­wa­na, a tym­cza­sem… pierw­sze tygo­dnie wrze­śnia oku­pio­ne były łza­mi. I jej, i moimi… Kie­dy zaczął się przed­szkol­ny kry­zys? Dokład­nie trze­cie­go dnia, czy­li tak jak mówią mądre książ­ki. Dwa pierw­sze dni to była sie­lan­ka, a ja uno­si­łam się pół metra nad zie­mią, bo byłam pew­na, że histe­rie przed­szkol­ne nas omi­ja­ją. Ze współ­czu­ciem patrzy­łam na inne mamy, któ­re upo­co­ne jak nie­bo­skie stwo­rze­nia wal­czą z ucze­pio­ny­mi ich szyj malu­cha­mi. Moja przez caaałe 2 dni robi­ła mi papa i uśmiech­nię­ta bie­gła do dzie­ci. Trze­cie­go dnia rano wspo­mnia­ła coś nie­ja­sno, że nie ma ocho­ty iść do przed­szko­la. Czwar­te­go dnia powie­dzia­ła już dobit­nie, że przed­szko­la nie­na­wi­dzi i nigdy wię­cej tam nie pój­dzie. Pią­te­go swo­je groź­by wpro­wa­dzi­ła w życie. Na wspo­mnie­nie tam­te­go dnia włos jeży mi się na gło­wie, mimo że minę­ło już pra­wie 7 lat. Arma­ge­don, jaki urzą­dzi­ła mi moja uro­cza trzy­lat­ka, przy­po­mi­nał trzę­sie­nie zie­mi w połą­cze­niu z dzi­kim tsu­na­mi. Sły­chać ją było na dru­gim koń­cu mia­sta, a wszy­scy pra­cow­ni­cy przed­szko­la powy­cho­dzi­li ze swo­ich sal, nawet panie kuchar­ki przy­bie­gły zoba­czyć jakie dziec­ko obdzie­ra­ją ze skó­ry. Skąd taki nagły zwrot nasta­wie­nia? Otóż moje dziec­ko odkry­ło, że pomi­mo tego, iż przed­szko­le jest faj­ne, wią­że się z roz­sta­niem z mamą. Nowe kole­żan­ki są faj­ne, zabaw­ki i wspól­ne tań­ce też, ale jak to tak roz­stać się uko­cha­ną mamą na całe 5 godzin?? Nie może być! Kry­zys trwał do koń­ca paź­dzier­ni­ka. Uda­ło nam się go poko­nać dzię­ki kil­ku spo­so­bom, o któ­rych teraz Ci opo­wiem. Może kie­dyś Ci się przy­da­dzą?

Garść porad, czyli u nas to zadziałało

1. Bądź pewna, że przedszkole to najlepsze rozwiązanie dla Twojego dziecka

Naj­pierw musia­łam prze­ko­nać samą sie­bie, że nie jestem wyrod­ną mat­ką i że robię dobrze posy­ła­jąc dziec­ko do przed­szko­la. Musia­łam pozbyć się irra­cjo­nal­ne­go poczu­cia winy odda­jąc cór­kę w ręce przed­szko­la­nek. Pamię­taj, że jeśli sama nie jesteś prze­ko­na­na czy dobrze robisz posy­ła­jąc dziec­ko do przed­szko­la, jak ma być pew­ny tego twój kil­ku­la­tek? On wyczu­wa wię­cej niż nam się wyda­je. Miej świa­do­mość, że 3 i 4-let­nie dzie­ci osią­ga­ją odpo­wied­nią doj­rza­łość, by wejść w etap przed­szkol­ny. To dla dziec­ka napraw­dę rewo­lu­cja i musi się z nią oswo­ić, więc łzy i roz­draż­nie­nie są natu­ral­ną tego kon­se­kwen­cją.

2. Nie przedłużaj rozstania w przedszkolnej szatni

Mały czło­wiek wte­dy jesz­cze bar­dziej pła­cze, histe­ry­zu­je i nakrę­ca się wraz z pięć­dzie­sią­tym buzia­kiem i sto osiem­dzie­sią­tym przy­tu­le­niem. Wyczu­wa Two­je napię­cie i nawet jeśli ma ocho­tę pobiec do dzie­ci, zosta­je przy­cze­pio­ny do Two­je­go płasz­cza. Sko­ro mama nie wycho­dzi, to zna­czy, że coś jest nie tak. Widzi wte­dy, że jego roz­pacz pod­wa­ża w tobie posta­no­wie­nie o zosta­wie­niu go w przed­szko­lu. Dziec­ko liczy na to, że nie wytrzy­masz, pod­dasz się jego proś­bom i zabie­rzesz z powro­tem do domu. Naj­lep­szy jest jeden buziak, zapew­nie­nie, że kochasz naj­bar­dziej na świe­cie i wró­cisz zaraz po obiad­ku. Tyl­ko dotrzy­maj sło­wa! Nie ma nic gor­sze­go niż zawie­dzio­ne dziec­ko, po któ­re spóź­nił się rodzic (mnie zda­rzy­ło się to raz i cór­ka do dzi­siaj ma żal, a ja wiel­kie wyrzu­ty sumie­nia).

3. Zaufaj przedszkolankom

Tak, ja wiem, że to ogrom­nie trud­ne dla każ­dej mamy ot tak zaufać obcym bądź co bądź ludziom i oddać im na kil­ka godzin swój naj­więk­szy skarb, ale… spró­buj. Prze­cież one nie chcą skrzyw­dzić Two­je­go dziec­ka, wręcz prze­ciw­nie: zro­bią wszyst­ko co w ich mocy, aby jak naj­szyb­ciej prze­sta­ło pła­kać i tym samym dez­or­ga­ni­zo­wać im pra­cę. Posta­ra­ją się jak naj­le­piej, aby uspo­ko­iło się i zaczę­ło bawić. Nie musisz się mar­twić, wymy­ślać czar­nych sce­na­riu­szy i odli­czać minut do chwi­li ode­bra­nia dziec­ka z pla­ców­ki. Ich doświad­cze­nie w pra­cy z dzieć­mi i umie­jęt­no­ści na pew­no dadzą dobry efekt.

4. Porozmawiaj z innymi matkami

Taka wymia­na gorz­kich żali zawsze przy­no­si ulgę, nie­za­leż­nie od tego, jakie­go tema­tu doty­czy. Uświa­do­mie­nie sobie, że inne mamy są tak samo zgnę­bio­ne i prze­ra­żo­ne jak Ty oraz że prze­ży­wa­ją rów­nie trud­ne chwi­le, bar­dzo pod­no­si na duchu i pozba­wia nie­przy­jem­ne­go uczu­cia osa­mot­nie­nia w pro­ble­mie. Wymie­nia­jąc uwa­gi z inny­mi rodzi­ca­mi, dzie­ląc się swo­imi roz­ter­ka­mi i nie­po­ko­jem, łatwiej też zna­leźć dobre dla sie­bie roz­wią­za­nie.

5. Wybierz inną osobę do odprowadzania dziecka

Niech to będzie tata, bab­cia, zaufa­na sąsiad­ka czy star­sza kuzyn­ka. Ktoś, do kogo maluch nie jest tak bar­dzo emo­cjo­nal­nie przy­wią­za­ny jak do mamy. Wia­do­mo, że w tym wie­ku mama to cen­trum wszech­świa­ta i to z nią naj­trud­niej się roz­stać. Cza­sa­mi krót­kie (cie­płe, ale spo­koj­ne; łzy zabro­nio­ne!) poże­gna­nie z mamą w domu i buziak od taty w szat­ni jest naj­lep­szym roz­wią­za­niem.

6. Skróć pobyt w przedszkolu do niezbędnego minimum

Jeśli możesz sobie na to pozwo­lić, to zacznij­cie od 2–3 h dzien­nie i stop­nio­wo zwięk­szaj czas poby­tu dziec­ka w przed­szko­lu. Dzię­ki temu łatwiej będzie znieść roz­łą­kę z mamą.

Zwróć się do psychologa.

Nie rozu­miem dla­cze­go pój­ście z dziec­kiem do psy­cho­lo­ga to wciąż temat tabu dla wie­lu rodzi­ców i nie­ja­kie przy­zna­nie się do tego, że ma się pro­blem. Tak, pro­ble­my się zda­rza­ją, a psy­cho­log jest po to, żeby wes­przeć w trud­nych chwi­lach i zna­leźć naj­lep­sze roz­wią­za­nie. To żaden wstyd. Wie­le przed­szko­li ma u sie­bie psy­cho­lo­ga dzie­cię­ce­go. On jest tam po to, żeby poma­gać. Jeśli odczu­wasz duży nie­po­kój, zapro­wadź dziec­ko do spe­cja­li­sty. Roz­wie­je Two­je wąt­pli­wo­ści i pod­po­wie jak naj­le­piej pora­dzić sobie z kry­zy­sem przed­szkol­nym.

I przede wszyst­kim… wrzuć na luz. To minie, sło­wo!

Fot. mykaul, CC BY-ND 2.0

Wpis gościn­ny popeł­ni­ła Ani­ka, mama dwóch córek, autor­ka blo­ga Ani­ka Pie­trusz­ko| blog.