Całkiem poradnikowo

Pokój moich dzieci to istny chaos. Jak nauczyć dziecko porządku?

Ciem­ność, ciem­ność widzę!” — chcia­ło­by się rzec za każ­dym razem, kie­dy wcho­dzę do poko­ju dziew­czy­nek czy Artie­go. Bo jak ina­czej zare­ago­wać na to sta­do plu­sza­ków, góry kloc­ków, rzę­dy kre­dek, szta­ple kart z pił­ka­rza­mi i par­kin­gi reso­ra­ków? Jed­nak czy napraw­dę war­to wal­czyć z bała­ga­nie­niem dziec­ka w jego poko­ju czy o porzą­dek w poko­ju nasto­lat­ka? I jak nauczyć dziec­ko porząd­ku?

Nie jestem fleją, ale też nie laborantką!

To nie tak, ze ja nie lubię czy­sto­ści czy poukła­da­nych w kan­cik koszu­lek w sza­fie. Co rano spę­dzam kil­ka­na­ście minut, by dopro­wa­dzić kuch­nię i salon do akcep­to­wal­nej prze­ze mnie for­my: zrzu­cam naczy­nia do zmy­war­ki, sprzą­tam okrusz­ki, zamia­tam pod­ło­gę czy odkła­dam jakąś szklan­kę, któ­rej sama nie odło­ży­łam wie­czo­rem na miej­sce. Jed­nak do anty­sep­ty­ki labo­ra­to­rium nukle­ar­ne­go mi dale­ko, bo pra­nie do poskła­da­nia cze­ka za moimi ple­ca­mi, a ja wolę ten czas spę­dzić w inny spo­sób. Nie­mniej porzą­dek, taki mój porzą­dek, bar­dzo mnie uspo­ka­ja. Lubię, kie­dy na sto­le nie ma nic inne­go niż sok, misa z owo­ca­mi i pacz­ka chu­s­te­czek. Lubię, kie­dy książ­ki na dzie­cię­cej pół­ce są odwró­co­ne grzbie­ta­mi do mnie, a napi­sy na nich mogę odczy­tać bez prze­krę­ca­nia gło­wy pod dziw­nym kątem. Wresz­cie lubię, kie­dy buty poukła­da­ne są w rów­nym rzę­dzie pod ścia­ną, a nie w loso­wych miej­scach w oko­li­cach pół­ki na obu­wie. Tyl­ko ukła­da­jąc je co wie­czór zawsze zasta­na­wiam się:

Dlaczego nikt poza mną nie widzi tego bałaganu?

Odpo­wiedź jest pro­sta i strasz­na zara­zem: bo ich tego nie nauczy­łam. Dzie­ci same z sie­bie nie zna­ją poję­cia bała­ga­nu, nie mają odru­chu odkła­da­nia rze­czy na swo­je miej­sce, nie widzą nicze­go złe­go w tym, że roz­sy­pa­ne na pod­ło­dze kloc­ki utrud­nia­ją przej­ście przez pokój. Mało któ­re nawet obej­dzie je dooko­ła – więk­szość przej­dzie niczym czołg naj­krót­szą dro­ga do celu. Sprzą­ta­nia trze­ba ich nauczyć jak każ­dej innej nie­fi­zjo­lo­gicz­nej czyn­no­ści. I to zada­nie spo­czy­wa na bar­kach rodzi­ców, a nie przed­szko­la i szko­ły. Jaki Natka prze­ży­ła szok, kie­dy pani w przed­szko­lu kaza­ła jej sprzą­tać po zaba­wie, a nie dopie­ro pod koniec dnia jak w domu.

Jak nauczyć dziecko sprzątać?

Naj­lep­szym przy­kła­dem jest same­mu dbać o ład i porzą­dek oraz wycią­gać natu­ral­ne kon­se­kwen­cje. Nie lubię leżą­cych na pod­ło­dze w łazien­ce ręcz­ni­ków, więc uczu­lam dzie­ci, że jak nie roz­wie­szą ich, to na dru­gi dzień ręcz­nik będzie nadal mokry, a one nie będą mia­ły czym się wytrzeć. Jeśli nie wrzu­cą brud­nych ubrań do kosza na bie­li­znę, ja ich nie wypio­rę, a skar­by scho­wa­ne w nie­opróż­nio­nych kie­sze­niach spodni kon­fi­sku­ję. W ten spo­sób Arti już raz stra­cił 20 zł, mąż śru­bo­kręt, Natka cukier­ka, a Kinia czte­ry żołę­dzie, któ­re chcia­ła zasa­dzić, bo mia­ły już kieł­ki. Łzom, poza utra­tą śru­bo­krę­ta, nie było koń­ca, ale od tego cza­su mniej nie­spo­dzia­nek w kie­sze­niach znaj­du­ję.

Wspólna przestrzeń, wspólny wysiłek

Ucząc moje dzie­ci sprzą­ta­nia po sobie moż­na zapę­dzić się jed­nak w kozi róg. Po kolej­nej poga­dan­ki nt. nie­umie­jęt­no­ści samo­dziel­ne­go wcho­dze­nia tale­rzy do i ze zmy­war­ki Kinia wsta­ła, odło­ży­ła swój tale­rzyk, na któ­rym jadła, i ode­szła od sto­łu.
— Kocha­nie, a inne naczy­nia? Np. miska po surów­ce? — zapy­ta­łam.
— To nie moje, nie muszę odkła­dać.

Sobota ogólnopolskim dniem sprzątania?

Przed pierw­szy­mi rekla­ma­mi tele­wi­zyj­ny­mi, któ­re roją się od zabi­ja­nych przez deter­gen­ty zaraz­ków, domy sprzą­ta­ne były porząd­nie dwa razy do roku: na Wiel­ka­noc i Boże Naro­dze­nie. Nikt nie dzi­wił się, ze w kącie zale­ga kurz, był on nor­mą, czymś, z czym co pewien czas sobie radzo­no za pomo­cą mio­tły i ścier­ki. Nie był powo­dem do posą­dza­nia gospo­da­rza o bycie leniem czy bru­da­sem. Ale cza­sy się zmie­ni­ły i w dobie pięk­nych obraz­ków z Insta­gra­ma czy Fac­bo­oka, pro­gra­mów o per­fek­cyj­nych paniach domu, każ­da gospo­dy­ni chcia­ła­by mieć na co dzień takie wymu­ska­ne wnę­trze. Bała­gan może prze­cież ozna­czać, że nie radzi­my sobie z obo­wiąz­ka­mi. A bała­gan w domu to bała­gan wży­ciu, czy­li z sobą. Para­dok­sal­nie jest odwrot­nie. Bo zwy­kle ludzie, któ­rzy mają bała­gan w gło­wie mają czę­sto dom wysprzą­ta­ny na błysk. Czę­sto obser­wu­je się to u ner­wi­cow­ców. Pozwól więc sobie na kon­tro­lo­wa­ny bała­gan. I dzie­ciom też.

Fot. Mark Doli­ner, CC BY-SA 2.0

37 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *