Życie w Hiszpanii — Kiedy Polska to za mało

Życie w Hiszpanii — Kiedy Polska to za mało Image

Życie w Hiszpanii — Kiedy Polska to za mało

Wła­śnie te­raz jest ide­al­ny czas, by po­je­chać do Hisz­pa­nii. Tem­pe­ra­tu­ra jesz­cze nie jest zbyt wy­so­ka, tłu­my też nie opa­no­wa­ły zna­nych ku­ror­tów. Jak miesz­ka się dłu­żej niż tyl­ko w wa­ka­cje w sło­necz­nej Se­wil­li opo­wie Kin­ga Mar­ci­niak, wła­ści­ciel­ka www.malaagencja.eu.

Kon­fa­bu­la: Od kie­dy miesz­kasz za gra­ni­cą i dlaczego?
Kin­ga Mar­ci­niak: W Hisz­pa­nii miesz­kam od pół­to­ra roku. Pierw­szym im­pul­sem do tego by za­cząć my­śleć o prze­pro­wadz­ce, był mój part­ner, se­wil­czyk, któ­ry nie naj­le­piej zno­sił pol­ski, chłod­ny kli­mat i krót­kie, mało sło­necz­ne dni. Po­tem, na dłu­go przed wy­jaz­dem, po­ja­wi­ła się myśl, o fir­mie. By­łam w ta­kim mo­men­cie mo­jej ka­rie­ry, w któ­rym za­czę­łam po­waż­nie my­śleć o za­ję­ciu się tym co lu­bię, czy­li or­ga­ni­za­cją wy­da­rzeń. Po­wią­za­łam ten fakt z Hisz­pa­nią jako atrak­cyj­nym kie­run­kiem wa­ka­cyj­nym i tak po­wsta­ła Mała Agen­cja. Oczy­wi­ście nic by z tego nie wy­szło, gdy­bym od pierw­szej chwi­li, kie­dy 4 lata temu od­wie­dzi­łam Se­wil­lę po raz pierw­szy, nie za­ko­cha­ła się w tym mie­ście. Jest ide­al­nie pięk­ne, z mnó­stwem ma­gicz­nych za­kąt­ków i wspa­nia­łą hi­sto­rią. Do tego wiecz­nie sło­necz­ne i peł­ne prze­sym­pa­tycz­nych, uśmiech­nię­tych lu­dzi. Plan na dzia­łal­ność i stro­na in­ter­ne­to­wa po­wsta­ły jesz­cze w Pol­sce, ale fir­mę re­je­stro­wa­łam już w Hisz­pa­nii. Wła­śnie dzię­ki temu szyb­ciej po­czu­łam się tu jak w domu. Mia­łam w koń­cu już coś cał­ko­wi­cie mojego. 

Kon­fa­bu­la: Co Cię zdzi­wi­ło – po­zy­tyw­nie i negatywnie?
Kin­ga Mar­ci­niak: Do tej pory wie­le rze­czy mnie za­ska­ku­je. Mu­szę jed­nak pod­kre­ślić, że miesz­kam na po­łu­dniu Hisz­pa­nii, w bar­dzo tra­dy­cyj­nym re­gio­nie. Hisz­pa­nia to kraj zróż­ni­co­wa­ny, dla­te­go nie­któ­re ele­men­ty sty­lu ży­cia w An­da­lu­zji są zu­peł­nie nie­zna­ne w Astu­rii lub Ka­ta­lo­nii. Od po­cząt­ku moją uwa­gę zwró­ci­ło po­zy­tyw­ne na­sta­wie­nie Hisz­pa­nów i luz z ja­kim żyją. Ze wszyst­kie­go się cie­szą i do­ce­nia­ją to co mają. To bar­dzo waż­na ce­cha spo­łe­czeń­stwa, któ­rej bra­ku­je mi w Polsce.
Urze­kła mnie rów­nież ich otwar­tość i to, że wręcz uwiel­bia­ją prze­by­wać z ludź­mi. Tu­taj za­wsze każ­dy znaj­dzie czas cho­ciaż na 15 mi­nu­to­wą kawę. Nie trze­ba do tego or­ga­ni­zo­wać wiel­kich wyjść. Przy­pad­ko­we spo­tka­nie na uli­cy może prze­ro­dzić się w wie­lo­go­dzin­ną pogawędkę.
W ogó­le kul­tu­ra roz­mo­wy jest tu­taj ogrom­na i to bez two­rze­nia spe­cjal­nej at­mos­fe­ry, co zresz­tą wi­dać po ba­rach, w któ­rych Hisz­pa­nie spę­dza­ją pół ży­cia. Nie są one ani przy­tul­ne ani de­si­gner­skie. Wy­star­czą me­ta­lo­we krze­sła, pla­sti­ko­wy stół, szklan­ka piwa lub fi­li­żan­ka kawy z mle­kiem. An­da­lu­zyj­czy­cy po­tra­fią roz­ma­wiać go­dzi­na­mi i bar­dzo ce­nią so­bie to­wa­rzy­stwo ro­dzi­ny i przyjaciół.
Inną po­zy­tyw­ną rze­czą, któ­ra mnie za­sko­czy­ła jest spo­sób świę­to­wa­nia. Hisz­pa­nie ro­bią to na ze­wnątrz, na co wpływ ma pew­nie wiecz­nie do­bra po­go­da. Pa­ra­dy, po­cho­dy, po­ka­zy — jest ich tu­taj mnó­stwo. Każ­dy po­wód do za­ba­wy i spo­tka­nia jest dobry. 

Z ne­ga­tyw­nych rze­czy wy­mie­ni­ła­bym chy­ba brak do­kład­no­ści i ro­bie­nie wie­lu rze­czy na za­sa­dzie „ja­koś to bę­dzie”, co mnie, per­fek­cjo­nist­kę, do­pro­wa­dza do szału.
Poza tym An­da­lu­zyj­czy­cy nie­sa­mo­wi­cie śmie­cą i może się wy­da­wać, że nikt nie na­uczył ich, że śmie­ci po­win­ny tra­fić do ko­sza. Zo­sta­wia­nie pu­szek, bu­te­lek, rzu­ca­nie pa­pier­ków na zie­mię, są tu na po­rząd­ku dziennym.
Ogrom­nym mi­nu­sem jest też brak cen­tral­ne­go ogrze­wa­nia w do­mach. W An­da­lu­zji zim­no jest za­le­d­wie przez 3 mie­sią­ce w roku za­tem miesz­kań­cy wy­cho­dzą z za­ło­że­nia, że nie war­to in­we­sto­wać w in­sta­la­cje grzew­cze. Efekt jest taki, że w miesz­ka­niach zimą jest znacz­nie zim­niej niż na ze­wnątrz, a lu­dzie ra­tu­ją się jak mogą. Bar­dzo po­pu­lar­ne są wy­so­kie sto­ły w sa­lo­nie, przy­kry­te gru­bym i dłu­gim ob­ru­sem — ko­cem. Pod sto­łem scho­wa­ny jest grzej­nik elek­trycz­ny. Dzię­ki temu sie­dząc przy sto­le i przy­kry­wa­jąc się ko­cem moż­na choć tro­chę się rozgrzać. 

Kon­fa­bu­la: Ja­kie są kosz­ty ży­cia w Sewilii?
Kin­ga Mar­ci­niak: Kwe­stia kosz­tów ży­cia w Hisz­pa­nii to bar­dzo cie­ka­wy te­mat, bo wszę­dzie sły­szy­my, że tam gdzie jest Euro jest bar­dzo dro­go. Tu­taj jed­nak, mam wra­że­nie, że mimo wszyst­ko ceny są bar­dziej ade­kwat­ne do za­rob­ków, choć na­dal An­da­lu­zja to naj­bied­niej­szy re­gion kra­ju. Naj­niż­sza pła­ca w Hisz­pa­nii to obec­nie 707€. Za piwo w ba­rze (250ml to tu­taj stan­dard) za­pła­cisz w za­leż­no­ści od mia­sta ok 1.20 — 1,70€, za kawę tyle samo. Ta­pas w ba­rze (jed­no­oso­bo­wa por­cja, prze­ką­ska) to ok 2,50€. To wszyst­ko spra­wia, że na czę­ste wyj­ście ze zna­jo­my­mi może so­bie po­zwo­lić pra­wie każ­dy. Wodę w szklan­ce w ba­rze do­sta­nie­my za dar­mo. W skle­pie za ba­giet­kę za­pła­ci­my ok 0,50€, za mle­ko 0,40€. Litr die­sla kosz­tu­je ok 1€.
Wy­na­ję­cie miesz­ka­nia z sa­lo­nem i jed­ną sy­pial­nią (pol­skie 2 po­ko­je, w hisz­pań­skich ogło­sze­niach będą okre­śla­ne jako miesz­ka­nie jed­no­po­ko­jo­we) w sa­mym cen­trum Se­wil­li za­pła­ci­my ok 450€. 

Kon­fa­bu­la: A Hisz­pań­skie je­dze­nie? Ja­kie ono jest?
Kin­ga Mar­ci­niak: O tu­tej­szym je­dze­niu mo­gła­bym mó­wić go­dzi­na­mi. Wbrew po­zo­rom an­da­lu­zyj­ska kuch­nia do naj­zdrow­szych nie na­le­ży, bo w du­żej mie­rze opie­ra się na sma­że­niu. Z cha­rak­te­ry­stycz­nych dań dla re­gio­nu wy­mie­ni­ła­bym en­sa­la­dil­la rusa (ru­ska sa­łat­ka), czy­li go­to­wa­ne wa­rzy­wa z dużą ilo­ścią ma­jo­ne­zu oraz kre­wet­ka­mi lub tuń­czy­kiem, cola de toro — du­szo­ny ogon byka oraz ja­mon Ibe­ri­co — czy­li hisz­pań­ska cien­ko kro­jo­na szyn­ka. Bar­dzo ty­po­wa jest też zupa sal­mo­re­jo, czy­li zim­ny krem po­mi­do­ro­wy, nie­co gęst­szy od po­pu­lar­ne­go gaz­pa­cho. Sal­mo­re­jo po­da­je się ze świe­żym ogór­kiem, jaj­kiem i szyn­ką. Pod­sta­wą kuch­ni hisz­pań­skiej, prócz po­mi­do­rów jest pa­pry­ka, dla­te­go do­sta­nie­my ją tu w każ­dej moż­li­wej po­sta­ci. Te naj­smacz­niej­sze to ma­ry­no­wa­na w oc­cie czer­wo­na pa­pry­ka lub małe zie­lo­ne pa­prycz­ki sma­żo­ne w głę­bo­kim tłusz­czu. Poza tym je się tu kre­wet­ki w każ­dej postaci.

Kon­fa­bu­la: Jak wy­glą­da ży­cie prze­cięt­ne­go Sewilczyka?
Kin­ga Mar­ci­niak: Ży­cie w Se­wil­li pły­nie na ze­wnątrz, za­zwy­czaj w ba­rach, któ­re jed­nak wy­glą­da­ją tro­chę ina­czej niż moż­na by wnio­sko­wać z pol­skiej de­fi­ni­cji tego sło­wa. Są to miej­sce, w któ­rych w za­leż­no­ści od pory dnia zje­my śnia­da­nie, lunch, po­ga­da­my przy pi­wie ze zna­jo­my­mi i na­pi­je­my się po­po­łu­dnio­wej kawy. W ba­rach za­zwy­czaj moż­na świet­nie zjeść i to nie tyl­ko ta­pas, ale tak­że duże por­cje. Poza tym tu­tej­szy rytm dnia dyk­tu­je po­go­da. Zimy wpraw­dzie są dość ła­god­ne, ale lato po­tra­fi dać w kość. Se­wil­la to jed­no z naj­go­ręt­szych miast Eu­ro­py. La­tem w cią­gu dnia na słoń­cu tem­pe­ra­tu­ra może do­cho­dzić do 48 stop­ni Cel­sju­sza. Dla­te­go sie­sta, któ­rą czę­sto Po­la­cy trak­tu­ją z iro­nią, jest tu­taj ko­niecz­no­ścią. W go­dzi­nach naj­więk­sze­go upa­łu, czy­li mię­dzy 14 a 18 na­praw­dę nie da się pracować.
Hisz­pa­nie to na­ród, któ­re­go ży­cie krą­ży wo­kół je­dze­nia i we­dług nie­go or­ga­ni­zu­ją swo­je ży­cie. Go­dzi­na lun­chu — 14, to czas gdy fir­my mają prze­rwę, skle­py są za­my­ka­ne, za to bary i re­stau­ra­cje pę­ka­ją w szwach. Tak jest mniej wię­cej do go­dzi­ny 16:30. Do pra­cy wra­ca­ją ok 17 — 17:30. Dzień koń­czy się bar­dzo póź­no, nie tyl­ko dla­te­go, że nie­któ­re fir­my koń­czą pra­cę oko­ło 20 (ze wzglę­du na 3 go­dzin­ną prze­rwę w cią­gu dnia), ale też dla­te­go, że po pra­cy war­to spo­tkać się ze zna­jo­my­mi lub rodziną.
Poza tym je­dze­nie i po­sił­ki mają swo­je su­ro­we za­sa­dy. Np. w ty­po­wym an­da­lu­zyj­skim ba­rze może być bar­dzo trud­no za­mó­wić kawę o go­dzi­nie 15, po pro­stu eks­pre­sy do kawy są wy­łą­czo­ne i nie­uży­wa­ne, na­wet gdy klient po­pro­si. We­dług Hisz­pa­nów czas na po­obied­nie espres­so to go­dzi­na 17. Re­stau­ra­cje rów­nież nie są za­peł­nio­ne non stop. Ko­la­cję Hisz­pa­nie je­dzą dość póź­no. Roz­po­czy­na­ją ją naj­wcze­śniej o 21. Dla­te­go, może się zda­rzyć, że wej­dzie­my do zu­peł­nie pu­ste­go lo­ka­lu, a po 15 mi­nu­tach, nie wia­do­mo skąd i dla­cze­go po­ja­wia­ją się w nim dzi­kie tłumy.
An­da­lu­zja to bar­dzo tra­dy­cyj­ny re­gion i dużą wagę przy­kła­da się tu do lo­kal­nych świąt. Każ­de mia­sto ma swo­ją Fe­rię (Fe­ria) czy­li głów­ne świę­to po­szcze­gól­nych miast. Jed­ną z naj­więk­szych jest ta w Se­wil­li. Fe­ria de Abril, bo tak brzmi jej peł­na na­zwa, roz­po­czy­na się w po­nie­dzia­łek do­kład­nie dwa ty­go­dnie po Wiel­ka­no­cy i trwa przez cały ty­dzień pod­czas któ­re­go miesz­kań­cy piją, je­dzą, roz­ma­wia­ją i tań­czą se­vil­la­nas — re­gio­nal­ny ta­niec z ele­men­ta­mi fla­men­co. W tym cza­sie mia­sto peł­ne jest prze­bra­nych w tra­dy­cyj­ne stro­je miesz­kań­ców na ko­niach lub w do­roż­kach. W trak­cie Fe­rii cała Se­wil­la wy­glą­da jak jed­no wiel­kie przed­sta­wie­nie. Oczy­wi­ście se­wil­czy­cy pod­cho­dzą do świę­to­wa­nia bar­dzo po­waż­nie, stro­je przy­go­to­wy­wa­ne są już na kil­ka mie­się­cy przed. Co cie­ka­we dość du­żym po­wo­dze­niem cie­szy się tu­taj Ty­dzień Mody po­świę­co­ny wy­łącz­nie stro­jom na tę okazję. 

Kon­fa­bu­la: Jak z Two­ich ob­ser­wa­cji mo­żesz pod­su­mo­wać spo­sób wy­cho­wy­wa­nia dzie­ci w Hiszpanii?
Kin­ga Mar­ci­niak: Hisz­pa­nie mają bar­dzo tra­dy­cyj­ne po­dej­ście do wy­cho­wa­nia dzie­ci. Spro­wa­dza się to do tego, że za bar­dzo się nimi nie przej­mu­ją. Gdy ro­dzi­na wy­cho­dzi z dzieć­mi na spa­cer, w rze­czy­wi­sto­ści nikt nie in­te­re­su­je się atrak­cja­mi dla ma­lu­chów. Do­ro­śli roz­ma­wia­ją, a dzie­ci bie­ga­ją. Mało kogo in­te­re­su­je, że na przy­kład za­czę­ły grać w pił­kę mię­dzy sto­ła­mi w re­stau­ra­cji. Z dru­giej stro­ny, nie­wie­le osób jest skłon­nych zwró­cić uwa­gę opie­ku­nom. Dla nie­któ­rych wa­ka­cyj­nych tu­ry­stów może być też za­sko­cze­niem wi­dok dzie­ci ba­wią­cych się na pla­cu za­baw chwi­lę przed pół­no­cą. Trze­ba jed­nak pa­mię­tać, że w lip­cu i sierp­niu tem­pe­ra­tu­ry są tak nie­wy­obra­żal­nie wy­so­kie, że za­ba­wa w cią­gu dnia jest po pro­stu niebezpieczna.

Kon­fa­bu­la: Jak w Se­wil­li po­strze­ga­ni są Polacy?
Kin­ga Mar­ci­niak: Pol­ska jest bar­dzo po­pu­lar­na zwłasz­cza wśród stu­den­tów, któ­rzy pol­skie mia­sta wy­bie­ra­ją czę­sto jako kie­ru­nek dla pro­gra­mu Era­zmus. Głów­nym po­wo­dem jak sami twier­dzą, są ceny. Pol­ska ucho­dzi tu bo­wiem za bar­dzo tani kraj. Trzy sło­wa któ­re naj­czę­ściej sły­szę po po­da­niu in­for­ma­cji skąd po­cho­dzę: wód­ka, Kra­ków i pew­ne po­pu­lar­ne prze­kleń­stwo. Hisz­pa­nom czę­sto zda­rza się też jeź­dzić do Pol­ski na dłu­gie week­en­dy, ale prze­waż­nie ogra­ni­cza­ją się do wy­mie­nio­ne­go wcze­śniej Kra­ko­wa i War­sza­wy, któ­rą trak­tu­ją bar­dziej „prze­siad­ko­wo”. Nie spo­tka­łam się z żad­nym krzyw­dzą­cym ste­reo­ty­pem do­ty­czą­cym po­la­ków w Hisz­pa­nii. Po­lki, jak w wie­lu in­nych kra­jach uzna­wa­ne są za wy­jąt­ko­wo pięk­ne i go­spo­dar­ne. Co tro­chę prze­kła­da się na moje pry­wat­ne sta­ty­sty­ki, któ­re mó­wią, że 80% Po­la­ków miesz­ka­ją­cych w Se­wil­li to ko­bie­ty, któ­re prze­pro­wa­dzi­ły się tu ze wzglę­du na part­ne­rów. Co cie­ka­we, na­wet je­śli ich związ­ki z cza­sem się roz­pa­da­ły, wie­le z nich zo­sta­ło w Hiszpanii. 

Kon­fa­bu­la: Czy wspo­mi­nasz ja­kieś zda­rze­nia ze szcze­gól­nym uśmie­chem na twarzy?
Kin­ga Mar­ci­niak: Ta­kich sy­tu­acji jest wie­le, ostat­nie to ta­kie zwią­za­ne z ob­cho­dze­niem świąt. Gdy pod­czas roz­mo­wy wspo­mnia­łam, że na Wiel­ka­noc w Pol­sce ma­lu­je­my jaj­ka, moja hisz­pań­ska ro­dzi­na, chcia­ła zro­bić mi nie­spo­dzian­kę. Ugo­to­wa­li jaj­ka, ob­ra­li je ze sko­ru­pek i pró­bo­wa­li po­ma­lo­wać białka.
In­nym ra­zem, przed Wi­gi­lią, na wieść, że w Pol­sce ukła­da­my sian­ko pod sto­łem (nie do­czy­ta­li, że pod ob­ru­sem) sko­si­li tra­wę i wy­ło­ży­li nią całą pod­ło­gę pod stołem.
Poza tym moje ka­nap­ki, czy­li chleb sma­ro­wa­ny ma­słem, wzbu­dza­ły po­wszech­ną we­so­łość. W Hisz­pa­nii, chleb po­le­wa się oli­wą z oli­wek lub zmik­so­wa­ny­mi pomidorami. 

Kon­fa­bu­la: Co war­to za­brać ze sobą, by czuć się jak w domu?
Kin­ga Mar­ci­niak: Do­pie­ro po pew­nym cza­sie od przy­jaz­du za­czę­łam do­strze­gać brak nie­któ­rych pro­duk­tów w skle­pach, więk­szość do­ty­czy ku­li­na­riów. Oka­za­ło się, że ku­pie­nie bia­łe­go sera, twa­ro­gu, gra­ni­czy z cu­dem. Uza­leż­nie­ni od pie­czy­wa też nie będą usa­tys­fak­cjo­no­wa­ni. Hisz­pa­nie nie są mi­strza­mi w wy­pie­ka­niu chle­ba, zwłasz­cza ciem­ne­go, któ­ry tu­taj wła­ści­wie nie ist­nie­je. Zimą też nie znaj­dziesz w żad­nym ba­rze grza­ne­go wina. Hisz­pa­nie przez cały rok, twar­do trzy­ma­ją się wina z kost­ka­mi lodu (tin­to de verano).

Fot. Kin­ga Marciniak


Je­śli lu­bisz po­dróże z pal­cem po ma­pie, za­pra­szam na wy­prawę z jed­ną z Pol­ek miesz­ka­ją­cych za gra­nicą. Wpi­sy już pu­bli­ko­wane znaj­dzie­cie tu.

Autor | moniowiec Komentarze | 14 Data | 10 maja 2017

kategorie i tagi

W kategorii: Wywiady

Otagowano:

  • Tak czy­tam ten wy­wiad i my­ślę so­bie, że musi ist­nieć ko­re­la­cja po­mię­dzy licz­bą sło­necz­nych dni w roku — a cha­rak­te­rem miesz­kań­ców (np. ze skłon­no­ścią do uśmie­cha­nia się). Mam rację? 🙂

    • I jesz­cze upodo­ba­nia­mi mu­zycz­ny­mi. W koń­cu mało jest me­ta­lo­wych grup ze sło­necz­nej Hisz­pa­nii, a wie­le z kra­jów skandynawskich 😉

      • Wy­jąt­kiem jest Por­tu­ga­lia ze swo­im fado 😉

  • Zna­jo­ma z pod­sta­wów­ki ma męża hisz­pa­na, czę­sto pod­glą­dam jej cud­ne zdję­cia z wa­ka­cji u rodziny 🙂

  • Alek­san­dra Załęska

    Za­wsze chcia­łam po­je­chać do Hisz­pa­nii, żeby ją zwie­dzić, po­znać tam­tej­szą kuch­nię i kul­tu­rę. Mam na­dzie­ję, że kie­dyś mi się to uda 🙂

  • Mam wra­że­nie, że gdzie­kol­wiek by­śmy się nie za­do­mo­wi­li na świe­cie, ta­kie miej­sca wspa­nia­le po­ka­zu­ją nam swo­je bar­wy, kul­tu­rę, tra­dy­cje. Wspa­nia­ła jest ta świa­do­mość, że i hisz­pań­skie ryt­my się do nich zaliczają. 🙂

  • Nie­sa­mo­wi­te jest to, że w każ­dym kra­ju moż­na zna­leźć coś zu­peł­nie in­ne­go. Kie­dyś miesz­ka­łam na Ma­jor­ce 2 razy po kil­ka mie­się­cy i w Be­ni­cas­sim po­nad pół roku. Cie­ka­we doświadczenie 🙂

  • Pięk­nie i kolorowo.
    Bio­rąc pod uwa­gę po­go­dę w PL to te­raz wy­emi­gro­wa­ła­bym gdziekolwiek:D

  • Go­sia

    Oj jak cu­dow­nie tam, chcia­ło­by by się wy­ru­szyć w nie­zna­ne. My za 9 dni nad mo­rze więc też jest ra­dosć. Świet­nie się Was czyta

  • Pau­li­na

    Świet­ny wywiad 🙂

  • Mag­da­le­na Ku­pre­wicz, Anna Rozd

    Wy­wiad czy­ta się lek­ko i przy­jem­nie! Pięk­ne zdję­cia, aż czuć klimat!

  • z tego co czy­tam ceny nie są ja­kieś ko­smicz­ne, chcia­łam kie­dyś zo­ba­czyć ten kraj

  • z przy­jem­no­ścią prze­czy­ta­łam so­bie wy­wiad. Kie­dyś by­łam w Hisz­pa­nii, ale tyl­ko przez chwi­lę i w in­nym re­gio­nie. Czas za­pla­no­wać wa­ka­cje tam 🙂 albo week­end ma­jo­wy (z uwa­gi na temperatury) 😉