Sztuka mówienia NIE. Jak wychować dziecko na miłe, ale nieuległe

Sztuka mówienia <span class=NIE. Jak wychować dziecko na miłe, ale nieuległe Image"/>

Sztuka mówienia NIE. Jak wychować dziecko na miłe, ale nieuległe

Kinia należy do tych ludzi, którzy lubią własne towarzyst­wo. Nie oznacza to, że stroni od innych, jed­nak niekoniecznie chęt­nie bawi się z inny­mi w przed­szkolu. Niem­niej ma koleżankę, z którą częs­to razem baw­ią się nawet poza przed­szkolem, bo przy­chodzi do nas do domu. Ja wtedy mam okazję nie tylko napić się herbaty z jej mamą i poplotkować, ale także pod­słuchać jak moje dziecko mówi NIE.

Narastający konflikt

Zwyk­le zaczy­na się wszys­tko od tego, że zabawka jest tylko jed­na, a one dwie. Przy­ja­ciel to ktoś, komu może­my powiedzieć wszys­tko, a on się nie obrazi. Ale tak jest w świecie dorosłych. W świecie dzieci przy­jaźń to ciągła wal­ka o tery­to­ri­um, cho­ci­aż zwyk­le pod koniec i tak następu­je zaw­iesze­nie broni. Tylko cza­sa­mi to zaw­iesze­nie bard­zo ciężko osiągnąć…

Zwyk­le słysząc ostrą wymi­anę zdań w wyko­na­niu moich dzieci i ich goś­ci mam zami­ar wparować w środek kon­flik­tu, zabrać zabawkę i opuś­cić teren, na którym są tylko zgliszcza, płacz i smutek po stra­cie. Ale to oznacza tylko moją złość i ich łzy, więc bez sen­su i tego (zazwyczaj) nie robię. Cza­sem kusi mnie jeszcze powiedzieć „zostaw to, prze­cież masz goś­cia, trze­ba się dzielić i być miłym dla innych!”. Tylko czy bycie miłym pole­ga na ustępowa­niu we wszys­tkim? I czy tak samo powiedzi­ałabym do mojego syna, kiedy kłó­ci się ze swoim kolegą czy­ja tura w grze aku­rat wypa­da? No nie wiem…

Bycie miłym

Utarło się, że bycie miłym, dobrze wychowanym dzieck­iem oznacza brak włas­nej opinii (albo nie wypowiadanie jej głośno) i właś­ci­wie brak prawa włas­noś­ci. Bo jak inaczej nazwać zmuszanie do dzie­le­nia się zabawka­mi? Włas­ny­mi zabawka­mi? A wszys­tko moż­na spoko­jnie – na tyle o ile – moż­na załatwić w sposób kul­tur­al­ny zwraca­jąc uwagę na dobór słów i ton. Może u kilku­latków elok­wencji nie będzie zbyt wiele, ale wszys­tko da się prze­cież wytłu­maczyć drugiej oso­bie, dojść do kom­pro­misu bez krzyków i przepy­chanek się pokłócą niż zna­jdą rozwiązanie.

Tak więc całkiem nor­malne – dla goś­cia i gospo­darza – jest czekanie na swo­ją kolej. Prze­cież oby­d­wie oso­by dzię­ki temu będą szczęśli­we: pier­wsza, że mogła skończyć zabawę, dru­ga, że jed­nak także się pobaw­iła.

Dziewczynki traktowane są inaczej

W naszej – i chy­ba każdej – kul­turze przyjęło się upa­try­wać w dziew­czynkach pokładów empatii, tros­ki o innych, zaś u chłopców nagradza się wszelkie prze­jawy odwa­gi czy pode­j­mowa­nia wyzwań. Takie różnice powodu­ją tylko, że wychowu­je­my „ciche mysz­ki”, które sze­fa o pod­wyżkę nie poprosszą, cho­ci­aż powin­ny, i „prawdzi­wych mężczyzn” co to o uczu­ci­ach nie roz­maw­ia­ją, bo nie potrafią. A prze­cież moż­na tak łat­wo włas­nym przykła­dem wiele zdzi­ałać! Chce­cie jeden? Proszę bard­zo: jeszcze do niedaw­na gotowałam się ze złoś­ci robiąc mil­iard rzeczy, ale nie przyszło mi nigdy do głowy, by poprosić o pomoc. Prze­cież każdy powinien się domyślić, ze potrzeb­na mi pomoc, praw­da? Niepraw­da! Wychowano mnie tak empaty­cznie, że sama, cza­sem kosztem swo­jego cen­nego cza­su, pomagam wszys­tkim. I to też złe, bo niekoniecznie chcę. Ale czu­ję, że powin­nam. No więc nie, NIE, nie powin­nam. Mogę, ale nie mam obow­iązku. Musi­ałam najpierw sama to zrozu­mieć, by później uczyć własne dzieci, że moż­na powiedzieć NIE.

Jak nauczyć mówienia NIE?

Doskon­ałym cza­sem do takiej nau­ki jest wspól­ny obi­ad lub kolac­ja. Wspól­ny! Więc nie – jak ja – przed kom­put­erem lub – jak może Ty – z tele­fonem w ręku. Wspól­ny posiłek to nie tylko szkołą manier, ale także doskon­ały czas do budowa­nia samoświado­moś­ci. Jak? Poprzez roz­mowę. I nie chodzi o zdawkowe „jak było w szkole?”, która kończy się zdawkowym „dobrze”, ale prawdzi­wą dyskusję. Nawet, jeśli jest to dyskus­ja na tem­at wyżs­zoś­ci Pikachu nad Char­man­derem… To dzię­ki takim właśnie roz­mowom może­my zbu­dować prawdzi­wą więź z dzieck­iem. I tak, możesz powiedzieć, że za nic nie rozu­miesz różni­cy pomiędzy tymi Poke­mon­a­mi albo, że aktu­al­nie nie chcesz takiego tem­atu, bo masz inny. Two­je zdanie prze­cież też jest ważne i uczy to dzieci, że każdy ma pra­wo gło­su czy kry­ty­ki. I błędów. Błędy nie są czymś złym jeśli się na nich uczymy – warto także to w dzieci­ach zako­rzenić.

Jeśli dziecko nauczy się mówić do drugiego „nie, ter­az nie jest Two­ja kolej na zabawę tą lalką/samochodzikiem” dziś, kiedy jeszcze jest w przed­szkolu, nauczy się, że w szkole może powiedzieć NIE jeśli ktoś je zmusza do czegoś, czego nie chce, ze może odmówić wyp­i­cia alko­holu czy pójś­cia w ustronne miejsce jeśli tego nie chce. Siła włas­nego zda­nia będzie leżeć w naturze dziec­ka.

Jasne, chci­ałabym, by moje dzieci mnie słuchały i były dobrze wychowane, ale także, by miały własne zdanie, a nie były popy­chadła­mi.

Fot. Jem Yosh­io­ka, CC BY-SA 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 4 Data | 2 grudnia 2016

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

  • Moje było uczono magii “poproszę”, zdzi­wił się wielce, gdy aser­ty­wny kole­ga po pros­tu uderzył go pięś­cią w twarz, gdy mój młody poprosił, a następ­nie wyciągnął rączkę po zabawkę. Ter­az pracu­je­my nad “nie daj się”.

    • Ostat­nio byłam w przed­szkolu. Pora obi­ad­owa. Moje dziecię chci­ało dokład­kę to mówi cichutko “poplosie… poplosie… POPLOSIE! DAJ!!” I dostała 😉

      • Nie wiem dokład­nie jest to jest w przy­pad­ku dzieci, bo nie mam takich doświad­czeń, ale mogę odwołać się do ludzi w swoim wieku. Najbardziej widać to chy­ba na stu­di­ach, pod­czas sesji, kiedy każde 3 jest na wagę zło­ta, a nie liczy się kul­tura, tylko “daj”. I o ile nie da się wychować wszys­t­kich ludzi na kul­tur­al­nych, to zawsze moż­na skupić się na oso­bie, z którą najczęś­ciej roz­maw­iasz. Ja na przykład za każdym razem, po pyta­niu; “A poży­czyłbyś mi…?”, sotję i wymown­ie patrze na tą osobę aż powie “Proszę”. No chy­ba, że to mój blis­ki znajomy/znajoma; wtedy mówię; “A mag­iczne słowo?” I gen­er­al­nie wśród przyszłych ped­a­gogów dzi­ała 😀