Premia uznaniowa

Premia uznaniowa Image

Premia uznaniowa

Pisanie blo­ga nie przynosi real­nych rezul­tatów. Ot, ktoś tam sobie siedzi w domowym zaciszu i pisze jakieś dyrdy­mały, które cza­sa­mi ktoś przeczy­ta. Takie tam grafo­mańst­wo. Jak coś jest dla wszys­t­kich, pub­liczne, to jest dar­mowe, niepraw­daż? Zero pen­sji. Pre­mia uznan­iowa też się nie należy. Dar­mowa jak służ­ba zdrowia, edukac­ja czy wypoży­czanie książek w bib­liotece.

- Zaraz, zaraz! — odkrzykniesz — Ale prze­cież do den­tysty to umaw­iam się pry­wat­nie, bo ter­miny takie, że zęby moż­na prędzej stracić, a i tak za lep­sze plom­by płacić trze­ba. Dar­mowa szkołą? Zapom­nij! Książ­ki i całą wyprawkę trze­ba kupić, a pani bib­liotekar­ka za dar­mo książek nie poda­je i kar­ty bib­liotecznej nie uzu­peł­nia, zaś zaso­by bib­lioteczne na ogół są stare i szczupłe.

No więc wolisz dar­mowo czy płat­nie? Wolisz mieć coś wartoś­ciowego czy robić zrzutę nar­o­dową na coś takiego sobie, dos­tosowanego dla ogółu, a nie ciebie, kogoś szczegól­nego?

Widzisz, Ty się napra­cow­ałeś. Pot leci­ał z czoła, oczy przekr­wione, pęcherz pełen od picia kawy, tęt­no pod­nie­sione. Ale efekt jest. Widzisz dokład­nie — to jest TO! Nieważne, czy Two­ja pra­ca pole­ga na czyszcze­niu klat­ki chodowej, sprzedawa­niu jajek na pob­liskim tar­gu, uczenia wred­nych gim­naz­jal­istów, mierzenia ciśnienia hipochondrykom, wymyśla­niu reklam czy ratowa­niu świa­ta. Efekt zawsze cieszy.

Już zamierza­sz ogłosić całe­mu światu, że oto właśnie skończyłeś, że taka pra­ca powin­na być zauważona, wpisana na listę pre­mii, że powinieneś dostać medal od prezy­den­ta i uścisk dłoni gen­er­ała sił ONZ! Wtedy właśnie tłum malkon­tentów ozna­jmia, że tak naprawdę nic nie zro­biłeś odkry­w­czego i przeło­mowego, że takich jak ty są mil­iony, więc nic ci się nie należy. Tak naprawdę niewart jesteś nawet splu­nię­cia czy rzuce­nia okiem na two­ją pracę. Bądź sobie dalej fra­je­rem i odwalaj wolon­tari­at. Tak właśnie ma bloger.

Piszę tego blo­ga. Czy­tasz go. Sko­men­towałeś? Dałeś laj­ka na Face­booku? Może udostęp­niłeś, niech inni dowiedzą się też czegoś ciekawego? Widzi­ałeś twee­ta lub zdję­cie na Insta­gramie? Zareagowałeś na to w jak­iś sposób, czy tylko przy­taknąłeś głową i przewinąłeś dalej stronę? Dlaczego nie chcesz dać mi pre­mii uznan­iowej? Nie uważasz, że jestem tego warta? Że to, że spędzam czas przed kom­put­erem, zami­ast na kanapie pijąc piwo i oglą­da­jąc durnowaty ser­i­al czy paradoku­ment, nie jest warte pogłaska­nia mnie po mojej wirtu­al­nej głowie?

Jeśli to czy­tasz — zareaguj.

Jak mówi szanow­na rodzi­ciel­ka Żudit: Nie komen­tu­jesz na blogu? To nie rob­o­ta!

Fot. Rob Sin­clair, CC BY-SA 2.0

Autor | moniowiec Komentarze | 1 Data | 13 maja 2015

kategorie i tagi

W kategorii: Dla dorosłych

Otagowano:

  • Częs­to dosta­ję komen­tarze lub maile poza blo­giem, pry­wat­nie 🙂 Oso­by nie związane z blo­gos­ferą postrze­ga­ją to zupełnie inaczej. Nie zostaw­ia­ją śladu po sobie, bo uważa­ją że: niko­go nie intere­su­ją ich wypociny, wsty­dzą się komen­tować, nie mają takiej potrze­by, nie chcą wchodz­ić w dia­log z inny­mi, obaw­ia­ją się reakcji na upub­licznie­nie swoich myśli itd. itd. Myślę, że pomału to się zmienia, ale ludzie nie mają też cza­su na komen­towanie, bo niek­tórzy potrze­bu­ją się nad swoim komen­tarzem po pros­tu zas­tanow­ić. Oso­ba nie będą­ca blogerem nie zostawi Ci raczej komen­tarza w sty­lu “Super wpis” 😉