-
Mieszkać na Cyprze – to nic strasznego
W takie dni jak dziś, kiedy to wróciłam z pomocy doraźnej, gdzie kaszlało i kichało stado innych dzieci, w tym dwoje moich, mam ochotę zaszyć się w jakimś ciepłym, chociaż niekoniecznie tropikalnym kraju. Najlepiej gdzieś na południu Europy. Z dostępem do morza. Może Cypr? Oglądając zdjęcia mieszkającej w Limassol Dominiki, autorki bloga, mogłabym choćby na wakacje tam wyjechać.
-
Jestem leń, więc tego nie zrobię – mała rzecz o etykietowaniu
W odległej krainie, zwanej dzieciństwem, mała Monia szła z plecaczkiem ze szkoły. A była to pierwsza klasa. Szła najwolniej jak mogła, bo płakała, a przez łzy nie widziała drogi. Małej Moni nie zdarzył się nic takiego, co sama by zapamiętała. Nikt jej nie pobił, nie rozbiła kolana na asfalcie, nie nakrzyczała na nią wychowawczyni. Małej Moni było smutno.
-
Grając ze łzami w oczach
Joel jest kilkulatkiem zaledwie. Ma duży, słoneczny pokój, a w nim ulubioną zabawkę wielu już pokoleń – konia na biegunach. Czasem potrafi tak długo się na nim huśtać, że zasypia. Uwielbia jak mokry i ciepły język psa liże jego twarz. I kocha swoich rodziców. To oni pozwalają grać mu w jego ulubione „Koło fortuny”, głaszczą do snu po głowie czy opowiadają bajki. Szczególnie spodobała mu się tak, kiedy to wędruje ze Smokiem po baśniowej krainie. Tata zapytał go kiedyś jak nazywa się ten Smok. - To Rak, tato.- odpowiedział Joel.
-
Jestem córką ważnego człowieka
Mała wieś w północnej Polsce. W tej wsi, gdzieś na końcu wszystkiego, mieszkałam ja, córka bardzo ważnych ludzi. A właściwie ważnej osoby – nauczycielki lokalnej szkoły. Szkoły małej, liczącej zaledwie 100 uczniów, ale uczącej wszystkich mieszkających tu ludzi. Szkoły, na której widniał szyld, że oto tu w czasie wojny zastrzelono nauczyciela, który odmówił współpracy z okupantem. Szkoły, gdzie każdy każdego znał. A mnie w szczególności. Bo jakże nie znać najstarszej córki nauczycielki?
-
Życie w Egipcie
W takie zimowe dni jak dziś niejeden z nas z lubością wspomina wakacje. Plaża, ciepły piasek, szum fal morza, może drink z palemką na jakimś hotelowym leżaku nad brzegiem basenu, spacery brzegiem morza przy zachodzie słońca, do tego kochana osoba, a dzieci pod opieką animatorów… Ech, ale to by było życie mieć tak codziennie! Może by tak przeprowadzić się na stałe np. do Hurghady? Jesteście pewni? Żona Egipcjanina podpowie, czy byście nadawali się do życia w Egipcie.














