-
Życie w Walii
Angielski jest językiem tak uniwersalnym, że nawet nie ucząc się go w szkole potrafimy sklecić kilka nieudolnych zdań i przy użyciu rąk doskonale porozumieć się w Londynie nawet z rodowitym Brytolem. W końcu nie po to słuchamy ¾ muzyki w języku Szekspira, nieprawdaż? Sama mam doświadczenie ze stolicą Wielkiej Brytanii. Nie wszystko jest tam takie kolorowe, a czasem kolorów jest aż zanadto. W jakiej tonacji widzi Ilona z Leeds, mama dwuletniego Franka?
-
Mała czarna z mlekiem
Tą kawę zapamiętam długo. Nie dlatego, że była zimna, nie dlatego, że zwieńczyła mój koniec karmienia, nie dlatego, że potrzeba mi było energetycznego kopa. Dlatego, że była pyszna.
-
Mała ryska
W radio akurat leciał ulubiony utwór dzieci i cała tylna kanapa śpiewała radośnie pod nosem na swój dziecięcy sposób. Nie wychodziłam z samochodu, bo lubiłam jak razem tak świetnie się bawią. Zaparkowany samochód aż podskakiwał od naszego kołysania się w takt muzyki. Właśnie wyciągałam kluczyk ze stacyjki, ściągnęłam nogę z pedała sprzęgła, gdy coś szarpnęło wozem. „Znowu zostawiłam samochód na biegu” - pomyślałam.
-
Polki codzienne życie w Niemczech
Jak byłam mała, dostawaliśmy paczki z żywnością i ciuchami od „cioci” z Niemiec. Nawet raz byłam u niej w jakieś wakacje. Miałam wtedy 5 lat. Z całego wyjazdy pamiętam smak bananów, bo jeszcze tak łatwo nie były w Polsce dostępne, rozkładaną suszarkę do bielizny, wielki diabelski młyn i małą ciocię, do której z niego machałam, czarnego psa, który siadał na komendę „Platz!”, lego „kuzyna”, które pozwalał mi dotknąć )a miał całe kolekcje zaawansowanych technicznie samochodów!) i poprzyklejane w całym domu taśmą klejącą moje nieudolne rysunki. Za 20 lat Ania, mama z Ibbenbüren, będzie mogła dowiedzieć się od swoich dwóch rozrabiaków, czym różnią się Niemcy, w których mieszkają, od Polski, w…
-
Kąpiel bez krzyków jest możliwa
Jeszcze jakiś czas temu miałam problem z wyłowieniem Nati w wannie. Dziecko uwielbiało się pluskać, a ja stałam jak słup soli z ręcznikiem w ręce i na milion sposobów próbowałam nakłonić ją do wyjścia. Jak przez minutę nie udawało mi się, to zwykle podnosiłam głos o oktawę. Tak długo, aż było słychać już tylko mój krzyk. Krzyk, który oczywiście równie kiepsko działał.














